Discussion:
Przegrałam życie za 3,5 tysiąca
Add Reply
boukun
2020-03-23 12:12:05 UTC
Odpowiedz
Permalink
Koronawirus. Raport z frontu, dzień czwarty. "Nie nazywajcie mnie dziś
bohaterką. To hipokryzja"

Gdy protestowałyśmy, całe społeczeństwo miało nas gdzieś. A gdy dziś idę do
pracy, ludzie biją mi brawo z balkonu. Krzyczą, że jestem bohaterką.
Gratulują. To hipokryzja! Czego wy mi ludzie gratulujecie? Tej pensji?
Jeszcze rok temu wielu z was krzyczało, że w dupach nam się przewróciło, bo
podwyżek chcemy. Jesteśmy upokorzone przez system, jesteśmy codziennie
upokarzane przez zwykłych ludzi. Nienawidzę tej roboty. Przegrałam życie za
3,5 tysiąca. Nienawidzę jej, ale jej nie rzucę. Mam trójkę małych dzieci.
Potrzebuję pieniędzy.

Dzisiejszym bohaterem jest Karolina. Pracuje jako pielęgniarka na oddziale
intensywnej terapii w jednym ze szpitali powiatowych.

Sen

Mam sen. Leżę, próbuję spać, coś nie daje mi spokoju. Zaczyna po mnie łazić.
Przez usta, nos, atakuje płuca. Próbuję się przed tym bronić, ale nie ma
szans. Ratuje mnie dźwięk budzika. Uciszam go niezgrabnym ruchem ręki,
zrywam się, siadam na skraju łóżka.

Źle ostatnio sypiam. Wciąż myślę o tym, co nas za moment czeka. Nie radzę
sobie z tym psychicznie. Odkąd nas poinformowano, że oddział za kilka dni
zostanie przekształcony w zakaźny, tylko dla pacjentów z ciężką
niewydolnością oddechową z powodu koronawirusa, jestem po prostu przerażona.

Naprzód. Toaleta, kawa, kanapki, jedzenie w torebkę. Zapinam kurtkę.

- Idę, do zobaczenia wieczorem – rzucam zaspanemu mężowi.

Nie wiem, czy słyszy. Jadę na dyżur.

Godzina 07:00, pierwsza myśl

Oddział intensywnej terapii, na którym pracuję od ponad 10 lat, mieści się
na drugim piętrze. To miejsce bardzo charakterystyczne, szczególnie dla
osób, które ze szpitalną rzeczywistością nie mają wiele wspólnego.
Uderzający zapach. W większości nieprzytomni pacjenci, podłączeni pod
respiratory, otoczeni aparaturą kontrolującą ich życiowe funkcje. Wrażliwi
mogą tu czuć spory dyskomfort. I jeśli już się tu zjawiają, przeważnie go
czują.

- W tym tygodniu będą wypisy pacjentów. Mamy się szykować – mówi mi
koleżanka niemal na wejściu. – Nawet salę operacyjną zamkną i wstawią tam
łóżka.

Logiczne. Jest tam przecież źródło tlenu.

Milczę. W głowie trwa gonitwa myśli.

Pierwsza: przecież zwykli ludzie nawet nie wiedzą, czym ja się zajmuję. Na
czym polega moja praca. A ja jestem tu od czarnej roboty. Od wszystkiego.
Podaję leki. Obracam nieprzytomnych. Myję. Od rana przygotowuję do badań –
tomografii, zdjęć, usg. Pomagam przy transporcie. Walczę z odleżynami.
Obsługuję respiratory. Zmieniam opatrunki. Kontakt z wydzielinami mam 24
godziny na dobę.

I to wszystko za 3,5 tysiąca złotych. Trzy i pół tysiąca! To niegodne. To po
prostu niegodne. Skandaliczne. Co ja z tym mogę zrobić? Rachunki zapłacić,
kredyt, ZUS za męża… I co mi zostanie? Mam 41 lat na karku i świadomość, że
moja wiedza jest cenniejsza. Wiem to na pewno… Przecież ja do cholery życie
ratuję!

Ale ludzie nie są tego świadomi. Chciałabym wierzyć, że gdy to wszystko się
skończy, będzie inaczej. Ale nie, nie będzie.

Druga myśl

Nienawidzę tej roboty. Przegrałam życie za 3,5 tysiąca. Nienawidzę jej, ale
jej nie rzucę. Jestem odpowiedzialna za rodzinę, mam trójkę małych dzieci.
Potrzebuję pieniędzy. Jestem przerażona. Gdy zacznie się najgorsze, nie mam
nawet jak się odizolować. Co ja mam ze sobą wtedy zrobić? Dokąd pójść?
Piwnica. Najlepsza będzie piwnica. Rozumiesz to, człowieku? To jest chore!
Będę spała w piwnicy, by nie zarazić męża i małego dziecka. Bo nic innego mi
nie zaproponowano.

Gadaliśmy o tym z dziewczynami. Co ze sobą zrobimy, jak już to do nas
przyjdzie. Wiesz, jakie mamy marzenie? By był tu choć jeden czysty oddział.
Albo strych, nawet taki bez łazienki… By można było zostać, nie ruszać się
za mury. Gdzie my żyjemy, skoro wszystkie marzymy o wolnym strychu? By nie
wracać do domów jako tykające bomby. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym coś
przywlec ze szpitala, że mogłabym zarazić swoje dziecko. Że musiałabym
patrzeć, jak leży pod respiratorem.

Trzecia myśl

Przecież my na wyposażeniu mamy 30 maseczek. I to takich bez filtrów. Gdy
sprawdzaliśmy magazyny, leżało tam 15 kombinezonów. I koniec. Czyli co,
jedna osoba ubierze się do pacjenta, a reszta będzie patrzeć? A co z
dyżurką? Nie mamy takiej specjalistycznej. Czyli mam chodzić w tym
kombinezonie non stop przez 12 godzin? Już dzisiaj każdy nowy pacjent to
potencjalny zakażony, a my oszczędzamy środki na trudniejsze czasy. Ja nawet
w fartuch się ubrać nie mogę. Nie ma przyłbic, nie ma okularów. Nic nie ma!
Boże, przecież to chore…

Chore jak to, że zanim wprowadzono stan epidemii, wszystko zostało
wyniesione z oddziału. Rodziny pacjentów okradły szpital z dozowników,
mydła, płynu do dezynfekcji, rękawiczek. Wszystko wynieśli, nawet nie
wiadomo kiedy. Całe szczęście, że dziś już się to nie dzieje. Pewnie tylko
dlatego, że wprowadzono zakaz odwiedzin.

Czwarta myśl

Ponoć w innych szpitalach wiele pielęgniarek poszło na L4. Nie chcą się
narażać. Boją się. Może też pójdę? Wszystkie koleżanki-emerytki, które
dorabiają u nas na oddziale, już zapowiedziały odejście. Tak samo te z
dziećmi. A ja też mam małe dzieci. Tylko kto tu wtedy zostanie? Już teraz
jest nas mało. W tym tygodniu posypie się grafik. Jestem tego pewna. Ale nie
wiem, jak to działa od strony prawnej. Ponoć mogą nas tu zatrzymać siłą.
Muszę poczytać.

I niech mi nikt nie pieprzy o misji, wyższym celu. Jaka misja?! Jaki wyższy
cel?! Takie myślenie jest nieaktualne od 70 lat! Od wojny! Pielęgniarka to
zawód jak każdy inny! I właśnie to mnie najbardziej śmieszy. Gdy
protestowałyśmy, całe społeczeństwo miało nas gdzieś. A gdy dziś idę do
pracy, ludzie biją mi brawo z balkonu. Krzyczą, że jestem bohaterką.
Gratulują. To hipokryzja! Czego wy mi ludzie gratulujecie? Tej pensji?
Jeszcze rok temu wielu z was krzyczało, że w dupach nam się przewróciło, bo
podwyżek chcemy. Jesteśmy upokorzone przez system, jesteśmy codziennie
upokarzane przez zwykłych ludzi. Przez rodziny pacjentów. Wyzywane od
najgorszych.

Jadę do pracy, a znajomi, z którymi nie miałam kontaktu od lat, piszą w
internecie: "Podziwiam cię! Ale ty jesteś silna!". Przez grubo ponad
dziesięć lat nikt mnie nie pochwalił. Opiekowałam się najciężej chorymi,
nieprzytomnymi. Myłam ich. Wycierałam kał. Cewnikowałam. Nikt nawet nie
zwrócił na mnie uwagi. Gdy protestowałam, walczyłam o poprawę warunków
życia, cisza aż dudniła w uszach. Wstydziłam się wam przyznać, że jestem
pielęgniarką. Bo gdy to robiłam, słyszałam: "O, to ty na nocce myjesz tych
chorych? Z kupy? Fuj!". A dziś bohaterka. I pizza przywieziona na odział.

Piąta myśl

I ta cholerna niewiedza. Że zostanie pielęgniarką to jak pstryknięcie
palcami. Czy wiesz, że wiąże się to z koniecznością skończenia studiów
wyższych? Chciałam dodatkowo zrobić doktorat. Nie zrobiłam, bo to cztery
dodatkowe lata studiów. A wiesz za jaką podwyżkę? 50 złotych do miesięcznej
pensji! Odpuściłam, nie było warto. Wolę spędzić ten czas z rodziną.

Dlaczego ja w ogóle zostałam pielęgniarką? Ha, dobre pytanie! Sama często je
sobie zadaję. Chciałam wiedzieć, jak pomóc najbliższym, gdy będą w
potrzebie. Serio, taka jest prawda. Dziś żałuję, że tak sobie życie
ułożyłam. Przecież nie jestem głupia, zawsze się dobrze uczyłam. Mogłam
zajść o wiele dalej. Zarabiać więcej. Cieszyć się z życia częściej. A dziś
jest mi po prostu przykro. Jedyne, co mnie teraz ratuje, to wciąż przelewana
pensja. Nie każdy w tym chaosie może się cieszyć z tego luksusu.

Szósta myśl

Boję się chodzić do pracy. Pracy, która w takich sytuacjach jest nie do
przerobienia. Mam przed oczami to, z czym za moment będę walczyć, a w tym
samym momencie widzę sąsiadki, które spacerują z dziećmi po osiedlu. To
przerażające. Ludzie, mimo ostrzeżeń, bagatelizują sytuację. Włosi jeszcze
kilka dni temu na balkonach śpiewali, dziś opłakują z nich zmarłych. Czy tak
trudno to zrozumieć? Nie jesteśmy jako kraj przygotowani na tę walkę.
Przecież mamy jedne z największych braków kadrowych w systemie ochrony
zdrowia w Europie.

Jestem załamana, wypalona zawodowo już dawno. Czuję się tak, jakbym miała
iść na wojnę. I nie wiem, co mnie na tej wojnie czeka. Każde wyjście do
pracy wiąże się ze łzami.

Umiem ratować życie. Umiem obsłużyć respirator. Umiem pracować z pacjentem,
który ma wiele chorób współistniejących. Śmierć też nie będzie dla mnie
nowością. Tu co chwila ktoś odchodzi, kilka razy w miesiącu. Przeraża mnie
jednak skala, z którą będę musiała się zmierzyć.

Godzina 07:01, ostatnia myśl

Teraz jest u nas jeszcze względny spokój, ale co przyniesie ten tydzień?
Nawet nie chce o tym myśleć, mówić.

Ja nawet nie wiem, jak z tym walczyć. Jak się przed tym bronić. Co dokładnie
robić. Nie wiem nic.

Zaczynam dyżur.

Imię oraz niektóre szczegóły pozwalające na identyfikację bohaterki
zmienione.

https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-raport-z-frontu-dzien-czwarty-nie-nazywajcie-mnie-dzis-bohaterka-to-hipokryzja-6491949528102529a

dorato
2 godziny temu

100 procent racji potraktowano Was tak samo jak niepełnosprawnych ,
nauczycieli, rolników .
Liczy się tylko władza i propaganda sukcesu. Jak długo jeszcze i co musi się
wydarzyć aby lud przyjrzał na oczy!!!!!!!!!

sdf
2 godziny temu

Bo nie szanuje się ludzi mądrych , naukowców , lekarzy , personel medyczny ,
ludzi którzy nie powinni się martwić o doczesne potrzeby , teraz to widać
najlepiej ... płaci się krocie jakimś marnym celebrytom , prezesikom, innym
cwaniaczkom ... a naukowcy mają natychmiast zrobić lekarstwo , lekarze i
personel leczyć , za tak naprawdę nędzne pieniądze .... trzeba troszkę to
wszystko przewartościować

Piguła
16 min. temu

A ja pracuję w hospicjum.I bez koronawirusa mamy tu zawsze niebezpieczne
bakterie.Izolatka bez śluzy, drzwi otwarte na oddział,odzież ochronna pod
wydziałem, wieczne pretensje dyrekcji,że ciągle się czegoś domagamy.A teraz
dyrekcja i lekarze pracują zdalnie,wpadają kiedy muszą,a pielęgniarka musi
zawsze...
u2
2020-03-23 13:14:47 UTC
Odpowiedz
Permalink
Post by boukun
Pierwsza: przecież zwykli ludzie nawet nie wiedzą, czym ja się zajmuję.
Na czym polega moja praca. A ja jestem tu od czarnej roboty. Od
wszystkiego. Podaję leki. Obracam nieprzytomnych. Myję. Od rana
przygotowuję do badań – tomografii, zdjęć, usg. Pomagam przy
transporcie. Walczę z odleżynami. Obsługuję respiratory. Zmieniam
opatrunki. Kontakt z wydzielinami mam 24 godziny na dobę.
I to wszystko za 3,5 tysiąca złotych.
całkiem przyzwoita pensja, w dodatku trójka dzieci wiec kolejne 1,5
tysiąca, mąż zarabia, kolejne pieniądze

Loading...