Discussion:
Tutaj straszy!
Add Reply
tester
2020-08-02 11:00:53 UTC
Odpowiedz
Permalink
"Był rok 2014. Małżeństwo z trójką dzieci wynajęło dom pod Koczałą.
Okolica cudna, bo z kawałkiem lasu. Wszędzie cisza i spokój. To
nieruchomość tuż przy bramie na lotnisko, gdzie była stara pieczarkarnia
w Łękini. Rodzina chciała tu sobie życie ułożyć. Urządzili się w domu,
przestawili meble, dowieźli swoje… Wszystko zaczęło się od dziwnego
zachowania psa. - Pies reagował inaczej niż zawsze. Wsadzał głowę między
drzwi z kuchni i patrzył na dół. Zawsze szczekał lub warczał, choć nic
tam nie było… - wspomina lokatorka domu w Łękini.

Małżeństwo bagatelizowało sprawę. Może to nowe miejsce tak wpływa na
psa? A może po prostu nie podoba mu się ten dom… Nie wierzyli też
początkowo synowi, który spał w pokoju na piętrze.

- Nigdy nie chciał tam spać... Kiedyś zaczął płakać, że mamy zabrać
tą panią, która stoi obok łóżka. Twierdził, że ta pani chce go gdzieś
zabrać z tego domu. Nie było to raz, a kilka razy. Kiedyś też próbował
nam wmówić, że coś czarnego jest na suficie. A tam naprawdę nic takiego
nie było – mówi kobieta, którą na samo wspomnienie zdarzeń z 2014 roku
przechodzą ciarki.

Rodzina mieszkała w budynku dalej. Zdarzało się, że szafki w pokoju nad
garażem same się otwierały i z impetem uderzały o ścianę. Przeciągu nie
było. Zresztą, w jaki sposób szafki mogą się same otworzyć?

- Nigdy nie wierzyłam w takie rzeczy. Przez dłuższy czas nawet do głowy
by mi nie przyszło, że w tym domu może straszyć. Początkowo więc
wszystko bagatelizowałam. Nawet to, że któregoś dnia leżałam na łóżku od
strony ściany. Poczułam, że za mną ktoś się kładzie. Myślałam, że mąż
zaraz mnie przestraszy, co robił czasem dla żartu. Ale minęła chwila.
Odwróciłam się, a tam nikogo nie było... - wspomina kobieta i dodaje, że
kiedyś jej brat wchodził po schodach z garażu do kuchni. Nagle, tuż za
nim spadł klosz od lampy. Jak mógł się odczepić?

- Płakałam po nocach. Pies nie położył się spać, dopóki nie zrobił
obchodu po całym domu. Bywało, że spaliśmy z trójką dzieci w jednym
pokoju. Wszyscy się bali. Prócz mojego męża. Zaczęłam szperać w
internecie. Szukałam informacji o tym domu. I znalazłam – wspomina kobieta.

Zgodnie z wiadomościami, w listopadzie 2010 roku w tym samym domu
mieszkała 44-letnia kobieta pochodzenia ukraińskiego. Budynek był często
wynajmowany przez nieistniejącą już spółkę Rudy Rydz pracownikom.
Dokładnie 24 listopada 2010 roku, w piwnicy i jednocześnie garażu
odnalezione zostało ciało Ukrainki. Kobieta popełniła samobójstwo.
Powiesiła się. Tak wynika z wycinków z gazet.

Nie zarządzono sekcji zwłok, a 29 listopada sprawa została umorzona.
Zażalenie na taką decyzję wniósł jednak syn kobiety. Mariusz M.
twierdził, że przyczyną śmierci jego matki mogło nie być samobójstwo, a
morderstwo. Miał też wątpliwości co do prawidłowości prowadzonego
postępowania, m.in. zabezpieczenia mieszkania matki.

Jego podejrzenia potwierdził człuchowski jasnowidz Krzysztof Jackowski,
który dość precyzyjnie opisał w swojej wizji przebieg wydarzeń i
sprawcę. - W wersję samobójstwa nie wierzę ani ja, ani znajomi mojej
mamy. Słowo do słowa i cała historia stawała się coraz bardziej
nieprawdopodobna – relacjonował wówczas syn kobiety.

- Sznur, na którym miała się powiesić moja mama, pękł kuzynowi w
ręku, krzesło stało na miejscu, a ciało mamy było posiniaczone.
Najgorsze, że od razu przyjęto wersję samobójstwa i właściwie nie
zabezpieczono żadnych śladów. W szoku zgodziłem się na
nieprzeprowadzanie sekcji zwłok. Teraz tego żałuję - wyjaśniał.

Sprawa została w lutym 2011 roku umorzona.

Mijają trzy lata i wracamy do rodziny, która zaczęła się bać mieszkać w
tym domu. Niemal na porządku dziennym i nocnym było, że zabawki „ożywały”.

- Kiedyś z szafki spadła pluszowa zabawka Hello Kitty i zaczęła
mówić: „pobaw się że mną”... Wybiegliśmy wszyscy z domu.

Dzieci zabrałam do mamy i wszystkie spały u babci. Nie mogłam pozwolić
na to by dalej się tak bały – wspomina kobieta i dodaje, że wszystkie
dziwne zdarzenia zaczęły się od wielkiej szafy. - Przestawiliśmy ją,
kiedy się tam urządzaliśmy. Była stara ale zanieśliśmy ją z garażu do
pokoju – kwituje kobieta.

Po ucieczce z domu w Łękini lokatorka błagała księdza, żeby poświęcił
dom. - Dopiero wtedy mąż uwierzył, że coś jest nie tak. Wcześniej to
tylko śmiał się i żartował. Ksiądz, po wysłuchaniu naszych opowieści,
stwierdził że ta wielka szafa musiała być dla tej Ukrainki bardzo ważna.
Kazał ja odnieść w to samo miejsce do garażu. Tak zrobiliśmy – wspomina
kobieta i dodaje, że krótko potem zaszła w ciążę i z rodziną
wyprowadziła się do Miastka. - Zawsze będę pamiętać ten dom, bo nigdy
nie wierzyłam w takie rzeczy, jak duchy. Do czasu… Aż mnie ciarki
przechodzą na samo wspomnienie - dodaje kobieta.

Kiedy właściciel domu, spółka Rudy Rydz, ogłosiła upadłość, budynek o
powierzchni 142 metrów kwadratowych wraz z dużą działką przejął syndyk.
Przez kilka lat nieruchomość wystawiona była na sprzedaż. W marcu 2019
roku syndyk chciał budynek sprzedać za 95 tys. zł. I sprzedał. Kupił go
mieszkaniec Miastka, który od nas dowiedział się, co przezywała w domu
rodzina z trójką dzieci. - Kupiłem dom, bo mi się bardzo lokalizacja
podoba. Już w ubiegłym roku na działce zbierałem rydze i kanie. Teraz
remontuje dom. To będzie taka nasza rodzinna baza wypadowa. Wszędzie las
i cisza – zdradził nam właściciel budynku w Łękini. Od nas dowiedział
się, że w domu może straszyć.

- Nic szczególnego tam nie zauważyłem. Wie pani, ja mieszkam w
Miastku na cmentarzu. Kiedy budowali nasz budynek, wyjmowali jeszcze
płyty nagrobne. Skoro mieszkam na cmentarzu i nic złego mi się nie
dzieje, to i w Łękini dam radę. Zmarłych nie należy się bać, a żywych
ludzi – skwitował mężczyzna, ale poprosił o skontaktowanie go z
lokatorami domu.

///https://gloswielkopolski.pl/nawiedzony-dom-w-koczale-tutaj-straszy-przerazeni-lokatorzy-uciekli-zaczelo-sie-od-przeniesienia-starej-szafy-nie-pomogl-nawet/ar/c9-15100760
--
Wasz Montezuma Ole

te.
u2
2020-08-02 11:29:16 UTC
Odpowiedz
Permalink
    - Kiedyś z szafki spadła pluszowa zabawka Hello Kitty i zaczęła
mówić: „pobaw się że mną”... Wybiegliśmy wszyscy z domu.
zbuku może przypomnieć jak z kaloryfera również nawiedził go duch święty
z Radia Maryja:))))))))))))))))

Loading...