Discussion:
Profesoriada
Add Reply
fatso
2017-10-10 19:45:54 UTC
Odpowiedz
Permalink
Raw Message
Tego lata dopadl mnie Zydo-Robak, zmusil do pisania sagi rodzinnej na stronach szlachty bialoruskiej.Po rosyjsku a co wyskrobalem to ostatnio zniklo jako, ze Lukaszka zawiesil owo forum. Zydo-Robak to autentyczny profesor ukrainskiego uniwersytetu. Krewny po kadzili ale zazydzony przez swoja mamusie co i widac, na zdjeciach.
Dzis jednak otrzymalem list rozpaczliwy od TW Andrzeja, Profesora PAN i kierownika katedry uniwersyteckiej. W latach 1955-61 kolegi w elitarnej szkole muzycznej. "Andrzej" cierpi i walczy o oczyszczenie swego nazwiska. "Andrzej" pracowal w dziedzinie gdzie MUSIAL stac sie potencjalnym kaskiem dla CIA(przebywal w Ameryce)a i polska ubecja miala na niego oko. Nie jest na liscie Wildsteina ale spotykal sie z oficerem prowadzacym wielokrotnie na miescie.
Znaczy sie-ciezka sprawa. Jest w moim wieku-70latek i chcialby zakonczyc kariere naukowa jakims gongiem, orderem. a TU PISIAKI ROBIA MU KOLO DUPY.
Nie wiem po co dzis do mnie napisal, po latach.Moze ma nadzieje na moje wplywy w Senacie RP? Ha ha-usmiac bym sie mogl gdyby nie gorycz rozstania po latach wspolnej walki, z Panem Senatorem. Chuj z nimi wszystkimi, niech zyje wolna Polska!
fatso
2017-10-11 10:15:42 UTC
Odpowiedz
Permalink
Raw Message
Trela uprawial sabotaz populacji kanadyjskiego dorsza a Kleczkowski robil w szczawiu i buraku cukrowym. I prosze patrzec na tych sciepowych paranoikow polskich-jak to sie dzis owych uczonych glow czepiaja!
Ja mam problemy natury wyzszej:Zydo-Robak co biega dzis w jasnym garniturku upstrzonym orderami cus a la Brezhnev,robil aspiranture w Moskwie i na pewno by zostac profesorem poslugiwal tamtejszej ukrainskiej ubecji. Moj przyjaciel z orkiestry smyczkowej szkolnej o imieniu, ktore pomine, robil kariere w dziedzinie naprawde tajnej. Takiej gdzie sluzby wesza wokolo niczym psy sledcze.
Po namysle,zamiesczam ponizej moj list wczorajszy do inkryminowanego profesora.
Juz potwierdzony dzis rano, z niejaka wdziecznoscia. Oddaje pod osad publiczny,ku swiadectwu prawdzie. Z koniecznym piorkiem auto-cenzury, niestety.
Czesc ...-co za niespodzianka!
Zacznijmy of tego, ze wspominalem ciebie ostatnio z okazji oryginalnego, kresowego imienia.
... to jak ... Dzierzynski, syn Krwawego Felka. Ariadna tez rzadkie imie u dziewczyn, spotkalem sie z nim wlasnie wczoraj ogladajac serial pl Slawa I Chwala, zrobiony do powiesci tego starego pedala Jaroslawa Iwaszkiewicza-kresowianina jak I my obaj z toba, przyjacielu. Ariadna to z kolei corka Marszalka Rokossowskiego. Tak wiec sam widzisz skojarzenia.

Nie martw sie-juz dawno sprawdzilem cie w Biblji Czasu Minionego czyli na Liscie Wildsteina. Nie ma tam ..,. ale jest za to moja wlasna mamuska-Anna Robak. Sprawdzilem w IPN w W-wie osobiscie. Jest “wyprana” I tylko slad jej przeszlego wcielenia jako warszawska AKowka pozostal.
Nazwisko wybilo w 1946r UB z ksiedza, ktory poslugiwal na Zoliborzu w Powstaniu. Ale inne fakty swiadcza o tym, ze AR z Listy to moja matka. Dumny jestem bo ona tym sposobem po raz TRZECI ocalila memu ojcu zycie.

Przyjacielu, jest rzecza oczywista, ze jako specjalista wyzszej klasy w ... musialesz stac sie obiektem zainteresowania dla CIA a I polska ubecja musiala miec ciebie na oku. To idzie w parze z profesura, praca w instytucie naukowym I nie ma nic wspolnego z kapowaniem na studentow, podtrzymywaniem chorego rezymu przy zyciu. Nie rob sobie z tego powodu wyrzutow, graj w otwarte karty. Powiedz ludziom, ze juz Niels Bohr, dunski noblista byl podchodzony przez Niemcow I Amerykanow. W koncu
To wywiad zachodu wyrwal Bohra z okupowanej Danii via Szwecje. W wyniku Niemcy poszli slepa droga tzw Ciezkiej Wody a Amerykanie zbudowali bombe w tzw Project Manhattan. Powiedz wiec, ze polowano I na twoj umysl a ty sie nie dales.

Dziekuje, ze byles u moich rodzicow. Ja jakos do ... nie trafiam I prawde mowiac, nie mam juz do kogo. Z ... sie rozstalem a moje chlopo-pociotki to banda polskich Swinskich Ryjow. Zona za to warszawianka, nie dogonila cie w pracy zawodowej,profesorka PANu jednak nie zostanie.Wlasnie tu u mnie byla.Obiecuje sciagnac do mnie by tu zamknac mi oczy, gdy skonczy za rok 60lat I przejdzie na emeryture.

Pozdrowienia dla Malzonki
Skrzypce “Marta Suchecka” nadal u mnie na szafie. Ot, te wlasnie:
Loading Image...

Robak
narciasz
2017-10-11 12:08:38 UTC
Odpowiedz
Permalink
Raw Message
Post by fatso
Tego lata dopadl mnie Zydo-Robak, zmusil do pisania sagi rodzinnej na stronach szlachty bialoruskiej.Po rosyjsku a co wyskrobalem to ostatnio zniklo jako, ze Lukaszka zawiesil owo forum. Zydo-Robak to autentyczny profesor ukrainskiego uniwersytetu. Krewny po kadzili ale zazydzony przez swoja mamusie co i widac, na zdjeciach.
Dzis jednak otrzymalem list rozpaczliwy od TW Andrzeja, Profesora PAN i kierownika katedry uniwersyteckiej. W latach 1955-61 kolegi w elitarnej szkole muzycznej. "Andrzej" cierpi i walczy o oczyszczenie swego nazwiska. "Andrzej" pracowal w dziedzinie gdzie MUSIAL stac sie potencjalnym kaskiem dla CIA(przebywal w Ameryce)a i polska ubecja miala na niego oko. Nie jest na liscie Wildsteina ale spotykal sie z oficerem prowadzacym wielokrotnie na miescie.
Znaczy sie-ciezka sprawa. Jest w moim wieku-70latek i chcialby zakonczyc kariere naukowa jakims gongiem, orderem. a TU PISIAKI ROBIA MU KOLO DUPY.
Nie wiem po co dzis do mnie napisal, po latach.Moze ma nadzieje na moje wplywy w Senacie RP? Ha ha-usmiac bym sie mogl gdyby nie gorycz rozstania po latach wspolnej walki, z Panem Senatorem. Chuj z nimi wszystkimi, niech zyje wolna Polska!
Robuś, co to miało by być? Nie pasuje ni w pizdę ni w oko... cuś widzę, że ci się zaczyna gmatwać w metryce urodzenia. Może napij się gorzały - przepłukaj organs zanim zaczniesz klepać w kybord Robuś.
fatso
2017-10-11 13:21:17 UTC
Odpowiedz
Permalink
Raw Message
Post by narciasz
Robuś, co to miało by być? Nie pasuje ni w pizdę ni w oko... cuś widzę, że ci się zaczyna gmatwać w metryce urodzenia. Może napij się gorzały - przepłukaj organs zanim zaczniesz klepać w kybord Robuś.
Eddie, pozwol ze ci zrobie egzegeze mojego tekstu: rzecz jest o dwoch profesorach uniwersyteckich. Pierwszy chce sie uszlachcic a drugi sie boi.
Ja jestem tym trzecim co ma stanowic klucz do szczescia dwoch pierwszych.
narciasz
2017-10-11 14:37:57 UTC
Odpowiedz
Permalink
Raw Message
Post by fatso
Post by narciasz
Robuś, co to miało by być? Nie pasuje ni w pizdę ni w oko... cuś widzę, że ci się zaczyna gmatwać w metryce urodzenia. Może napij się gorzały - przepłukaj organs zanim zaczniesz klepać w kybord Robuś.
Eddie, pozwol ze ci zrobie egzegeze mojego tekstu: rzecz jest o dwoch profesorach uniwersyteckich. Pierwszy chce sie uszlachcic a drugi sie boi.
Ja jestem tym trzecim co ma stanowic klucz do szczescia dwoch pierwszych.
Poniał ! Wypiłeś?
fatso
2017-10-11 17:35:54 UTC
Odpowiedz
Permalink
Raw Message
Post by narciasz
Poniał ! Wypiłeś?
Herbate. Ale wczoraj znalazlem ukryta przede mna karafe pelna wina z Francji.
To moja Mondrusia tak dba o moja watrobke. Oczywiscie wypilem.

NB.powyzsza lamiglowka ma za zadanie nauczyc m.inn.ciebie szacunku do glow uwienczonych wawrzynem profesorskim.Zrozumiec ich troski i cierpienia.Otrzymalem tez w zaufaniu niejawne dokumenty do wgladu. Uwierz, ze istnieja bo ich nie zobaczysz.
narciasz
2017-10-11 23:25:28 UTC
Odpowiedz
Permalink
Raw Message
Post by fatso
Post by narciasz
Poniał ! Wypiłeś?
Herbate. Ale wczoraj znalazlem ukryta przede mna karafe pelna wina z Francji.
To moja Mondrusia tak dba o moja watrobke. Oczywiscie wypilem.
NB.powyzsza lamiglowka ma za zadanie nauczyc m.inn.ciebie szacunku do glow uwienczonych wawrzynem profesorskim.Zrozumiec ich troski i cierpienia.Otrzymalem tez w zaufaniu niejawne dokumenty do wgladu. Uwierz, ze istnieja bo ich nie zobaczysz.
Oki, wierzę, niech ci będzie... Człowiek mądrzeje nie wtedy, gdy odpowiada, lecz wtedy, gdy zadaje pytania. Choć nie wiadomo, kiedy zmądrzeje na tyle, by móc odpowiadać innym?

- Wkurwionym ździebko bo mi się pólka oberwała z moimi "Radościami", a było to tak:
O włos od tragedii !
A zaczęło się tak niewinnie - od zardzewiałej mydelniczki. Pod prysznicem przykręciłem kilka pojemników, aby poupychać wszystkie szampony, mydełka, odżywki, żele, szamponetki, peelingi, balsamy, pianki i inne rzeczy, o których nawet nie wiem, do czego służą. Ważne, że Koleżanka Rzegotka wie. Sporo tego było…
A jak wiadomo, że pod prysznicem środowisko naturalne nie jest zbyt zdrowe dla przedmiotów ze stali, nawet chromowanej. Minęło nie dużo czasu i pojemniczki - niegdyś srebrne, błyszczace zbuntowały się przeciwko nieodpowiednim warunkom do życia i nabrały nieciekawej, br-zyd-kiej barwy. Ani chybi, w ramach protestu, chociaż może po trosze również w ramach i ogólnoświatowego trendu, przystały do neofaszystów. W dodatku, zaczęły od nich odpadać kawałki chromu, które musiałem wydłubywać Koleżance Rzegotce ze stóp – a to już były - ze strony owych pojemniczków jawne działania wywrotowe. Uznaliśmy więc, że trzeba czym prędzej pozbyć się rzeczonego chujostwa i zastąpić je plastikowymi – może nie tak ładnymi, ale pod prysznicem jednak trwalszymi.

Objechaliśmy kilka sklepów. Szału nie było. Metalowych pełne sklepowe pólki, ale plastikowych znaleźliśmy zaledwie kilka, w dodatku wszystkie niemal takie same. Niespecjalnie nam się podobały – rozmiarowo, bo uznaliśmy, że przy takiej mikrej podaży, rozważanie spraw estetyki jest wręcz niemoralne. Jeszcze mniej podobały się nam ich kosmiczne ceny. A najmniej, sposób mocowania – na przyssawki. Wiadomo bowiem, że przyssawka pod prysznicem wytrzymuje maksymalnie godzinę/dwie - góra, po czym z hukiem spada, wraz z całą zawartością, a najbardziej wkurwia gdy robi to w środku nocy, gdy mnie śni się plaża i piękna Kreolka, częstująca mnie zimnym mojito. Skutek jest taki, że jej uśmiech momentalnie znika, a ja podrywam się nieprzytomny, zastanawiam się, co to kurwa za hałas i nie wiem, czy pędzić do schronu, czy już nie warto.
Ale niczego innego nie było. Zająłem się więc wieszaniem na fest tychże pojemników by wisiały na kołkach rozporowych. Rzegotkę wysłałem do piwnicy po tubę szybkoschnącego cementu.
Chwyciłem wiertarkę. Lubię wiertarki! To prawdziwie męski sprzęt! Człowiek od razu wygląda z nią jak żołnierz z jednostki specjalnej. Włożyłem magazynek - tfu! wtyczkę do gniazdka, założyłem widiowe wiertło, wycelowałem i przyłożyłem do neofaszystowskiej powierzchni pojemnika. Nacisnąłem spust… 

Odgłos strzałów wiercenia zagłuszył nieco wołanie Koleżanki Rzegotki, więc nie od razu zorientowałem się, o co chodzi.
- E? – zapytałem nie siląc się na pozory inteligencji.
- Półka się oberwała! – powtórzyła głośniej Towarzyszka Życia.
Wzruszyłem ramionami. O czym ona mówi? Jak mogła się oberwać, skoro jeszcze jej nie powiesiłem?
- W piwnicy!
Zrobiło mi się czarno przed oczami. Zrozumiałem! Rzegotka po niezmiernie długim czasie dotarła wreszcie do piwnicy, dokąd trafiła wyłącznie dzięki grawitacji i zauważyła, że jedna z półek załamała się pod ciężarem wszelkiego dobra, jakie na niej ustawiono.
- Która? – spytałem słabym głosem, prosząc los, aby była to ta z zaprawami.
- Z nalewkami – odparła Koleżanka Małżonka, wywołując u mnie prawdziwy blackout.
No i co z tego, że rzuciłem te wiertarkę! Mocna jest, z poprzedniej epoki. Kiedyś, jak coś zrobili, to porządnie, a nie tak, żeby wytrzymała spojrzenia na wystawie i popsuła się zaraz po zakupie. Kafelki nieważne i tak zamierzamy przeprowadzić remont łazienki. Laczki też byłem gotów poświęcić, ale dziwnym trafem, nie spadły mi ani razu, gdy pędziłem jak wicher do piwnicy.
Do piwnicy wpadłem jak bomba. Moim oczom ukazał się apokaliptyczny widok. Zawieszony na ścianie regał oberwał się z jednej strony i złożył w romb. Butelki poprzetaczały się na jedną stronę, i leżały jedna na drugiej w ścisku i nieładzie.
- Apokalipsa… - zdołałem wyszeptać.
Odruchowo pociągnąłem nosem – nie wyczułem zapachu, który w przypadku rozbicia choćby kilku butelek musiałby być bardzo intensywny.
- Może jeszcze żyją? – jęknąłem zrozpaczony. – Może chociaż niektóre uda mi się uratować! Dzieci wy moje kochane!
Nadzieja wstąpiła mi do serca. Szczęście, że pod regałem stał oparty o ścianę blat stołu, używanego zwykle w czasie rodzinnych imprez i dolna półka oparła się na nim, nie dopuszczając do całkowitego rozsypania się regału.
Drżącymi rękami próbowałem wyjąć najbliższą butelkę. Była zaklinowana przez półkę. Musiałbym najpierw unieść opadnięty brzeg regalu, czego nie mogłem zrobić, dopóki nie opróżnię go przynajmniej częściowo. Chwyciłem inną. Smorodinówka. Cała! Tylko śmiertelnie wystraszona. Przytuliłem ją i ukołysałem w ramionach.
- Już dobrze! – zapewniłem. – Tatuś jest przy tobie.
- A krupnik mnie uderzył – poskarżyła się, chlipiąc.
- Ale córuś, on przecież nie chciał – wyciągnąłem pobladłą ze strachu butelkę krupniku. – Jego też boli!
Ucałowałem krupniczek w bolące miejsce i z ulgą stwierdziłem, że jest cały.
- Wiśnióweczko, pokaż, gdzie boli – odezwałem się łagodnie, wyciągając kolejną butelczynę – Zaraz wymasuję i przestanie. Koniaczku, no nie płacz już – dodałem, obcierając mu łzy i tuląc do piersi. – To tylko mały siniak. Pocałujemy i przestanie boleć, prawda? 
Pigwówka, zapłakana, też wyciągnęła ku mnie rączki. Ululałem ją i uspokoiłem. Potem przyszła kolej na imbirówkę, która wtuliła się we mnie i po chwili przestała płakać. Odstawiłem ja więc i chwyciłem butelkę goldwassera.
- Lulajże, lulaj – kołysałem nim przez chwilę, po czym złapałem butelkę jabłecznika i przez chwilę lulałem je obie.
- A ja? – zajęczała inna butelka.
Zerknąłem na etykietkę. „Szczyny 2012”. Jakieś nie udane wino. Ale to nieważne, tatuś wszystkie dzieci kocha jednakowo. Przytuliłem do piersi i ukołysałem, ale delikatnie, żeby nie zamącić.
Trójniak nie płakał, ale z trudem nad sobą panował.
- Jestem tu najstarszy – wyznał szeptem, gdy chwyciłem go w ramiona. – Musiałem się jakoś trzymać…
- Jesteś bardzo dzielny – uściskałem go mocno. – Tatuś jest z ciebie dumny.
Ukołysałem jeszcze aroniówkę, mirabelkówkę i kilka flaszek wina „Chateau Pokusa”, od nazwiska gościa, który dał mi winogron. Gdy wszystkie butelki zostały już ululane i poustawiane na betonowej posadzce, padłem na kolana i ze wzruszenia zalałem się. - Łzami oczywiście! Wszystkie butelki ocalały. Ani jedna nie zginęła. Cud! A właściwie, nie tyle cud, co bohaterska postawa jednego z mebli.

Z wdzięcznością spojrzałem na blat stołu, który przytrzymał rozpadający się regał. Pogładziłem czule jego sfatygowana powierzchnię.
- Jestem twoim dłużnikiem – oświadczyłem. – Nigdy nie zdołam ci się odwdzięczyć…
Blat uśmiechnął się tylko skromnie.
- To nic takiego – odrzekł. – Moje taborety też kiedyś były małe…

Jestem w trakcie projektowania specjalnego medalu dla stołu, w podzięce za pełną poświęcenia służbę rodzinie. Należy mu się. Za mniejsze zasługi Macierewicz dawał…
u2
2017-10-11 23:38:37 UTC
Odpowiedz
Permalink
Raw Message
Post by narciasz
Za mniejsze zasługi Macierewicz dawał
Antek zna tajny język Inków, a ty głupi chuju nie
znasz:)))))))))))))))))))))
--
General Skalski o zydach w UB :

"Rozanski, Zyd, kanalia najgorszego gatunku, razem z Brystigerowa,
Fejginami, to wszystko (...) nie byli ludzie."

prof. PAN Krzysztof Jasiewicz o zydach :

"Zydow gubi brak umiaru we wszystkim i przekonanie, ze sa narodem
wybranym. Czuja sie oni upowaznieni do interpretowania wszystkiego,
takze doktryny katolickiej. Cokolwiek bysmy zrobili, i tak bedzie
poddane ich krytyce - za malo, ze zle, ze zbyt malo ofiarnie. W moim
najglebszym przekonaniu szkoda czasu na dialog z Zydami, bo on do
niczego nie prowadzi... Ludzi, ktorzy uzywają slow 'antysemita',
'antysemicki', nalezy traktowac jak ludzi niegodnych debaty, ktorzy
usiluja niszczyc innych, gdy brakuje argumentow merytorycznych. To oni
tworza mowe nienawisci".
fatso
2017-10-12 07:21:23 UTC
Odpowiedz
Permalink
Raw Message
Dobre!Sczegolnie ta pigwowka,jakiej nigdy w zyciu jeszcze nie pilem.
Bedzie juz jakies 7 lat temu,siedze pod sciana na aluminiowej lawce jak pasza.
Obserwuje naszego wspolnego znajomego, Tadzia P. jak niczym kozica sie wspina po kuchennym blacie by cos tam podlubac przy bojlerze. I nagle widze, jak przeladowana polka w szafce sie przechyla, kaskada pieknej porcelany z ktorej bylismy dumni z Mondrusia,plynie w dol by stac sie gorka skorup na ziemi. Nic to, ze byly to tzw creamware-tanie jak barszcz naczynka zakupione w tzw charity shop przez zone. Dumni z nich bylismy bo mialy piekne obrazki rustykalne, pasowaly do mego obecnego miejsca wygnania z londynskiej cywilizacji. Winien zbrodni nie Tadek, ktory tylko wykonywal doba robote. Winna Mondrusia ze swym babskim rozumkiem,ktory jej kazal piekno wystawic na zniszczenie w kuchni. Do dzis po tej stracie placze, tule do piersi ocalale sierotki.No ale -Alea iacta est!-kosci zostaly rzucone jak powiedzial Cezar przekraczajac Rubikon. Pozostalo zreszta do zbicia duzo wiecej skorup-prawdziwe porcelany bawarskie, wedgwoody,krolewskie doultony. Ciekawe,kto wpadnie piewrwszy na pomysl by je o kant chuja potluc?
Loading...