Discussion:
Elka i Filip
Add Reply
narciasz
2017-12-06 19:52:58 UTC
Odpowiedz
Permalink
Raw Message
To był romans, którym żyło całe imperium. Gdy 20 listopada 1947 roku dzwony opactwa westminsterskiego w Londynie biły przez 3 godziny i 20 minut (dokładnie 5 tysięcy uderzeń) na cześć młodych małżonków Elżbiety i Filipa, słońce nad Imperium Brytyjskim, które rozciągało się od Australii na wschodzie po zachodnie wybrzeże Kanady, nadal nie zachodziło. Wielka Brytania, wymęczona wojną i powojenną biedą, tak samo cieszyła się z królewskiego wesela, jak zakochani w sobie państwo młodzi.

Ranek tego dnia był w Londynie chłodny, ale 21-letnia przyszła królowa i jej zabójczo przystojny narzeczony rozgrzali Londyn nieoglądaną wcześniej pełną przepychu ceremonią, po raz pierwszy w historii tak mocno nagłośnioną medialnie.
Nieprzeliczone tłumy zebrały się na trasie przejazdu z pałacu do kościoła, setki tysięcy oglądało w kinach film z uroczystości. Telewizyjna widownia była jeszcze niewielka (na dodatek władze kościelne nie zgodziły się na obecność kamer w świątyni), za to relacji radiowej słuchało około 200 milionów ludzi na całym świecie.

Wiadomo było powszechnie, że ta miłość jest szczera. Dzisiaj, po 70 latach, królewskie małżeństwo trwa nadal. Przetrzymało siedem dekad gwałtownych zmian społecznych i politycznych w Wielkiej Brytanii i na świecie, a także kryzysy rodzinne, jak na przykład kładące głęboki cień na królewskiej reputacji rozwody trojga ich dzieci.

Poznali się, gdy ona była 13-letnią panienką, a jej 18-letni daleki kuzyn kadetem w szkole marynarki. O ich romansie zaczęło być głośno w 1946 roku, gdy coraz częściej widać było czarny sportowy samochód MG podjeżdżający pod pałac Buckingham na spotkanie z Lilibet.

Inspiracją dla projektanta mieniącej się 10 tysiącami pereł, małych kryształków i tiulowych wstawek sukni ślubnej był obraz Botticellego. Także w Anglii jest zwyczaj, że panna młoda musi mieć na sobie „coś pożyczonego”: w tym przypadku była to diamentowa tiara z kolekcji biżuterii jej matki Elżbiety. Tort weselny miał 9 stóp (2,74 m) wysokości...

Zaledwie cztery lata po ślubie Elżbieta została królową po śmierci ojca, króla Jerzego VI. Dla niej i małżonka oznaczało to koniec prywatności i osobistej swobody.
Jeżeli Filip miał jakieś własne ambicje i plany, to skończyły się one podczas koronacji, gdy klęknął przed małżonką, a teraz także i jego królową, składając jej jako pierwszy hołd słowami:
„Jestem Twoim poddanym całym swoim życiem”.

Różnili się charakterami i osobistymi przeżyciami z dzieciństwa i wczesnej młodości. Ona wychowana była w przepychu królewskiego dworu, otoczona rodziną i troską najbliższych. On – prawie sierota, wychowywany przez babkę i wuja niemiecko-duńskiego pochodzenia, chociaż Anglik po matce (rodowe nazwisko Schleswig-Holstein-Sonderburg-Glücksburg zmienił na Mountbatten po dziadkach, którzy z kolei wcześniej nazywali się Battenberg), urodzony na Korfu kandydat do tronu Grecji, która nie istniała już jako królestwo, skąd uciekał wraz z rodzicami brytyjskim okrętem, śpiąc w koi zrobionej ze skrzynki po owocach, ochrzczony w wierze prawosławnej, nazywany przez przyszłą teściową Hunem, między innymi z tego powodu, że trzy jego siostry poślubiły niemieckich arystokratów o nazistowskich poglądach. Był do tego bez grosza: wygnany z Grecji ojciec przegrał fortunę w Monte Carlo.

„Rodzina królewska uważała go za niewykształconego prostaka, który najpewniej będzie ją ciągle zdradzał” – napisał we wspomnieniach jeden z sekretarzy króla Jerzego VI.

Była jednak i druga strona jego życiorysu i charakteru: mimo swoich związków z Niemcami w 1939 roku postawił zdecydowanie na Anglię i służbę w marynarce, podczas której wielokrotnie wyróżniał się w akcjach bojowych na Morzu Śródziemnym i Pacyfiku.

Mimo wszystko dwór nie zgodził się na przyjęcie przez żonę nazwiska męża i dlatego w Wielkiej Brytanii rządzi nadal rodzina Windsorów. Ona – ostrożna i rozważna w swoich decyzjach, on – pełen szalonych pomysłów, szybciej mówiący niż myślący, niebojący się ryzyka, chwilami wręcz narwany. Zagorzały sportowiec, gracz w polo i uczestnik mistrzostw świata w powożeniu, nie tylko jako kierujący, ale także jako „footman”, czyli lokaj stanowiący obciążenie powozu. Startował w regatach żeglarskich, ma licencję pilota i ponad 5 tysięcy wylatanych godzin.

„Królowa podziwia go z wielu powodów, ale głównie dlatego, że przez te wszystkie lata małżeństwa zdołał pozostać sobą” – mówi dzisiaj jedna z osób z ich najbliższego otoczenia. Przez całe ich małżeństwo nie starał się być nikim innym niż tylko wsparciem dla żony („moim pierwszym, drugim i ostatnim zadaniem jest nigdy nie zawieść królowej” – mawiał), a swoje królewskie obowiązki traktował z przymrużeniem oka.
„Powinienem znaleźć się w księdze Guinnessa jako rekordzista w kategorii „odsłanianie tablic pamiątkowych” – powiedział niedawno, gdy odchodził na królewską emeryturę. Jest także patronem, prezesem albo członkiem władz prawie 800 różnych organizacji i stowarzyszeń na całym świecie.

Nie brakowało plotek o jego romansach podczas samotnych podróży po świecie. Żadne plotki nigdy jednak nie zostały potwierdzone – on sam zawsze stanowczo zaprzeczał, ale każda taka wiadomość złościła Elżbietę. Zdawała sobie sprawę, że był klasycznym przykładem podrywacza, mało odpornego na damskie wdzięki. Sama zawsze go jednak podziwiała, nigdy nie spojrzała na innego mężczyznę. Zakochana była po uszy od pierwszej chwili. Dawała mężowi wiele swobody, pomna uwag ojca: „Pamiętaj, że to marynarz. Oni zawsze dają się ponieść fali”.

Tylko raz zainterweniowała jak kobieta. W 1956 roku książę wyruszył w podróż dookoła świata jachtem „Britannia” w towarzystwie swojego przyjaciela Mike’a Parkera. „Służbowo” Filip otwierał igrzyska olimpijskie w Melbourne, ale potem zabawa była tak świetna, że aż posłowie w Izbie Gmin zgłaszali interpelacje w sprawie tabunu kobiet przewijających się przez pokład jachtu. Królewskie małżeństwo było wyraźnie zagrożone.
Elżbieta postanowiła z tym skończyć, wydała oficjalne oświadczenie, że nie ma żadnego małżeńskiego kryzysu, awansowała Filipa z diuka na księcia (Prince) Edynburga i dogoniła męża samolotem w Portugalii, rozganiając rozbawione towarzystwo.
Nie widzieli się dokładnie 124 dni. Żona Parkera nie była tak wyrozumiała i wystąpiła o rozwód.

Królowa była zawsze głową państwa, on zaś – głową rodziny. W trudnych czasach rozwodu Karola z Dianą to on, a nie Elżbieta, wspierał synową. „Nie potrafię wyobrazić sobie nikogo o zdrowych zmysłach, kto mógłby zostawić Ciebie dla Camilli” – pisał do niej. Rozumiał jak nikt inny, jak to jest być człowiekiem z zewnątrz w „firmie”, jak nazywają między sobą rodzinę królewską jej członkowie.

Książę Filip spędza teraz czas samotnie w małym domu Wood Farm w królewskiej posiadłości Sandrigham. Czyta, maluje, spotyka się z przyjaciółmi.
Elżbieta przyznaje, że za nim tęskni, często go odwiedza, ale wraca do swoich obowiązków w Londynie. „Lepiej, że jest tam, a nie w pałacu. Niech odpoczywa, tu nie wytrzymałby bezczynności, widząc ciągły ruch wokół” – mówi.
Oboje spędzili w Wood Farm wiele szczęśliwych chwil w swoim życiu.

Platynowe wesele miało skromny charakter, bo takie było życzenie królewskiej pary. „Tylu naszych bliskich odeszło ostatnio” – powiedziała królowa.

W rocznicę ślubu w Windsorze spotkali się najbliżsi krewni i przyjaciele Elżbiety i Filipa. Były ich dzieci, wnuki, prawnuki. Chociaż nie było uroczystej mszy dziękczynnej, dzwony Westminster Abbey tym razem uderzyły 5070 razy.
u2
2017-12-06 19:53:55 UTC
Odpowiedz
Permalink
Raw Message
Post by narciasz
To był romans, którym żyło całe imperium. Gdy 20 listopada 1947 roku dzwony opactwa westminsterskiego w Londynie biły przez 3 godziny i 20 minut (dokładnie 5 tysięcy uderzeń) na cześć młodych małżonków Elżbiety i Filipa, słońce nad Imperium Brytyjskim, które rozciągało się od Australii na wschodzie po zachodnie wybrzeże Kanady, nadal nie zachodziło. Wielka Brytania, wymęczona wojną i powojenną biedą, tak samo cieszyła się z królewskiego wesela, jak zakochani w sobie państwo młodzi.
Ranek tego dnia był w Londynie chłodny, ale 21-letnia przyszła królowa i jej zabójczo przystojny narzeczony rozgrzali Londyn nieoglądaną wcześniej pełną przepychu ceremonią, po raz pierwszy w historii tak mocno nagłośnioną medialnie.
Nieprzeliczone tłumy zebrały się na trasie przejazdu z pałacu do kościoła, setki tysięcy oglądało w kinach film z uroczystości. Telewizyjna widownia była jeszcze niewielka (na dodatek władze kościelne nie zgodziły się na obecność kamer w świątyni), za to relacji radiowej słuchało około 200 milionów ludzi na całym świecie.
Wiadomo było powszechnie, że ta miłość jest szczera. Dzisiaj, po 70 latach, królewskie małżeństwo trwa nadal. Przetrzymało siedem dekad gwałtownych zmian społecznych i politycznych w Wielkiej Brytanii i na świecie, a także kryzysy rodzinne, jak na przykład kładące głęboki cień na królewskiej reputacji rozwody trojga ich dzieci.
Poznali się, gdy ona była 13-letnią panienką, a jej 18-letni daleki kuzyn kadetem w szkole marynarki. O ich romansie zaczęło być głośno w 1946 roku, gdy coraz częściej widać było czarny sportowy samochód MG podjeżdżający pod pałac Buckingham na spotkanie z Lilibet.
Inspiracją dla projektanta mieniącej się 10 tysiącami pereł, małych kryształków i tiulowych wstawek sukni ślubnej był obraz Botticellego. Także w Anglii jest zwyczaj, że panna młoda musi mieć na sobie „coś pożyczonego”: w tym przypadku była to diamentowa tiara z kolekcji biżuterii jej matki Elżbiety. Tort weselny miał 9 stóp (2,74 m) wysokości...
Zaledwie cztery lata po ślubie Elżbieta została królową po śmierci ojca, króla Jerzego VI. Dla niej i małżonka oznaczało to koniec prywatności i osobistej swobody.
„Jestem Twoim poddanym całym swoim życiem”.
Różnili się charakterami i osobistymi przeżyciami z dzieciństwa i wczesnej młodości. Ona wychowana była w przepychu królewskiego dworu, otoczona rodziną i troską najbliższych. On – prawie sierota, wychowywany przez babkę i wuja niemiecko-duńskiego pochodzenia, chociaż Anglik po matce (rodowe nazwisko Schleswig-Holstein-Sonderburg-Glücksburg zmienił na Mountbatten po dziadkach, którzy z kolei wcześniej nazywali się Battenberg), urodzony na Korfu kandydat do tronu Grecji, która nie istniała już jako królestwo, skąd uciekał wraz z rodzicami brytyjskim okrętem, śpiąc w koi zrobionej ze skrzynki po owocach, ochrzczony w wierze prawosławnej, nazywany przez przyszłą teściową Hunem, między innymi z tego powodu, że trzy jego siostry poślubiły niemieckich arystokratów o nazistowskich poglądach. Był do tego bez grosza: wygnany z Grecji ojciec przegrał fortunę w Monte Carlo.
„Rodzina królewska uważała go za niewykształconego prostaka, który najpewniej będzie ją ciągle zdradzał” – napisał we wspomnieniach jeden z sekretarzy króla Jerzego VI.
Była jednak i druga strona jego życiorysu i charakteru: mimo swoich związków z Niemcami w 1939 roku postawił zdecydowanie na Anglię i służbę w marynarce, podczas której wielokrotnie wyróżniał się w akcjach bojowych na Morzu Śródziemnym i Pacyfiku.
Mimo wszystko dwór nie zgodził się na przyjęcie przez żonę nazwiska męża i dlatego w Wielkiej Brytanii rządzi nadal rodzina Windsorów. Ona – ostrożna i rozważna w swoich decyzjach, on – pełen szalonych pomysłów, szybciej mówiący niż myślący, niebojący się ryzyka, chwilami wręcz narwany. Zagorzały sportowiec, gracz w polo i uczestnik mistrzostw świata w powożeniu, nie tylko jako kierujący, ale także jako „footman”, czyli lokaj stanowiący obciążenie powozu. Startował w regatach żeglarskich, ma licencję pilota i ponad 5 tysięcy wylatanych godzin.
„Królowa podziwia go z wielu powodów, ale głównie dlatego, że przez te wszystkie lata małżeństwa zdołał pozostać sobą” – mówi dzisiaj jedna z osób z ich najbliższego otoczenia. Przez całe ich małżeństwo nie starał się być nikim innym niż tylko wsparciem dla żony („moim pierwszym, drugim i ostatnim zadaniem jest nigdy nie zawieść królowej” – mawiał), a swoje królewskie obowiązki traktował z przymrużeniem oka.
„Powinienem znaleźć się w księdze Guinnessa jako rekordzista w kategorii „odsłanianie tablic pamiątkowych” – powiedział niedawno, gdy odchodził na królewską emeryturę. Jest także patronem, prezesem albo członkiem władz prawie 800 różnych organizacji i stowarzyszeń na całym świecie.
Nie brakowało plotek o jego romansach podczas samotnych podróży po świecie. Żadne plotki nigdy jednak nie zostały potwierdzone – on sam zawsze stanowczo zaprzeczał, ale każda taka wiadomość złościła Elżbietę. Zdawała sobie sprawę, że był klasycznym przykładem podrywacza, mało odpornego na damskie wdzięki. Sama zawsze go jednak podziwiała, nigdy nie spojrzała na innego mężczyznę. Zakochana była po uszy od pierwszej chwili. Dawała mężowi wiele swobody, pomna uwag ojca: „Pamiętaj, że to marynarz. Oni zawsze dają się ponieść fali”.
Tylko raz zainterweniowała jak kobieta. W 1956 roku książę wyruszył w podróż dookoła świata jachtem „Britannia” w towarzystwie swojego przyjaciela Mike’a Parkera. „Służbowo” Filip otwierał igrzyska olimpijskie w Melbourne, ale potem zabawa była tak świetna, że aż posłowie w Izbie Gmin zgłaszali interpelacje w sprawie tabunu kobiet przewijających się przez pokład jachtu. Królewskie małżeństwo było wyraźnie zagrożone.
Elżbieta postanowiła z tym skończyć, wydała oficjalne oświadczenie, że nie ma żadnego małżeńskiego kryzysu, awansowała Filipa z diuka na księcia (Prince) Edynburga i dogoniła męża samolotem w Portugalii, rozganiając rozbawione towarzystwo.
Nie widzieli się dokładnie 124 dni. Żona Parkera nie była tak wyrozumiała i wystąpiła o rozwód.
Królowa była zawsze głową państwa, on zaś – głową rodziny. W trudnych czasach rozwodu Karola z Dianą to on, a nie Elżbieta, wspierał synową. „Nie potrafię wyobrazić sobie nikogo o zdrowych zmysłach, kto mógłby zostawić Ciebie dla Camilli” – pisał do niej. Rozumiał jak nikt inny, jak to jest być człowiekiem z zewnątrz w „firmie”, jak nazywają między sobą rodzinę królewską jej członkowie.
Książę Filip spędza teraz czas samotnie w małym domu Wood Farm w królewskiej posiadłości Sandrigham. Czyta, maluje, spotyka się z przyjaciółmi.
Elżbieta przyznaje, że za nim tęskni, często go odwiedza, ale wraca do swoich obowiązków w Londynie. „Lepiej, że jest tam, a nie w pałacu. Niech odpoczywa, tu nie wytrzymałby bezczynności, widząc ciągły ruch wokół” – mówi.
Oboje spędzili w Wood Farm wiele szczęśliwych chwil w swoim życiu.
Platynowe wesele miało skromny charakter, bo takie było życzenie królewskiej pary. „Tylu naszych bliskich odeszło ostatnio” – powiedziała królowa.
W rocznicę ślubu w Windsorze spotkali się najbliżsi krewni i przyjaciele Elżbiety i Filipa. Były ich dzieci, wnuki, prawnuki. Chociaż nie było uroczystej mszy dziękczynnej, dzwony Westminster Abbey tym razem uderzyły 5070 razy.
--
General Skalski o zydach w UB :

"Rozanski, Zyd, kanalia najgorszego gatunku, razem z Brystigerowa,
Fejginami, to wszystko (...) nie byli ludzie."

prof. PAN Krzysztof Jasiewicz o zydach :

"Zydow gubi brak umiaru we wszystkim i przekonanie, ze sa narodem
wybranym. Czuja sie oni upowaznieni do interpretowania wszystkiego,
takze doktryny katolickiej. Cokolwiek bysmy zrobili, i tak bedzie
poddane ich krytyce - za malo, ze zle, ze zbyt malo ofiarnie. W moim
najglebszym przekonaniu szkoda czasu na dialog z Zydami, bo on do
niczego nie prowadzi... Ludzi, ktorzy uzywają slow 'antysemita',
'antysemicki', nalezy traktowac jak ludzi niegodnych debaty, ktorzy
usiluja niszczyc innych, gdy brakuje argumentow merytorycznych. To oni
tworza mowe nienawisci".
Loading...