Discussion:
Uprawa-Tarcza – paramilitarna organizacja ziemian w czasie okupacji
Add Reply
u2
2017-12-04 19:01:36 UTC
Odpowiedz
Permalink
Raw Message
http://niezalezna.pl/210501-uprawa-tarcza-paramilitarna-organizacja-ziemian-w-czasie-okupacji

Pierwszym zadaniem, z którym przyszło się zmierzyć ziemianom, było
przyjmowanie i chronienie licznych uciekinierów wojennych. Ludziom tym
zapewniali schronienie, nocleg, wyżywienie, gościnę, która trwała nieraz
całe pięć lat okupacji. Kolejną grupą byli żołnierze kampanii
wrześniowej wracający z przegranej wojny obronnej. Ci natychmiast
angażowali się w ruch oporu.

Ziemianie w 1931 r. stanowili 0,5 proc. populacji społecznej.
Kilkanaście tysięcy rodzin posiadało jednak duży kapitał w postaci
majątków ziemskich, zakładów przetwórstwa rolnego (ale nie tylko), które
dawały pracę ludności wiejskiej. W rękach właścicieli ziemskich była
czwarta część ziemi ornej oraz połowa zasobów leśnych Polski.

Więzienia, łagry, egzekucje

W sytuacji, gdy ziemianie dysponowali jeszcze majątkami, ten ekonomiczny
kapitał oraz inne możliwości, jak twierdził Jan Bisping (1917–2009)
z Massalan na Grodzieńszczyźnie, należało wykorzystać dla dobra
uciemiężonego kraju.

Właściciele ziemscy ginęli z rąk obu okupantów, szczególnie pamiętne
są represje wobec ziemian kresowych. Trafiali do więzień, łagrów, byli
wywożeni w głąb Rosji, część z nich w ramach amnestii z 1941 r. wraz
z armią gen. Władysława Andersa przedostała się na Bliski Wschód,
a dalej do Europy Zachodniej. Nieliczni udawali się na Węgry, uciekali
przez zieloną granicę, czyli z sowieckiej strefy okupacyjnej do niemieckiej.

Na terenach włączonych do III Rzeszy ziemianie zmuszeni byli
do opuszczenia swoich majątków już na początku okupacji. Część z nich
ginęła w publicznych egzekucjach. Złą sławą okryła się akcja niemiecka
Tannenberg, w ramach której w publicznych egzekucjach zginęło kilku
wybitnych wielkopolskich ziemian, wśród nich Stanisław Karłowski
z Szelejewa i Edward Potworowski z Goli (Gostyń, 21 października 1939
r). Znany jest też tragiczny los ziemian zwołanych na zebranie
w Rypinie, skąd trafili do obozów. W siedzibie gestapo 26 października
1939 r., także w Rypinie, w brutalny sposób został stracony Stanisław
Sierakowski (1881–1939), ziemianin i działacz polonijny w Prusach
Wschodnich wraz z żoną Heleną z Lubomirskich oraz córką Renatą
Gniazdowską, będącą w zaawansowanej ciąży.

Ziemianie w Generalnym Gubernatorstwie

Następnym etapem były wywózki do obozów koncentracyjnych. Ci, którzy
przeżyli kampanię wrześniową 1939 r. oraz pierwsze miesiące terroru,
uciekali do Generalnego Gubernatorstwa, znajdując schronienie
w majątkach krewnych i znajomych. Duża liczba ziemian znalazła się
w Warszawie. Brali udział w konspiracji, należąc najczęściej do ZWZ-AK,
jak również uczestniczyli w Powstaniu Warszawskim.

Niemcy traktowali ziemian Generalnego Gubernatorstwa nieco łagodniej.
Część majątków ziemskich decyzją z 12 lutego 1940 r. przejęli pod tzw.
Liegenschaft, w ramach którego narzucali swoich zarządców (często
jednego na kilka gospodarstw). W zależności od okoliczności ziemian
usuwali z majątków, niekiedy pozwalali im przebywać w swoim domu lub też
w innym budynku. Częściej jednak zostawiali ziemian w majątkach, żądając
od nich terminowych dostaw płodów rolnych w formie kontyngentów.

Zagrożenie przejęciem majątku pod Liegenschaft zmuszało ziemian
do wytężonej pracy, zwłaszcza że większość dworów natychmiast rozpoczęła
akcję pomocową oraz nawiązała kontakty z Podziemiem.

Eksploatacja regionów rolniczych

Niemcom zależało na podniesieniu wydajności i poprawieniu kondycji
ekonomicznej majątków, które miały być dla nich źródłem żywności dla
wojska, ludności cywilnej w Niemczech i na terenach okupowanych. Jednym
z regionów, który został przez Niemców przeznaczony do silnej
eksploatacji pod względem zaopatrzenia w żywność, była tzw. Rejencja
Ciechanowska (na terenie Rzeszy, tzw. Reich), gdzie niepodzielne rządy
sprawował Erich Koch. Tak samo zresztą jak w Generalnym Gubernatorstwie
w Krakowie niesławnej pamięci Hans Frank.

Dla poprawy warsztatu maszynowego w majątkach sprowadzili do Polski dużą
liczbę maszyn, narzędzi rolniczych oraz ciągników. Ziemianie
i pamiętający te czasy świadkowie podkreślają, że postęp techniczny
w folwarkach w czasie wojny był wyraźnie odczuwalny. Naturalnie, był
podyktowany partykularnym interesem okupanta.

Tradycja i obowiązek

Jak wspominał Jan Zamoyski (1912–2002), Ordynacja Zamojska miała
niemieckiego pełnomocnika. Od 1940 r. Zamoyski należał do ZWZ-etu,
a od 1941 r. do – jak ją określił – „ziemiańsko-inteligenckiej”
organizacji Uprawa, później przyjmującej kryptonim Tarcza.

Jan Tomasz Zamoyski – członek „Uprawa-Tarcza” |fot. Witold Jabłonowski/PAP

Do formacji tej należeli ziemianie, najczęściej członkowie
przedwojennego Związku Ziemian. Sam Zamoyski został wyznaczony na jej
delegata na województwo lubelskie. Jego zadaniem było koordynowanie
działalności, a na początku udało mu się zmobilizować wielu właścicieli
ziemskich. Co zresztą nie stanowiło wielkiej trudności, bo poczucie
konieczności wspomagania podziemia niepodległościowego było dla ziemian
naturalną konsekwencją ich tradycji i obowiązku narodowego.

Uprawa została wpisana w struktury Państwa Podziemnego. Przy każdym
dowództwie okręgu ZWZ-AK powoływano osobę, która zajmowała się
działalnością Uprawy i kontaktami z dworami. Organizacja działała
na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Jej celem było przygotowanie
socjalno-militarnego zaplecza partyzantki, będącej w strukturach AK, ale
faktyczna działalność mocno przekraczała te ramy.

Bohaterowie Uprawy

Inicjatorami stworzenia tej tajnej formacji byli: Karol Tarnowski
(1889–1981) z Chorzelowa w pow. tarnowskim, płk Tadeusz Komorowski „Bór”
(1895–1966) oraz Leon Krzeczunowicz (1901–1945), ziemianin z Jaryczowa
k. Lwowa, ormiańskiego pochodzenia. Krzeczunowicz jako główny inspirator
i delegat na okręg krakowski formalnie był zastępcą komendanta Uprawy
Romana Lasockiego (1893–1964) z Dzierzbi w pow. łomżyńskim.

Leon Krzeczunowicz, kawalerzysta, faktyczny przywódca „Uprawy” na
południu Polski/fot. Wikipedia

Tarcza, działająca głównie w województwie krakowskim i ościennych,
w okolicach Radomia (tzw. dystrykt radomski GG), Radomska,
na Kielecczyźnie, w mniejszym stopniu na terenie tzw. byłej Kongresówki,
zajmowała się:

– magazynowaniem broni w dworach i zabudowaniach dworskich;

– żywieniem i ubieraniem żołnierzy AK ukrywających się w lasach;

– organizowaniem schronienia dla poszkodowanych i represjonowanych,
począwszy od żołnierzy, a na dzieciach skończywszy;

– organizowaniem zaplecza medycznego (szpitali, punktów sanitarnych,
aptek itp.);

– pomocą eksterminowanemu narodowi żydowskiemu;

– pomocą uciekającym spod okupacji sowieckiej mieszkańcom kresów
wschodnich RP.

Prawie do samego końca Uprawa nie została przez Niemców rozpracowana,
choć mieli świadomość istnienia ziemiańskiego Podziemia. Na jej trop
wpadli po usilnych poszukiwaniach, a w 1944 r. aresztowali Leona
Krzeczunowicza.

Chronić potrzebujących

Pierwszym zadaniem, z którym przyszło się zmierzyć ziemianom, było
przyjmowanie i chronienie licznych uciekinierów wojennych. Ludziom tym
zapewniali schronienie, nocleg, wyżywienie, gościnę, która trwała nieraz
całe pięć lat okupacji. Kolejną grupą byli żołnierze Kampanii
Wrześniowej wracający z przegranej wojny obronnej. Oni to natychmiast
angażowali się w ruch oporu. Oprócz nich w majątkach ukrywani byli
ludzie zagrożeni wywózką na roboty do Niemiec oraz Żydzi. Ziemianie
angażowali ich oficjalnie do prac w majątkach. W folwarkach okupację
bezpiecznie spędziło też bardzo wiele dzieci, których rodziców spotkał
los najokrutniejszy – śmierć na polu walki bądź w akcjach Podziemia,
wywózka do obozu czy po prostu konieczność ukrywania się w innym miejscu.

Płk. Tadeusz „Bór” Komorowski – jeden z założycieli formacji „Uprawa - T
arcza” |fot. CC

Kontyngenty żywnościowe, których przygotowanie było obowiązkiem ziemian,
obciążały majątki, tym bardziej zasługuje na uznanie fakt, że niewielu
ziemian odmówiło współpracy z Uprawą. Przy szczupłych funduszach nie
lada sztuką było zaspokojenie wszystkich związanych z działalnością
konspiracyjną potrzeb. Wyżywienie partyzantki należało w czasie okupacji
do ważniejszych zadań majątków, których właściciele przystąpili
do Tarczy. Przy czym ciągle dochodziło do napadów na dwory i kradzieże
w magazynach płodów rolnych, dokonywanych przez różnego autoramentu
bandy. Zdarzały się też tzw. pozorowane napady, kiedy partyzanci AK,
udając bandę, po prostu odbierali wyprodukowaną dla nich żywność,
co było oczywiście umówione.

Dworskie szpitale i apteki

Do szczególnie ważnych działań Uprawy należała akcja sanitarna.
Tworzenie zaplecza medycznego nastręczało sporo kłopotów. Wiązało się
z licznymi kontaktami z ludźmi i z większym zakonspirowaniem. Szpitale,
apteki i punkty sanitarne znajdowały się we dworach bądź innych
zabudowaniach dworskich. Organizowano kursy dla sanitariuszek,
pielęgniarek, tworzono drużyny sanitarne. Zajmowały się tym najczęściej
żony właścicieli majątków lub same właścicielki wraz z córkami i innymi
młodymi osobami, przebywającymi w majątku. Często osoby znajdujące
schronienie w domu ziemiańskim „odpracowywały” możliwość mieszkania
w działalności konspiracyjnej.

Władze londyńskie nałożyły na majątki odpowiednie podatki, które były
wpłacane na rzecz Tarczy. Istniały kryteria mówiące o wysokościach tych
podatków, ale gros majątków przekraczało wyznaczone kwoty, pojmując
swoją daninę jako obowiązek wobec ojczyzny.

Piotr Szymon Łoś

Polskie Radio RDC, PTZ

Artykuł powstał we współpracy z Fundacją XX. Czartoryskich i PTZ-etu
--
General Skalski o zydach w UB :

"Rozanski, Zyd, kanalia najgorszego gatunku, razem z Brystigerowa,
Fejginami, to wszystko (...) nie byli ludzie."

prof. PAN Krzysztof Jasiewicz o zydach :

"Zydow gubi brak umiaru we wszystkim i przekonanie, ze sa narodem
wybranym. Czuja sie oni upowaznieni do interpretowania wszystkiego,
takze doktryny katolickiej. Cokolwiek bysmy zrobili, i tak bedzie
poddane ich krytyce - za malo, ze zle, ze zbyt malo ofiarnie. W moim
najglebszym przekonaniu szkoda czasu na dialog z Zydami, bo on do
niczego nie prowadzi... Ludzi, ktorzy uzywają slow 'antysemita',
'antysemicki', nalezy traktowac jak ludzi niegodnych debaty, ktorzy
usiluja niszczyc innych, gdy brakuje argumentow merytorycznych. To oni
tworza mowe nienawisci".
j***@gmail.com
2017-12-04 23:57:26 UTC
Odpowiedz
Permalink
Raw Message
Poczytaj sobie 'Drogę donikąd' Mackiewicza. Panowie zamieniali kapelusze na mycki, kobiety chustki na głowach, byle się nie wyróżniać i nie mieć nic wspólnego z przeszłością. Potem przyszli Niemcy i euforia walki - oczywiście z Niemcami.
J

Loading...