(Wiadomość utworzona zbyt dawno temu. Odpowiedź niemożliwa.)
Donald - do nogi?
mkarwan
2009-12-09 07:49:38 UTC
Gdyby - powiedzmy wiosną 1980 r. - Leonid Breżniew zadzwonił do Edwarda
Gierka i polecił mu - pardon - "poprosił" - o wysłanie tysiąca polskich
żołnierzy do Afganistanu - rozmowa mogłaby się odbyć w przyjacielskim tonie:
Wiesz Edek - moich mołodców biją Afgańcy, a to przecież nasza wspólna
proletariacka sprawa - obrona pokoju itd.itp No to podeślij mi ze dwa pułki!
W imię braterstwa broni i ludów - ma się rozumieć!

Oczywiście taka rozmowa się wtedy nie odbyła chociaż byliśmy - jak dzisiaj
powszechnie wiadomo - kolonią ZSRR, "państwem wasalnym", "Krajem
Priwisjalnskim" i każde dziecko wiedziało, że nic nie mamy do gadania.

Teraz - o czym jednym głosem mówią nasze elyty, jest zupełnie inaczej.
Jesteśmy krajem w pełni suwerennym, nie dość że wszyscy się z nami liczą, to
jeszcze gospodarka kwitnie aż dech zapiera.
I do premiera takiego suwerennego, silnego państwa dzwoni prezydent USA,
informując że postanowił dokonać lekkiej eskalacji wojny w Afganistanie, no
i żebyśmy w tej eskalacji wzięli udział.

(...)To nic, że Polska nie ma tam żadnych interesów, to nic, że budżet
trzeszczy w szwach - na leczenie chorych na raka nie ma pieniędzy, żołnierzy
prawie nie ma za co ubrać, uzbroić i przeszkolić i to nic, że wojna w
Afganistanie - powiedzmy to szczerze - nie ma nic wspólnego z żadną wojną
obronną i NATO w ogóle tam nie powinno interweniować.
Nic to - jak mawiał Pan Wołodyjowski - w innych co prawda okolicznościach,
ale przy tak samo bezwolnym i rozpadającym się państwie polskim.

Reakcja Tuska na żądanie Obamy, całkowity serwilizm, podporządkowanie się
obcemu interesowi "Wielkiego Brata" przybrały takie rozmiary, że można mówić
właściwie o fasadowości nie tylko demokracji, ale o fasadowości suwerenności
państwa polskiego.

(...)Nie jest to zresztą winą tylko Tuska i obecnej ekipy.
Przecież prezydent Lech Kaczyński nie odważy się przeciwstawić amerykańskim
żądaniom. A i SLD będzie coś tam pomrukiwało, ale zrobi to samo. Polskie
tzw. elity polityczne zostały wyselekcjonowane bowiem w taki sposób, żeby
były przewidywalne.
Oczywiście "przewidywalne" z punktu widzenia określonych interesów.

Polska nie ma już prawie polskiej prasy, mediów oddających polski interes
(właśnie trwa dożynanie telewizji publicznej i radia), polityków dobiera się
wg niedemokratycznej, ale za to znakomicie sterowalnej - ordynacji
partyjnej, gospodarka znalazła się pod kontrolą zewnętrzną, no to z czym my
mielibyśmy się przeciwstawiać amerykańskim, niemieckim czy "tureckim"
wpływom (dlaczego właśnie: "tureckim" - a co mam napisać?).

Każda ekipa, która chce w Polsce spokojnie porządzić, pobrać ministerialne
pensje, doczekać emerytur musi się z rzeczywistością liczyć.
Jak Kaczyński podskoczył Niemcom, to go zlinczowali w "polskich" gazetach.
Podobnie było z Giertychem i dziesiątkami innych.
W tej sytuacji na dobrą prasę mogą liczyć tylko ci, którzy po telefonie
Wielkiego Brata okazują nieskrywany entuzjazm i cieszą się, że nie wezwano
ich na dywanik i nie wytrzaskano po pysku.
Tylko rozkazy wydano, kulturalnie - przez telefon i w powszechnie
zrozumiałym języku angielskim - "yes, yes, yes!".
źródło http://prawica.net/node/20024
Basia
2009-12-09 08:07:05 UTC
Post by mkarwan
Gdyby - powiedzmy wiosną 1980 r. - Leonid Breżniew zadzwonił do Edwarda
Gierka i polecił mu - pardon - "poprosił" - o wysłanie tysiąca polskich
Wiesz Edek - moich mołodców biją Afgańcy, a to przecież nasza wspólna
proletariacka sprawa - obrona pokoju itd.itp No to podeślij mi ze dwa pułki!
W imię braterstwa broni i ludów - ma się rozumieć!
Oczywiście taka rozmowa się wtedy nie odbyła chociaż byliśmy - jak dzisiaj
powszechnie wiadomo - kolonią ZSRR, "państwem wasalnym", "Krajem
Priwisjalnskim" i każde dziecko wiedziało, że nic nie mamy do gadania.
Teraz - o czym jednym głosem mówią nasze elyty, jest zupełnie inaczej.
Jesteśmy krajem w pełni suwerennym, nie dość że wszyscy się z nami liczą, to
jeszcze gospodarka kwitnie aż dech zapiera.
I do premiera takiego suwerennego, silnego państwa dzwoni prezydent USA,
informując że postanowił dokonać lekkiej eskalacji wojny w Afganistanie, no
i żebyśmy w tej eskalacji wzięli udział.
(...)To nic, że Polska nie ma tam żadnych interesów, to nic, że budżet
trzeszczy w szwach - na leczenie chorych na raka nie ma pieniędzy, żołnierzy
prawie nie ma za co ubrać, uzbroić i przeszkolić i to nic, że wojna w
Afganistanie - powiedzmy to szczerze - nie ma nic wspólnego z żadną wojną
obronną i NATO w ogóle tam nie powinno interweniować.
Nic to - jak mawiał Pan Wołodyjowski - w innych co prawda okolicznościach,
ale przy tak samo bezwolnym i rozpadającym się państwie polskim.
Reakcja Tuska na żądanie Obamy, całkowity serwilizm, podporządkowanie się
obcemu interesowi "Wielkiego Brata" przybrały takie rozmiary, że można mówić
właściwie o fasadowości nie tylko demokracji, ale o fasadowości suwerenności
państwa polskiego.
(...)Nie jest to zresztą winą tylko Tuska i obecnej ekipy.
Przecież prezydent Lech Kaczyński nie odważy się przeciwstawić amerykańskim
żądaniom. A i SLD będzie coś tam pomrukiwało, ale zrobi to samo. Polskie
tzw. elity polityczne zostały wyselekcjonowane bowiem w taki sposób, żeby
były przewidywalne.
Oczywiście "przewidywalne" z punktu widzenia określonych interesów.
Polska nie ma już prawie polskiej prasy, mediów oddających polski interes
(właśnie trwa dożynanie telewizji publicznej i radia), polityków dobiera się
wg niedemokratycznej, ale za to znakomicie sterowalnej - ordynacji
partyjnej, gospodarka znalazła się pod kontrolą zewnętrzną, no to z czym my
mielibyśmy się przeciwstawiać amerykańskim, niemieckim czy "tureckim"
wpływom (dlaczego właśnie: "tureckim" - a co mam napisać?).
Każda ekipa, która chce w Polsce spokojnie porządzić, pobrać ministerialne
pensje, doczekać emerytur musi się z rzeczywistością liczyć.
Jak Kaczyński podskoczył Niemcom, to go zlinczowali w "polskich" gazetach.
Podobnie było z Giertychem i dziesiątkami innych.
W tej sytuacji na dobrą prasę mogą liczyć tylko ci, którzy po telefonie
Wielkiego Brata okazują nieskrywany entuzjazm i cieszą się, że nie wezwano
ich na dywanik i nie wytrzaskano po pysku.
 Tylko rozkazy wydano, kulturalnie - przez telefon i w powszechnie
zrozumiałym języku angielskim - "yes, yes, yes!".
źródłohttp://prawica.net/node/20024
Bardzo zly/mylny artykul, panie Mkarwan.

Kazdy wie ze Polska to slaby kraj i pozbawiony sojusznikow
a otoczony paskudnymi, historycznie wrogimi, jej panstwami.

W tej sytuacji umizgi wobec jedynych wzglednych sojusznikow
jakimi sa Amerykanie sa jak najbardziej na miejscu. Trzeba
tez zdawac sobie sprawe z tego ze tak naprawde Amerykanie
nas nie potrzebuja ani nigdy nie potrzebowali, ...ani w Iraku
ani w Afganistanie, sami sie tam pakujemy nachalnie, polityka
ktora ma na celu wypracowanie strategii potencjalnego szantazu
USA "naszym sojuszem."

To jest sedno dzisiejszej polityki slabego polskiego panstwa,
i jego elit. Jezeli sie tego nie rozumie to w ogole szkoda gadac,
...zas elity nie beda sie swoja slaboscia przed wlasnym zwierzyncem
chwalic, ....wiec tylko zamieszanie i kompletny brak zrozumienia
sytuacji wsrod polskiego populusu.

W zasadzie to mozna krytykowac naszych roznych Tuskow,
i podobne miernoty, ze wystarczajaco nie antycypuja potrzeb
USA, ...i czekaja az na dywanik Obama poprosi itp.,

...no ale z drugiej strony nie chca sie narzucac ze swoja
usluznoscia, bo wiedza doskonale ze Amerykanie sa racjonalni,
i zdaja sobie sprawe co jest grane, i ze nasz szantaz USA
"polskim sojuszem" ma swoje granice u Amerykanow,
...i jak beda zbyt nachalni to solidny kopniaka w dupsko czeka.
Wiec gra jest raczej bardzo delikatna mozna powiedziec.

Paskudne realia, no ale coz poradzic.

Radze sie panu nad tym wszystkim co napisalam zastanowic,
i przemyslec, wyciagnac wlasne wnioski. Sprawy zazwyczaj
nie sa takie proste na jakie wygladaja.

Basia
fatso
2009-12-09 08:11:31 UTC
Dobre!

Autor powinien wziac ze mnie przyklad i udac sie do Smithsonian
Institution w Waszyngtonie.
Obejrzy tam sobie, niemal na wyciagniecie reki, amerykanskie narzedzia
do panowania nad swiatem.
Brytyjski najemnik uzupelnia paliwo i laduje rakietki w taka maszynke po
czym ja po prostu sie
wypycha w powietrze niczym model jakiegos szybowca. No i ona sobie tam
lata, nad Pakistanem i okolicami.
Wiele godzin i cicho niczym jastrzab. No i gdy upatrzy sobie ofiare
swoim argusowym okiem to pierdolnie w nia
rakietka niczym Zeus gromowladny. Afganczycy b. tego nie lubia. Uwazaja,
ze to niesportowo.
Sek w tym, ze amerykanczyk woli siedziec za ekranem kompa w Texasie,
sterowac maszynka zza biurka
a do wojowania na dole potrzebuje Polakow. Chcecie do Chicago bez
wizy? To dajcie nam miesa armatniego.

fatso
fatso
2009-12-09 08:58:52 UTC
Post by Basia
Post by mkarwan
Gdyby - powiedzmy wiosną 1980 r. - Leonid Breżniew zadzwonił do Edwarda
Gierka i polecił mu - pardon - "poprosił" - o wysłanie tysiąca polskich
Wiesz Edek - moich mołodców biją Afgańcy, a to przecież nasza wspólna
proletariacka sprawa - obrona pokoju itd.itp No to podeślij mi ze dwa pułki!
W imię braterstwa broni i ludów - ma się rozumieć!
Oczywiście taka rozmowa się wtedy nie odbyła chociaż byliśmy - jak dzisiaj
powszechnie wiadomo - kolonią ZSRR, "państwem wasalnym", "Krajem
Priwisjalnskim" i każde dziecko wiedziało, że nic nie mamy do gadania.
Teraz - o czym jednym głosem mówią nasze elyty, jest zupełnie inaczej.
Jesteśmy krajem w pełni suwerennym, nie dość że wszyscy się z nami liczą, to
jeszcze gospodarka kwitnie aż dech zapiera.
I do premiera takiego suwerennego, silnego państwa dzwoni prezydent USA,
informując że postanowił dokonać lekkiej eskalacji wojny w Afganistanie, no
i żebyśmy w tej eskalacji wzięli udział.
(...)To nic, że Polska nie ma tam żadnych interesów, to nic, że budżet
trzeszczy w szwach - na leczenie chorych na raka nie ma pieniędzy, żołnierzy
prawie nie ma za co ubrać, uzbroić i przeszkolić i to nic, że wojna w
Afganistanie - powiedzmy to szczerze - nie ma nic wspólnego z żadną wojną
obronną i NATO w ogóle tam nie powinno interweniować.
Nic to - jak mawiał Pan Wołodyjowski - w innych co prawda okolicznościach,
ale przy tak samo bezwolnym i rozpadającym się państwie polskim.
Reakcja Tuska na żądanie Obamy, całkowity serwilizm, podporządkowanie się
obcemu interesowi "Wielkiego Brata" przybrały takie rozmiary, że można mówić
właściwie o fasadowości nie tylko demokracji, ale o fasadowości suwerenności
państwa polskiego.
(...)Nie jest to zresztą winą tylko Tuska i obecnej ekipy.
Przecież prezydent Lech Kaczyński nie odważy się przeciwstawić amerykańskim
żądaniom. A i SLD będzie coś tam pomrukiwało, ale zrobi to samo. Polskie
tzw. elity polityczne zostały wyselekcjonowane bowiem w taki sposób, żeby
były przewidywalne.
Oczywiście "przewidywalne" z punktu widzenia określonych interesów.
Polska nie ma już prawie polskiej prasy, mediów oddających polski interes
(właśnie trwa dożynanie telewizji publicznej i radia), polityków dobiera się
wg niedemokratycznej, ale za to znakomicie sterowalnej - ordynacji
partyjnej, gospodarka znalazła się pod kontrolą zewnętrzną, no to z czym my
mielibyśmy się przeciwstawiać amerykańskim, niemieckim czy "tureckim"
wpływom (dlaczego właśnie: "tureckim" - a co mam napisać?).
Każda ekipa, która chce w Polsce spokojnie porządzić, pobrać ministerialne
pensje, doczekać emerytur musi się z rzeczywistością liczyć.
Jak Kaczyński podskoczył Niemcom, to go zlinczowali w "polskich" gazetach.
Podobnie było z Giertychem i dziesiątkami innych.
W tej sytuacji na dobrą prasę mogą liczyć tylko ci, którzy po telefonie
Wielkiego Brata okazują nieskrywany entuzjazm i cieszą się, że nie wezwano
ich na dywanik i nie wytrzaskano po pysku.
Tylko rozkazy wydano, kulturalnie - przez telefon i w powszechnie
zrozumiałym języku angielskim - "yes, yes, yes!".
źródłohttp://prawica.net/node/20024
Bardzo zly/mylny artykul, panie Mkarwan.
Kazdy wie ze Polska to slaby kraj i pozbawiony sojusznikow
a otoczony paskudnymi, historycznie wrogimi, jej panstwami.
W tej sytuacji umizgi wobec jedynych wzglednych sojusznikow
jakimi sa Amerykanie sa jak najbardziej na miejscu. Trzeba
tez zdawac sobie sprawe z tego ze tak naprawde Amerykanie
nas nie potrzebuja ani nigdy nie potrzebowali, ...ani w Iraku
ani w Afganistanie, sami sie tam pakujemy nachalnie, polityka
ktora ma na celu wypracowanie strategii potencjalnego szantazu
USA "naszym sojuszem."
To jest sedno dzisiejszej polityki slabego polskiego panstwa,
i jego elit. Jezeli sie tego nie rozumie to w ogole szkoda gadac,
...zas elity nie beda sie swoja slaboscia przed wlasnym zwierzyncem
chwalic, ....wiec tylko zamieszanie i kompletny brak zrozumienia
sytuacji wsrod polskiego populusu.
W zasadzie to mozna krytykowac naszych roznych Tuskow,
i podobne miernoty, ze wystarczajaco nie antycypuja potrzeb
USA, ...i czekaja az na dywanik Obama poprosi itp.,
...no ale z drugiej strony nie chca sie narzucac ze swoja
usluznoscia, bo wiedza doskonale ze Amerykanie sa racjonalni,
i zdaja sobie sprawe co jest grane, i ze nasz szantaz USA
"polskim sojuszem" ma swoje granice u Amerykanow,
...i jak beda zbyt nachalni to solidny kopniaka w dupsko czeka.
Wiec gra jest raczej bardzo delikatna mozna powiedziec.
Paskudne realia, no ale coz poradzic.
Radze sie panu nad tym wszystkim co napisalam zastanowic,
i przemyslec, wyciagnac wlasne wnioski. Sprawy zazwyczaj
nie sa takie proste na jakie wygladaja.
Basia
Panie Basia, tutaj na sciepie niejaki Galinski kiedys dobrze napisal, ze
kiedy dobry papiez
nie pozwolil drapieznym germanom chrzescijanskiej juz Polski rabowac i
mordowac to oni sie
ze zlosci reformowali by moc to czynic juz bez zgody papieza.
Wiec teraz Polska tez powinna uwazac: mamy Cesarza Occydentu co siedzi w
Waszyngtonie,
laskawym okiem na swoja prowincje polska poglada. A wrogowie naokolo
polskich granic obserwuja.
Odwroci sie laska cesarska to niechybnie znajdzie sie powod dla
lokalnego wilka by polska owce pozrec.

fatso
Basia
2009-12-09 19:57:52 UTC
Post by fatso
Post by Basia
Bardzo zly/mylny artykul, panie Mkarwan.
Kazdy wie ze Polska to slaby kraj i pozbawiony sojusznikow
a otoczony paskudnymi, historycznie wrogimi, jej panstwami.
W tej sytuacji umizgi wobec jedynych wzglednych sojusznikow
jakimi sa Amerykanie sa jak najbardziej na miejscu. Trzeba
tez zdawac sobie sprawe z tego ze tak naprawde Amerykanie
nas nie potrzebuja ani nigdy nie potrzebowali, ...ani w Iraku
ani w Afganistanie, sami sie tam pakujemy nachalnie, polityka
ktora ma na celu wypracowanie strategii potencjalnego szantazu
USA "naszym sojuszem."
To jest sedno dzisiejszej polityki slabego polskiego panstwa,
i jego elit. Jezeli sie tego nie rozumie to w ogole szkoda gadac,
...zas elity nie beda sie swoja slaboscia przed wlasnym zwierzyncem
chwalic, ....wiec tylko zamieszanie i kompletny brak zrozumienia
sytuacji wsrod polskiego populusu.
W zasadzie to mozna krytykowac naszych roznych Tuskow,
i podobne miernoty, ze wystarczajaco nie antycypuja potrzeb
USA, ...i czekaja az na dywanik Obama poprosi itp.,
...no ale z drugiej strony nie chca sie narzucac ze swoja
usluznoscia, bo wiedza doskonale ze Amerykanie sa racjonalni,
i zdaja sobie sprawe co jest grane, i ze nasz szantaz USA
"polskim sojuszem" ma swoje granice u Amerykanow,
...i jak beda zbyt nachalni to solidny kopniaka w dupsko czeka.
Wiec gra jest raczej bardzo delikatna mozna powiedziec.
Paskudne realia, no ale coz poradzic.
Radze sie panu nad tym wszystkim co napisalam zastanowic,
i przemyslec, wyciagnac wlasne wnioski. Sprawy zazwyczaj
nie sa takie proste na jakie wygladaja.
Basia
Panie Basia, tutaj na sciepie niejaki Galinski kiedys dobrze napisal, ze
kiedy dobry papiez
nie pozwolil drapieznym germanom chrzescijanskiej juz Polski rabowac i
mordowac to oni sie
ze zlosci reformowali by moc to czynic juz bez zgody papieza.
Faktycznie.

Gdzies czytalam ze pierwsza rzecza jaka Albrecht Hohenzollern
zrobil po zlozeniu holdu pruskiego bylo przejscie na Luteranizm.
Nie przypadek sadze.

Basia
Post by fatso
Wiec teraz Polska tez powinna uwazac: mamy Cesarza Occydentu co siedzi w
Waszyngtonie,
laskawym okiem na swoja prowincje polska poglada. A wrogowie naokolo
polskich granic obserwuja.
Odwroci sie laska cesarska to niechybnie znajdzie sie powod dla
lokalnego wilka by polska owce pozrec.
fatso
matusm
2009-12-10 10:50:01 UTC
Gdyby - powiedzmy wiosn± 1980 r. - Leonid Bre¿niew zadzwoni³ do Edwarda
Gierka i poleci³ mu - pardon - "poprosi³" - o wys³anie tysi±ca polskich
¿o³nierzy do Afganistanu - rozmowa mog³aby siê odbyæ w przyjacielskim
Wiesz Edek - moich mo³odców bij± Afgañcy, a to przecie¿ nasza wspólna
proletariacka sprawa - obrona pokoju itd.itp No to pode¶lij mi ze dwa
pu³ki!
W imiê braterstwa broni i ludów - ma siê rozumieæ!
To bardzo proste dziesiejsze wladze PZPR z prawym ramieniem SB musza sie
uwiarygodnic w oczach amerykanskich imperialistow,Sekretarze pop chocdza
juz do kosciola to teraz niech jada wspierac imperialiwstow a
ciagle,,,,,,,,,
--
"S³u¿ba Bezpieczeñstwa mo¿e i powinna kreowaæ ró¿ne stowarzyszenia,
kluby czy nawet partie polityczne. Ma za zadanie g³êboko infiltrowaæ
istniej±ce gremia kierownicze tych organizacji na szczeblu centralnym
i wojewódzkim, a tak¿e na szczeblach podstawowych, musz± byæ one
przez nas operacyjnie opanowane.Musimy zapewniæ operacyjne mo¿liwo¶ci
oddzia³ywania na te organizacje,kreowania ich dzia³alnosci i kierowania
ich polityk±." --Czeslaw Kiszczak,luty 1989 roku z posiedzenia kierownictwa
MSW -
Pozdrowienia
matusm