Discussion:
Czy Faustyna miala kuku na muniu?
(Wiadomość utworzona zbyt dawno temu. Odpowiedź niemożliwa.)
O.Kapistran
2003-07-31 10:44:14 UTC
Siostra Faustyna


O siostrze Faustynie (Helenie Kowalskiej, 1905-1938) wiem tyle, ile
wyczytalem z jej pamietnika. Niemniej to, czego sie dowiedzialem z lektury,
pozwala mi jako psychiatrze stwierdzic, iz autorka "Dzienniczka" byla
dotknieta zaburzeniami psychicznymi. Najbardziej ewidentne objawy tych
zaburzen to omamy, czyli halucynacje wzrokowe i sluchowe o tresci
religijnej. Te omamy pojawiaja sie tutaj na tle cyklicznych zaburzen
nastroju, które okresowo wyrazaja sie w przezywaniu "niepojetej radosci",
poczuciu szczególnego wybrania (np. "Ja mam zajac miejsce w oltarzu"),
wreszcie nadzwyczajnej misji: "Przygotujesz swiat na ostateczne przyjscie
Moje". Bedac w nastroju podwyzszonym siostra Faustyna nawet czyni cuda:
ucisza burze, tak jak Pan Jezus na jeziorze Genezaret.
Nastrój ten mija. Bez uchwytnej przyczyny zewnetrznej "zaczyna sie sciemniac
w duszy mojej"; pojawia sie mysl, "ze jestem przez Boga odrzucona". Jak
wyznaje - "zaczely mnie ogarniac leki prawdziwie smiertelne (...), rozpacz
zawladnela cala dusze moja, prawdziwie przezywam meki piekielne". Pojawiaja
sie w tym stanie natrectwa myslowe: "Caly rój mysli niedorzecznych cisnal mi
sie do glowy i cala moja medytacje przewalczylam". Tym myslom towarzysza
skrupuly: "Com pomyslala, zdawalo mi sie grzechem". To przechodzenie od
jednego stanu do drugiego dokonywalo sie u niej wielokrotnie.
Siostra Faustyna pisze o swojej "walce": "Zaczynam dzien walka, koncze go
walka, zaledwie sie uprzatne z jedna trudnoscia, to na jej miejsce powstaje
dziesiec do zwalczenia". Z czym walczy? Z grzechami: "I dal mi Jezus poznac,
za jakie grzechy podda sie biczowaniu, sa to grzechy nieczyste"; "Poznalam
(...) grzech zmyslowy (...) grzech pychy (...) grzech nienawisci".
Prawdopodobnie jest to projekcja wlasnych impulsów, z którymi autorka walczy
przez surowa pokute. Sama zdaje sobie z tego sprawe: "O Jezu mój, jak bardzo
jestem sklonna do zlego, i to mnie zmusza do ustawicznego czuwania nad
soba". Mozna przypuszczac, ze gdyby siostre Faustyne, jeszcze jako dziecko,
nie uczono na lekcjach religii, ze swietosc polega na wyzbyciu sie popedu
seksualnego, nie uwazalaby siebie za "tak bardzo sklonna do zlego", nie
musialaby "prowadzic nieustanna walke" i byc moze nie doswiadczalaby
patologicznych skrupulów.
Siostra Faustyna obrala heroiczna droge zmagania sie z depresyjnym nastrojem
i natretnymi myslami. Z jednej strony bylo to umartwianie sie do granic
wytrzymalosci, z drugiej zas - ucieczka w blogostan z podwyzszonym poczuciem
wlasnej wartosci i z przekonaniem o szczególnym wybraniu. W blogostanie
pojawia sie watek erotyczny, np. gdy siostra Faustyna slyszy glos Jezusa,
który jej oznajmia: "W tak szczególny sposób lacze sie z toba i obcuje", na
co wybranka odpowiada: "Rozplywam sie w Nim jak jedna kropla w oceanie".
Jakkolwiek siostra Faustyna zna inne "grzechy", to "grzech nieczystosci"
wydaje sie wysuwac na plan pierwszy. Chce byc swieta, a w jej przekonaniu
stan taki polega przede wszystkim na sterylnosci seksualnej. Swiadczy o tym
m.in. hymn, który wyspiewuje na wlasna (!) czesc: "O, jak piekna slicznosc
twoja, /ty - czysta oblubienica Moja (...) Ponad dziewiczosc nie widze nic
wielkiego, /jest to kwiat wyjety z Serca Bozego". Mozna to okreslic jako
sublimacje popedu.
Wbrew opinii siostry Speranzy, przytoczonej w "Przedmowie" przez ks. kard.
Deskura, jakoby siostra Faustyna nalezala do "dusz prostych", mamy tu do
czynienia z osoba wprawdzie niewyksztalcona, ale inteligentna,
spostrzegawcza, potrafiaca analizowac wlasne stany psychiczne.
Godne uwagi sa spostrzezenia siostry Faustyny dotyczace spowiedzi i
spowiedników. Przede wszystkim siostra Faustyna zauwaza, ze bardzo trudno
nawiazac kontakt z osoba w depresji: "Teraz ogarnia dusze straszna ciemnosc.
(...) Wszystkie meki i katusze swiata sa niczym w porównaniu z tym uczuciem,
w którym ona jest cala pograzona"; "Mistrzyni, która przerazila sie moim
widokiem, poslala mnie do spowiedzi, jednak spowiednik mnie nie rozumie, nie
doznaje cienia ulgi". "Spowiednik malo zna drogi nadzwyczajne i okazuje
zdziwienie, jezeli dusza odsloni mu te wielkie tajemnice, jakich Bóg
dokonywa w duszy". Wyczuwa ona, ze spowiednik uspokaja ja, a sam nie ma
pewnosci. Albo - co mi sie zdarzylo - ze spowiednik, nie mogac przeniknac
niektórych tajemnic duszy - odmawia jej spowiedzi, okazuje jakas bojazn
przed zblizeniem sie takiej duszy do kratki. Przeszkadza jej to, "ze
spowiednik nie pozwoli sie szczerze wypowiedziec, okazuje zniecierpliwienie.
Dusza wtedy milknie. (...) Mialam niektóre próby (rady?), z których sie
smialam. (...) Spowiednik to lekarz duszy wiec jak lekarz, nie znajac
choroby, moze dac stosowne lekarstwa?" "Sa niektórzy spowiednicy, ze
dopomagaja duszy (...) jak wszystko idzie dobrze, a jak dusza znajdzie sie w
wiekszych potrzebach, wtenczas sa jakby bezradni i nie moga czy nie chca
duszy zrozumiec". "Sie zdarza, ze spowiednik nieraz lekcewazy drobne rzeczy.
Nic nie ma w zyciu duchowym drobnego". "Kiedy poznalam, iz nie jestem
zrozumiana, to nie odslanialam swej duszy i nie macilam sobie spokoju". Aby
"dusza" mogla odniesc korzysc ze spowiedzi, potrzeba z jej strony
"szczerosci i otwartosci", "pokory" i "posluszenstwa".
Siostra Faustyna oczekuje, ze spowiednik: bedzie cierpliwy i lagodny;
pozwoli na szczere wyspowiadanie sie; okaze zrozumienie; bedzie kompetentny;
nie bedzie bal sie wypowiedzi "nadzwyczajnych"; nie bedzie udzielal
pochopnych rad ani pouczen; zda sobie sprawe z wlasnych ograniczen i bedzie
sie doksztalcal. Osoba spowiadajaca sie, aby odniesc korzysc ze spowiedzi,
powinna byc szczera i otwarta, pokorna i posluszna. Jednak zalezy to równiez
od postawy spowiednika. Siostra Faustyna nie zawsze byla posluszna, z
niektórych rad spowiedników po prostu sie smiala.
Postulaty siostry Faustyny chcialbym skonfrontowac z postawa niezwyklego
duszpasterza. Ksiadz Bronislaw Bozowski tak charakteryzuje swoje
duszpasterstwo, szczególnie osób zaburzonych psychicznie: "Nauczylem sie
sluchac ludzi z prawdziwym zainteresowaniem. (...) Ludzie nigdy sie nie
mecza rozmowa o nich samych. Ci, którzy do mnie przychodza, chca sie po
prostu wygadac i ja im stwarzam taka mozliwosc". "Zyczliwe zainteresowanie
pelne szacunku i serdecznosc staje sie pewna forma przyjazni. Jest to
najwiekszym darem, jaki mozemy czlowiekowi dac". Taka duszpasterska przyjazn
udalo sie siostrze Faustynie nawiazac z ksiedzem Sopocka i ksiedzem
Andruszem.
Jako osoba swiecka nie mam doswiadczenia w zakresie spowiedzi, wydaje mi sie
jednak, ze to, co postulujemy w odniesieniu do terapeutów, moze w pewnym
stopniu dotyczyc równiez spowiedników. Zarówno relacje spowiednik -
penitent, jak i terapeuta - pacjent mozemy okreslic jako relacje
uzdrawiajaca, to znaczy majaca na celu poprawe i uporzadkowanie stanu
psychicznego oraz moralnego osoby cierpiacej. Z tego powodu mozna postulaty
siostry Faustyny pod adresem spowiedników odniesc równiez do terapeutów. Bez
"cierpliwosci i lagodnosci" nie da sie nawiazac dobrego kontaktu z osoba,
która zwraca sie do nas o pomoc. Terapeuta ma czas dla pacjenta, by ten mógl
sie swobodnie wypowiedziec.
Siostra Faustyna domaga sie, by spowiednik byl kompetentny. Powinien on
zatem miec odpowiednia wiedze nie tylko teologiczna, ale i psychologiczna,
by nie byl bezradny wobec "dróg nadzwyczajnych". Poniekad kazdy czlowiek
cierpiacy postepuje "droga nadzwyczajna". Lek przed przypadkami trudnymi tak
u duszpasterzy, jak i wychowawców czy terapeutów plynie stad, ze sami sobie
stawiamy wymóg, by znac odpowiedz na wszystkie pytania i rozwiazac problemy,
z jakimi ludzie do nas przychodza. Stad sklonnosc do stawiania ocen i
dawania pochopnych rad. Tymczasem - jak mówi ksiadz Bozowski - potrzebne
jest przede wszystkim zyczliwe i rozumiejace sluchanie, które okazuje sie
"cala jego pomoca i calym jego duszpasterzem".
Pare zdan nalezy poswiecic "drobnym rzeczom". Kazdy z nas porzadkuje swoje
sprawy okreslajac jedne jako "wazne", inne zas jako blahe, nieistotne. Z
kolei, rozmawiajac z druga osoba, usilujemy jej swiat porzadkowac wedlug
naszego systemu wartosci. Dajemy jej do zrozumienia, ze to co dla niej jest
problemem, naprawde jest "drobna rzecza". W ten sposób okazujemy
lekcewazenie tej osobie. Nic, co nasz rozmówca traktuje jako istotne, nie
jest "drobna rzecza". Problemem zarówno dla spowiednika, jak i dla
terapeuty, jest wystepowanie skrupulów, które równiez siostrze Faustynie
przysparzaly cierpien. Tego rodzaju nie dajace sie usunac watpliwosci na
pewno nie sa "drobnymi rzeczami". Osoby dotkniete skrupulami autentycznie
cierpia, totez trzeba traktowac je ze zrozumieniem. Siostra Faustyna
spostrzegla, ze wielka wartosc mialo dla niej posluszenstwo wobec zalecen
spowiednika. Jest to zgodne z przekonaniem spowiedników, iz stanowcze
stwierdzenia i zalecenia z ich strony przynosza ulge skrupulantom.
Uwagi siostry Faustyny na temat spowiedzi i spowiedników sa tak wartosciowe,
ze dla nich samych jej "Dzienniczek" jest godzien przeczytania. Zostaly
spisane w latach trzydziestych, kiedy psychoterapeuci nie dopracowali sie
jeszcze wspomnianych zasad, a nic mi nie wiadomo, by podobne postulaty pod
adresem spowiedników ktos wysuwal. Totez uwazam, ze siostra Faustyna
wytyczyla tu nowe drogi.
Wartosc religijna "poslannictwa siostry Faustyny - jak pisze siostra
Siepak - polega na przypomnieniu odwiecznie znanej, ale zapomnianej prawdy
wiary o milosci milosiernego Boga do czlowieka". Chcialbym na tym miejscu
dokonac psychopatologicznej analizy religijnosci tej zmarlej w opinii
swietosci zakonnicy. To "zapomnienie" waznej prawdy wiary stalo sie jednym z
czynników patologizujacych zycie religijne. Posród "szesciu prawd wiary"
znajdowalo sie zdanie o "Bogu sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za
zlo karze". Natomiast o Bogu milosiernym braklo wzmianki. Przez cale
tysiaclecia w pedagogice koscielnej dominowal Bóg sprawiedliwy i karzacy.
Jedynie Matka Boska miala wedlug rozpowszechnionych wierzen - lagodzic gniew
Boga Ojca.

Ten typ religijnosci pozostawal w zgodzie z patriarchalna forma rodziny, w
której ojciec byl przede wszystkim gwarantem ladu i sprawiedliwosci. Dobrze,
gdy w takiej rodzinie byla matka, która potrafila okazac dzieciom równiez
czulosc, zrozumienie i wyrozumialosc. Czlowiek, który grzeszyl "mysla, mowa
i uczynkiem" wobec wszechwiedzacego Boga znajdowal sie na pozycji z góry
przegranej. Mysli i uczucia nielatwo poddaja sie kontroli, lecz Bóg
natychmiast je zauwaza i - oczywiscie - szykuje surowa kare. Taka
pedagogika, w rzeczywistosci sprzeczna z Ewangelia, stala sie przyczyna
wielu wypaczen zycia duchowego, a szczególnie pojawiania sie skrupulów.
Zanim siostra Faustyna rozpoczela swoja misje, w Kosciele katolickim
istnialy rózne nabozenstwa, które jakoby odnosily sie do Bozego
milosierdzia. "Litania do Najswietszego Serca Pana Jezusa" zawiera 33
wezwania, z których milosc, dobroc i milosierdzie wspominaja tylko cztery.
Szereg innych inwokacji raczej wzbudza uczucie naboznego leku, jak
"nieskonczony majestat", "przybytek Najwyzszego", "dom Bozy".
Takze Jezus Chrystus siostry Faustyny byl przede wszystkim Bogiem karzacym:
"Gdybys nie krepowala Moich, wiele kar spuscilbym na ziemie. Córko moja,
spojrzenie twoje rozbraja Mój gniew". Bylo to zgodne z ówczesnym stylem
poboznosci. Prawdopodobnie taka poboznosc wpajana od dziecinstwa przyczynila
sie do specyficznych zaburzen siostry Faustyny. Siostra Faustyna bronila sie
przed bólem psychicznym, stosujac swoista autoterapie. Jakkolwiek nigdy nie
wyzwolila sie od wizji Boga karzacego, to przeciez byla w stanie uruchamiac
szczególna sile psychiczna, która nie tylko uwalniala ja od przerazenia, ale
wrecz napelniala radoscia i przekonaniem o wlasnej wyjatkowosci. Te chwile
szczescia pozwalaly jej przetrwac okresy zalamania psychicznego. Owa sila
wynikala ze wzbudzania w sobie postawy zaufania do przesladujacego ja Boga.
Bóg Jezus z agresora stawal sie mistycznym kochankiem zakonnicy. Jak w
milosci ziemskiej, szczególnie w jej wersji romantycznej, tak i tutaj
zakochana w Jezusie zakonnica przezywala chwile radosci przeplatane rozpacza
i poczuciem odrzucenia.
Wartosciowy wydaje sie nieustanny wysilek siostry Faustyny przezwyciezania
stereotypu Boga karzacego i okrutnego, dokonywany wbrew postawie osób
religijnych i wbrew pedagogice duszpasterskiej owych czasów. Eksponowanie
Bozego milosierdzia w praktykach religijnych oraz rozwijanie w sobie postawy
zaufania do Boga milosiernego, wyrazonej w akcie "Jezu, ufam Tobie", to
niewatpliwie pozytywny owoc heroicznego zywota siostry Faustyny.

Majac do dyspozycji jedynie "Dzienniczek" i skape wypowiedzi osób, które ja
znaly, psychiatra moze jedynie snuc przypuszczenie, na jaka chorobe ta
pobozna zakonnica zapadla. Byla to niewatpliwie choroba cykliczna, z fazami
depresji i hipomanii, powiklana halucynacjami. Totez z pewnym
prawdopodobienstwem mozna postawic diagnoze cyklofrenii. Autorzy niemieccy
Kleist i Leonhard wyodrebnili z cyklofrenii psychoze lekowo-ekstatyczna, ale
to okreslenie nie przyjelo sie. Pewien wplyw na pozostawanie u siostry
Faustyny objawów psychopatologicznych mogla tez miec przewlekla infekcja
gruzlicza oraz ogólne wyniszczenie.
Jezeli uznac, ze siostra Faustyna byla psychicznie chora, to w jaki sposób
mozna traktowac jej przekonania religijne? Odwolam sie wpierw do oceny
literatury i sztuk plastycznych. Wedlug Karola Hildebrandta, "dla oceny
poezji pytanie o zaburzenie psychiczne [autora - przyp. JS] ma znaczenie
mniejsze, anizeli powszechnie sie uwaza. Skoro w danym dziele daje sie
rozpoznac potezny, porzadkujacy duch, ocena psychiatryczna jest
niepotrzebna, natomiast gdy [literatura - przyp. JS] jest niezrozumiala lub
bezwartosciowa, wówczas pytanie o stan psychiczny jej autora nie jest
interesujace". Prof. W. Schollgen, teolog i duszpasterz chorych, który
cytuje Hildebrandta, nie w pelni sie z nim zgadza: "Skoro np. obrazy van
Gogha zostaly namalowane w stanie nieustajacego "furioso", a przy tym w
sposób decydujacy przyczynily sie do przezwyciezenia naturalistycznej sztuki
panujacej w koncu XIX w., to mamy do czynienia z przypadkiem, w którym
momenty psychiatryczne i artystyczne wzajemnie sie krzyzuja". Hildebrandt
porównuje twórczosc osób psychicznie zaburzonych do "perly", która moga
formowac malze jedynie pod wplywem cierpienia. Nalezy przy tym pamietac, ze
twórczosc wiekszosci chorych psychicznie, którzy pisza lub maluja, to zwykla
amatorszczyzna.
Analogicznie nalezaloby odniesc sie do osób prowadzacych intensywne zycie
religijne, dotknietych zaburzeniami psychicznymi. W szpitalach
psychiatrycznych i na ulicach mozna spotkac niemalo osób, które wiele sie
modla, opowiadaja o swoich religijnych doswiadczeniach, uczestnicza w
nabozenstwach lub sami je organizuja. Tak jak posród chorych psychicznie
trafiaja sie wielcy artysci, tak i niektórzy sposród nich w sposób istotny
ubogacaja zycie religijne, wnoszac w nie nowe tresci. Zatem dzialalnosci
religijnej nie nalezy oceniac odnoszac ja do stanu psychicznego danej osoby,
ale - jak slusznie postuluje ksiadz J. Kracik - raczej zbadac, czy
"towarzyszace wizji oredzie jest zgodne z katolicka wiara i norma zycia,
wiec moze posluzyc do uwielbienia Boga". Jak pisze Dom Pierre Miquel,
"erotyzm, masochizm i integryzm to trzy grozby zagubienia sie mistyki". Do
tych zagrozen dodaje on jeszcze "lubowanie sie w cudownosciach i szukanie
sensacji".
Chrzescijanstwo zawsze w sposób szczególny troszczylo sie o chorych, nie
wylaczajac zaburzonych psychicznie. Równiez wspólczesna psychiatria zabiega
o to, by chorzy psychicznie byli wlaczeni w swoja lokalna spolecznosc lub do
niej powracali. Szereg moich pacjentów, którzy mieli powazne zaburzenia
psychiczne lub nadal je ma, zajmuje eksponowane miejsca w nauce, sztuce i
zyciu spolecznym. Trzeba, aby równiez przyjela ich spolecznosc wierzacych.
Siostrze Faustynie nalezy sie godne miejsce w tej spolecznosci.
Na koniec krótka refleksja lekarza-praktyka. W latach 20. i 30. tego
stulecia, kiedy zyla i dzialala siostra Faustyna, szanse jej wyleczenia,
zarówno z gruzlicy, jak i z zaburzen psychicznych byly znikome. Wyobrazmy
sobie, ze zastosowanoby u niej dzisiejsze neuro- i tymoleptyki.
Prawdopodobnie pod wplywem takiego leczenia zniknelyby jej wizje, a zmienny
nastrój wahajacy sie od wznioslosci i blogostanu do przezywania odrzucenia
przez Boga, bezsensu i udreczenia, uleglby stabilizacji. Ale kim wtedy
bylaby siostra Faustyna? Jedna z licznych, nieznanych i niczym nie
wyrózniajacych sie zakonnic. Czy takie "leczenie" mialoby sens?

Jerzy Strojnowski


Prof. dr hab. Jerzy Strojnowski psychiatra, emerytowany pracownik naukowy
KUL, zmarl przed paru laty.


Cytaty z "Dzienniczka" siostry Faustyny pochodza z wydania: Blogoslawiona s.
M. Faustyna Kowalska, "Dzienniczek. Milosierdzie Boze w duszy mojej",
Wydamnictwo Ksiezy Marianów, Warszawa 1997.

Charaktery, kwiecien 1999.

* W koncu nic nowego, bo Pawlowi/Szawlowi, wlasciwemu tworcy
chrzescijanstwa, przypisuje sie epilepsje, w roznych pismach mistykow az sie
przelewa od slabo ukrytej pornografii, ale z drugiej strony twierdzi, ze
gdyby Jezus zyl wspolczesnie, to spedzalby to swoje zycie na wedrowkach od
jednego wariatkowa do drugiego.

zb
mkarwan
2003-07-31 11:12:46 UTC
U¿ytkownik "O.Kapistran" <***@spamgourmet.com> napisa³ w
wiadomo¶ci news:bgarom$bqi$06$***@news.t-online.com...

ciekawe co ten psychiatra powiedzia³by o Moj¿eszu?
mkarwan
2003-07-31 11:28:34 UTC
U¿ytkownik "O.Kapistran" <***@spamgourmet.com> napisa³ w
wiadomo¶ci news:bgatt5$n48$00$***@news.t-online.com...
| > ciekawe co ten psychiatra powiedzia³by o Moj¿eszu?
|
| O ile wiem, to do niektorych swietych mial podejscie psychiatryczne. Ale
| trudno to teraz sprawdzic, chyba ze przez jakies medium. Moze Ms. Emily
cos
| poradzi?

o kim mowa?
O.Kapistran
2003-07-31 12:25:34 UTC
Post by mkarwan
| > ciekawe co ten psychiatra powiedzia³by o Moj¿eszu?
|
| O ile wiem, to do niektorych swietych mial podejscie psychiatryczne. Ale
| trudno to teraz sprawdzic, chyba ze przez jakies medium. Moze Ms. Emily
cos
| poradzi?
o kim mowa?
Emily? Jest taka, pojawila sie znowu i czeka do nowego nawrotu.
A autor jest od paru lat nieboszczykiem, wiec kontakt bylby utrudniony.
Co do Mojzesza, bo moze Pan byc spokojny. Nie istnial! Pisalem kiedys o
artykule w "Spieglu", komentujacym najnowsze badania w tej materii. Bylo to
oczywiste dla kazdego myslacego logicznie. Wychowany od malenkosci w obcym
srodowisku i tu nagle na starosc blysnelo, poczul powolanie antyegipskie,
zobaczyl krzak gorejacy i inne rzeczy. Bajeczki, ale na szczescie
zdemaskowane!
zb
mkarwan
2003-07-31 12:31:32 UTC
U¿ytkownik "O.Kapistran" <***@spamgourmet.com> napisa³ w
wiadomo¶ci news:bgb1lv$qsr$00$***@news.t-online.com...
|
| Emily? Jest taka, pojawila sie znowu i czeka do nowego nawrotu.
| A autor jest od paru lat nieboszczykiem, wiec kontakt bylby utrudniony.
| Co do Mojzesza, bo moze Pan byc spokojny. Nie istnial! Pisalem kiedys o
| artykule w "Spieglu", komentujacym najnowsze badania w tej materii. Bylo
to
| oczywiste dla kazdego myslacego logicznie. Wychowany od malenkosci w obcym
| srodowisku i tu nagle na starosc blysnelo, poczul powolanie antyegipskie,
| zobaczyl krzak gorejacy i inne rzeczy. Bajeczki, ale na szczescie
| zdemaskowane!
| zb

O. to ojciec rodziny, czy skrót od ojojoj?
Zennon
2003-07-31 19:43:05 UTC
Post by O.Kapistran
Siostra Faustyna
O siostrze Faustynie (Helenie Kowalskiej, 1905-1938) wiem tyle, ile
wyczytalem z jej pamietnika. Niemniej to, czego sie dowiedzialem z lektury,
pozwala mi jako psychiatrze stwierdzic, iz autorka "Dzienniczka" byla
dotknieta zaburzeniami psychicznymi. Najbardziej ewidentne objawy tych
zaburzen to omamy, czyli halucynacje wzrokowe i sluchowe o tresci
religijnej. Te omamy pojawiaja sie tutaj na tle cyklicznych zaburzen
nastroju, które okresowo wyrazaja sie w przezywaniu "niepojetej radosci",
Nic nowego. Np. brat Albert mial schizofrenie spolecznie pozytywna. W
kazdym solidniejszym podreczniku do psychiatrii o tym przeczytacie.


--
__________________________________
Boze! Jaki ja jestem piekny !
mail: ***@poczta.onet.pl
GG:5401526
__________________________________
O.Kapistran
2003-08-01 12:30:21 UTC
Post by O.Kapistran
Post by O.Kapistran
Siostra Faustyna
O siostrze Faustynie (Helenie Kowalskiej, 1905-1938) wiem tyle, ile
wyczytalem z jej pamietnika. Niemniej to, czego sie dowiedzialem z
lektury,
Post by O.Kapistran
pozwala mi jako psychiatrze stwierdzic, iz autorka "Dzienniczka" byla
dotknieta zaburzeniami psychicznymi. Najbardziej ewidentne objawy tych
zaburzen to omamy, czyli halucynacje wzrokowe i sluchowe o tresci
religijnej. Te omamy pojawiaja sie tutaj na tle cyklicznych zaburzen
nastroju, które okresowo wyrazaja sie w przezywaniu "niepojetej radosci",
Nic nowego. Np. brat Albert mial schizofrenie spolecznie pozytywna. W
kazdym solidniejszym podreczniku do psychiatrii o tym przeczytacie.
--
__________________________________
Ciekawy wydaje mi sie ostatni fragment:

"W latach 20. i 30. tego
stulecia, kiedy zyla i dzialala siostra Faustyna, szanse jej wyleczenia,
zarówno z gruzlicy, jak i z zaburzen psychicznych byly znikome. Wyobrazmy
sobie, ze zastosowanoby u niej dzisiejsze neuro- i tymoleptyki.
Prawdopodobnie pod wplywem takiego leczenia zniknelyby jej wizje, a zmienny
nastrój wahajacy sie od wznioslosci i blogostanu do przezywania odrzucenia
przez Boga, bezsensu i udreczenia, uleglby stabilizacji. Ale kim wtedy
bylaby siostra Faustyna? Jedna z licznych, nieznanych i niczym nie
wyrózniajacych sie zakonnic. Czy takie "leczenie" mialoby sens?"

Gdyby dac sobie spokoj na chwile z tymi setkami swietymi, ktorzy doznawali
widzen itd. a zajac sie np. artystami jak van Gogh, Nikifor, pisarzami,
poetami, aktorami, politykami, ktorzy z punktu widzenia psychiatrii
wspolczesnej mieli fiksum dyrdum. Gdyby nie daj Bog ktos sie wzial kiedys za
ich leczenie, to moze byloby pare nieszczesc mniej, ale i mniej roznych
obrazow, ksiazek itd. A delikwenci albo - w idealnym wypadku - malowaliby
poprawne obrazki, pokornie sluzyli w klasztorach, pisali wierszyki i
ksiazki, ktorych nikt by nie czytal, siedzieli pokornie w lawach
parlamentow, albo - w gorszym wypadku - laziliby apatyczni i zaslinieni
ulicami, co jakis czas z powodu "nawrotow" ladowali w roznych Kulparkowach.
Itd. itp.
zb