Discussion:
Zamiast deseru
(Wiadomość utworzona zbyt dawno temu. Odpowiedź niemożliwa.)
narciasz
2017-05-15 22:12:36 UTC
Permalink
Raw Message
Przeproś mnie za prezydenta Dudę!” - wysyczała małżonka, gdym ocknął się, że istnieje jakiś świat poza własnym. Akurat się gotowała, bo prezydent Duda w telewizorze znowu cuś gadał o zdrajcach, potomkach zdrajców, podniecając się własnym pompatyczno-oślizgłym krasomówstwem, czyli robiąc jedyną rzecz, na którą pozwalają mu pierwszy po Bogu w Pomrocznej i inne mocne chłopaki. Jak ten nieszczęsny uczeń olewany i wyśmiewany przez wszystkich kolegów w szkole, który wraca smętnie do domu, napotyka przedszkolaka i wyżywa się, bijąc go, by zagłuszyć własną niemoc, frustrację i niekończące się upokorzenie.

„Tak, teraz taki mądry jesteś z tymi swoimi porównaniami - kontynuowała zaperzona kobita - a kto gadał, żeby dać Dudzie szansę, kto mi wodę z mózgu robił? Przeproś!”. No przecież odszczekiwałem nieraz, nieraz, ale fakt, masz rację, moja wiara w dobre intencje ludzi, w to, że nawet przypadkowy dupek zechce zasłużyć na jakiś szacunek. Mój ulubiony John Oliver niemal każdy odcinek swego „Last Week Tonight” zaczyna od zdumienia zbitką słowną „prezydent Trump”, tak dla niego absurdalną jak na przykład „włosy łonowe niemowlaka”. Więc owszem, po blisko dwóch latach praktyki zestawienie „prezydent Duda” brzmi również jak kwaśny żur. Przepraszam, miałaś rację, ale zgubiła mnie ma wieczna wiara, że szklanka jest do połowy pełna, że dorastamy do sytuacji, które stawia przed nami życie. Jak widać, nie zawsze.

Ale pewnie jeszcze nieraz wykażę się ufnością i przesadnym optymizmem. Mój typ już tak ma. Różne bolesne doświadczenia życiowe niczego nie zmieniły. Jakiś czas temu przeczytałem opis badań nad szczęściem. Wynikało z nich, że czynniki zewnętrzne mają znikomy wpływ na nasz stosunek do rzeczywistości. Jeśli przyjąć, że poczuciu szczęścia odpowiada poziom serotoniny we krwi, to gdy ktoś szczęśliwy przeżyje straszną tragedię, zostanie trwale okaleczony, straci dach nad głową, poziom serotoniny się obniży, ale po pół roku wróci do stanu wyjściowego. I na odwrót, jednostka nieszczęśliwa, choćby wygrała miliony w lotto i dostała niespodziewany awans w pracy, po krótkim podniesieniu nastroju, po pół roku wróci do życiowej kwasoty. A z nielicznych czynników zewnętrznych, jako wspomagacze poczucia szczęścia, na pierwszym miejscu pyszni się szczęśliwe małżeństwo.

To musiał być jakiś znak, bo dokładnie w momencie, kiedy tak pohukiwała na mnie, żebym przeprosił za Dudę, ja, czytając tom przypadków śledczych alkoholika Harry’ego Hole’a, trafiłem na fragment, w którym Harry zastanawia się nad istotą szczęścia i przywołuje w myślach badania uczonych w piśmie. Co z kolei przypomniało mi pewien wywiad z pisarzem. Pisarz powiedział, że owszem, cieszy się po ukazaniu nowej książki, ale stara się szybko zgasić to uczucie. Spytany dlaczego odparł, że nie lubi być zbytnio szczęśliwy, bo to rozleniwia.

Ciekawe, czy jest coś na rzeczy? Czy gdybym trochę zgorzkniał, byłbym bardziej kreatywny? Stworzył coś wartościowego, napędzany poczuciem niepewności i kruchości życia? Znaczy, ja to poczucie mam, doskonale rozumiem Harry’ego, gdy snuje porównania ludzkiego satysfakcjonującego życia do stąpania po cienkim lodzie, ale inne wnioski mi wychodzą. Kobita często się śmieje z tego, jak niewiele mi do szczęścia trzeba. Nowa książka do czytania, dobry obiad, knajpa wieczorem przy ulicy pełnej kolorowych ludzi, pierwszy odcinek świeżego serialu, kontemplowanie łąki naprzeciw chałupy i życia na niej.
To, co drobiazgiem nie jest, lecz samą esencją - rodzina. Rzegotka czesząca wnuczkę, wnuk, z którym się droczę i pytam: „A kim ty jesteś, chłopaku?”, a on wzdycha protekcjonalnie z pułapu powagi swych jedenastu lat i rzuca: „Jak to kim? Przecież twoja córka mnie urodziła!”.

Czytam: „Harry biegł, a tego nie lubił. Harry biegał, bo lubił się zatrzymywać. Lubił być już po”. Jak ja to znam i rozumiem. Ten mały moment szczęścia, gdy zatrzymuję się na końcu drogi czy przy skręcie w leśną przecinkę i wiem, że najgorszy wysiłek już za mną, teraz, lekko spocony, mogę już sobie spokojnie podreptać do domu, oddając się myślom wszelakim i ciesząc się bólem mięśni. A za Dudę serdecznie przepraszam. Raz jeszcze.

- Ale, za Pokurcza nie przepraszam, bo wielkie świństwo zrobił Brosze, desygnując do niby jej rządu Maciorę i Waszcza. Paręnaście świństw zrobił Misiewicz swojemu pryncypałowi, bo nie sądzę, żeby sam minister kazał trzymać nad nim parasolkę przed frontem kompanii czy też podjeżdżać pod dyskotekę ministerialną limuzyną. W podobnej kategorii była oceniana katastrofa drogowa Maciory, który przy pomocy kosmonauty Kazimierza spierdoliłł po wypadku na galę, żeby złożyć daninę wazeliny Pokurczowi. Wielkie świństwo zrobili Dudzie eksperci z BOR, którzy badając, czy zużyta opona jest lepsza od nowej, zdewastowali najnowszą prezydencką limuzynę. Antek otoczył się tak dziwną grupą doradców, że trudno przewidzieć i policzyć, jakie jeszcze ciosy na niego spadną. Przewodniczący komisji smoleńskiej rozpoczął kończenie Antka ekspertyzami naukowymi, w tym oceną szybkości dźwięku, a potem zadał cios, kończąc wiarygodność swoją, Antka i caracali.
Słoń od dyplomacji po klęsce europejskiej kończy się sam na innych kontynentach. Virgin-Mazurek, która podobna jest do Kopernika, próbuje wykończyć ćwierćinteligentnego rzecznika „narciarza” z Krakowskiego Przedmieścia.
Minister od cyfryzacji, co rozumiem, nie wytrzymuje i kończy z jednością Rady Ministrów. Biedna Brocha próbuje ratować, co może, a chyba wszystkich elementów rozpadu nie jest już w stanie kontrolować. Powtarza tylko jak "Ojczenasz", że są jedną drużyną.

Ostatnio przeczytałem, że w Urugwaju pewien trener zabił piłkarza, który za słabo kopał piłkę. Bardzo się cieszę, że nie żyje w Urugwaju, ale być może warto się zastanowić nad drużyną, która tak słabo gra i we własnym gronie robi sobie świństwa. Zmian nie przewiduję bo wiem, że ławka rezerwowych w psiarni nie istnieje. Cieszy to, że dopiero pierwsza połowa kadencji, a przerwa na wybory samorządowe już niedługo.
u2
2017-05-16 06:57:50 UTC
Permalink
Raw Message
Post by narciasz
- Ale, za Pokurcza nie przepraszam, bo wielkie świństwo zrobił Brosze, desygnując do niby jej rządu Maciorę i Waszcza.
piękny dzień pedziki kwiczą i ujadają ze złości:)))))))))))))
--
General Skalski o zydach w UB :

"Rozanski, Zyd, kanalia najgorszego gatunku, razem z Brystigerowa,
Fejginami, to wszystko (...) nie byli ludzie."

prof. PAN Krzysztof Jasiewicz o zydach :

"Zydow gubi brak umiaru we wszystkim i przekonanie, ze sa narodem
wybranym. Czuja sie oni upowaznieni do interpretowania wszystkiego,
takze doktryny katolickiej. Cokolwiek bysmy zrobili, i tak bedzie
poddane ich krytyce - za malo, ze zle, ze zbyt malo ofiarnie. W moim
najglebszym przekonaniu szkoda czasu na dialog z Zydami, bo on do
niczego nie prowadzi... Ludzi, ktorzy uzywają slow 'antysemita',
'antysemicki', nalezy traktowac jak ludzi niegodnych debaty, ktorzy
usiluja niszczyc innych, gdy brakuje argumentow merytorycznych. To oni
tworza mowe nienawisci".
Loading...