Discussion:
Czerwone życiorysy Załgany rodowód Adama Michnika- vel ...
(Wiadomość utworzona zbyt dawno temu. Odpowiedź niemożliwa.)
boukun
2008-09-10 14:07:20 UTC
Permalink
Raw Message
"Michnik jest manipulatorem. To jest cz³owiek z³ej woli, k³amca, oszust
intelektualny." - Zbigniew Herbert Za³gany rodowódJaros³aw Kaczyñski, opisuj±c
kiedy¶ zachowanie Michnika, podkre¶la³ jego niebywa³± sk³onno¶æ do k³amstwa, to,
¿e potrafi ³¿eæ w ¿ywe oczy, dos³ownie i¶æ w zaparte. Trzeba przyznaæ, ¿e szczyt
³garstwa osi±ga Michnik ju¿ przy najnowszych opisach rodowodu swojej rodziny.
Kiedy na przyk³ad stara siê maksymalnie wybieliæ postaæ swego ojca Ozjasza
Szechtera, cz³onka Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Zachodniej
Ukrainy. I pisze o nim, ¿e czu³ siê on jak absolutnie polski Polak (Miêdzy Panem
a Plebanem, Kraków 1995, s. 50). Nie wyja¶nia tylko nigdzie, co ten absolutnie
polski Polak szuka³ w Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy i jak zawêdrowa³
na sam jej wierzcho³ek z t± sw± rzekom± dum± z polskiej to¿samo¶ci (tam¿e, s.
50). Przypomnijmy, ¿e Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy konsekwentnie
d±¿y³a do rozbicia Polski, oderwania wielkiej czê¶ci jej ziem i przy³±czenia do
ju¿ rusyfikowanej skrajnym sowieckim terrorem wschodniej Ukrainy. Dodajmy, ¿e
wed³ug ksi±¿ki H. Piecucha: Akcje specjalne (Warszawa 1996, s. 76), ten
absolutnie polski Polak Ozjasz Szechter by³ starym, wypróbowanym agentem Moskwy
w Polsce. I wchodzi³ wraz z Brystygierow±, Bermanem, Chajnem, Groszem, Kasmanem
i innymi w sk³ad wydzielonej komórki, bezpo¶rednio podporz±dkowanej Moskwie.
Komuni¶ci - konfidenciWed³ug najlepszego jak dot±d opracowania dziejów
przedwojennych komunistów pióra Jana Alfreda Regu³y (Mitzenmachera), Szechter,
bardzo znany dzia³acz KPZU, zosta³ aresztowany wraz z grup± innych dzia³aczy
KPZU jesieni± 1930 r. Jak pisze Regu³a: Oskar¿eni sypali innych towarzyszy
partyjnych (...) przodowali w tym komuni¶ci, zajmuj±cy stanowiska kierownicze
(...) okaza³o siê, ¿e ci bohaterowie byli skoñczonymi tchórzami (J.A. Regu³a:
Historia Komunistycznej Partii Polski, Warszawa 1934, s. 243). Michnik w
wywiadzie z Danielem Cohn Benditem stwierdzi³: Mój ojciec byl bardzo znanym
dzia³aczem komunistycznej partii przed wojn±, siedzia³ osiem lat w wiêzieniu. Po
wojnie nie odgrywa³ ¿adnej roli. Nie odgrywa³, bo nie chcia³ jej odgrywaæ (cyt.
za: L. ¯ebrowski: Paszkwil „ Wyborczej", Warszawa 1995, s. 35). Zdaniem
¯ebrowskiego (op. cit., s. 35): Bardziej prawdopodobne jest jednak to, i¿ z
powodu zasz³o¶ci nie powierzono mu wysokich funkcji partyjnych.Wed³ug Adama
Michnika kapo wojnie jego ojciec rzekomo ju¿ nie wierzy³ w komunizm, doskonale
wiedzia³, ¿e ca³y realny socjalizm to wielkie ¶wiñstwo i paskudztwo (op. cit.,
s. 53). A nawet wed³ug zwierzeñ Michnika o ojcu: Mia³ on pogl±dy straszliwie
antyre¿imowe, antysowieckie, a w zwi±zku z tym antykomunistyczne (wed³ug:
Polityka Polska, grudzieñ 1990, s. 34). I ten wielki antykomunista Ozjasz
Szechter, który uwa¿a³ realny socjalizm za wielkie ¶wiñstwo, po wojnie jednak
wst±pi³ do PZPR. Gdy ksi±dz Tischner zdziwiony zapyta³ Michnika o to: Zapisa³
siê, chocia¿ nie wierzy³? Michnik odpowiednio „wyja¶ni³": Absolutnie nie
wierzy³, ale potem to sobie racjonalizowa³. Skoro nic siê nie da poradziæ na
sowieck± przemoc... (Miêdzy Panem... op. cit., s. 51). Ze zwierzeñ Michnika w
Polityce Polskiej dowiadujemy siê równie¿, ¿e od ojca ju¿ w pierwszych rozmowach
otrzyma³ niezwykle mocny zastrzyk my¶lenia antyre¿imowego. By³ to rzeczywi¶cie
„mocny" zastrzyk, je¶li nie przeszkodzi³ Michnikowi ju¿ w m³odo¶ci w
dzia³aniu przez lata w komunistycznym „czerwonym harcerstwie" walterowców,
a jeszcze podczas swego procesu w 1969 r. w gromkich zapewnieniach, ¿e jest
komunist±! Brat - morderca s±dowy W "Miêdzy panem a plebanem" (op. cit., s. 50)
znajdujemy kolejne ³garstwo Michnika o ojcu: "Przez wszystkie lata bardzo
konsekwentnie unika³ peerelowskiej kariery". Jak wiêc wyt³umaczyæ piastowanie
przez Ozjasza Szechtera w czasach stalinowskich stanowiska zastêpcy redaktora
naczelnego skrajnie serwilistycznego organu zwi±zków zawodowych - "G³osu Pracy"
(od 1 stycznia 1951 r. do 11 marca 1953 r.). Ciekawe, ¿e szefem Szechtera w tej
gazecie kad³ubowych zwi±zków zawodowych by³ Boles³aw Gebert, ojciec obecnego
podw³adnego Michnika - Dawida Warszawskiego (Geberta). Wp³yw wychowawczy
"wielkiego antykomunisty" Ozjasza Szechtera jako¶ nie zaszkodzi³ w PRL-owskiej
karierze starszego brata Adama - mordercy s±dowego Stefana Michnika. Nale¿y on
do grupy stalinowskich katów, którzy winni odpowiadaæ przed s±dem
Rzeczypospolitej za zbrodnie przeciwko Narodowi Polskiemu. Prezes S±du
Najwy¿szego Adam Strzembosz pisa³ na ³amach "Rzeczpospolitej" (z 18 marca 1996
r.) o kapitanie Stefanie Michniku jako cz³onku jednej z dwóch grup sêdziów
najbardziej odpowiedzialnych za mordercze wyroki. By³ on bowiem cz³onkiem grupy
sêdziów, którzy orzekali wyroki ¶mierci w sprawach, w których dosz³o póŒniej do
pe³nej po¶miertnej rehabilitacji osób skazanych na ¶mieræ. Jeszcze jako m³ody
podporucznik Stefan Michnik zosta³ dopuszczony do s±dzenia spraw oficerów du¿o
wy¿szych od niego stopniem. Niejednokrotnie wchodzi³ do sk³adów sêdziowskich w
warszawskim Wojskowym S±dzie Rejonowym, który mia³ najwiêcej spraw "ciê¿kiego
kalibru" o wielkim politycznym znaczeniu, oczywi¶cie spraw ca³kowicie
sfabrykowanych. Wyrokowa³ w tzw. sprawach tatarowskich. Stefan Michnik nie
zawiód³ pok³adanego w nim zaufania. S±dzi³ tak, jak od niego oczekiwano,
nieuczciwie i bezwzglêdnie, wydaj±c surowe wyroki, w tym wyroki ¶mierci na osoby
ca³kowicie niewinne. I zosta³ za to dobrze wynagrodzony, awansuj±c w 1956 r. w
wieku zaledwie 27 lat do stopnia kapitana. Jako podporucznik by³ sêdzi±
wydaj±cym wyroki w sfabrykowanych procesach majora Zefiryna Machalli, pu³kownika
Maksymiliana Chojeckiego, majora Jerzego Lewandowskiego, pu³kownika Stanis³awa
Weckiego, majora Zenona Tarasiewicza, pu³kownika Romualda Sidorskiego,
podpu³kownika Aleksandra Kowalskiego (por. "Dokumenty. Mieczys³aw Szerer.
Komisja do badania odpowiedzialno¶ci za ³amanie praworz±dno¶ci 10 czerwca 1957",
paryskie "Zeszyty Historyczne", 1979, nr 49, s. 156-157, i J. Poksiñski, My
sêdziowie, nie od Boga..., Warszawa 1996, s. 276). Wyda³ w tych procesach
surowe wyroki, w tym kilka wyroków ¶mierci. By³ sêdzi± miêdzy innymi w
procesach:majora Zefiryna Machalli (wyrok ¶mierci, po¶miertnie rehabilitowany)
· pu³kownika Maksymiliana Chojeckiego (niewykonany wyrok ¶mierci)
· majora Jerzego Lewandowskiego (niewykonany wyrok ¶mierci) ·
pu³kownika Stanis³awa Weckiego wyk³adowcy Akademii Sztabu Generalnego (13 lat
wiêzienia, zmar³ torturowany, po¶miertnie zrehabilitowany) · majora
Zenona Tarasiewicza · pu³kownika Romualda Sidorskiego redaktora
naczelnego Przegl±du Kwatermistrzowskiego (12 lat wiêzienia, zmar³ wskutek z³ego
stanu zdrowia, po¶miertnie zrehabilitowany) · podpu³kownika Aleksandra
Kowalskiego · majora Karola Sêki, artylerzysty spod Radomia,
przedwojennego oficera, potem oficera Narodowych Si³ Zbrojnych (wyrok ¶mierci,
stracony w 1952 roku) 10 stycznia 1952 r. stracono w wieku 37 lat skazanego na
¶mieræ przez Michnika majora Zefiryna Machallê (zosta³ zrehabilitowany
po¶miertnie 4 maja 1956 r.). Stefan Michnik wyda³ wyroki ¶mierci równie¿ na
by³ego polskiego attaché wojskowego w Londynie, pu³kownika M. Chojeckiego i na
majora J. Lewandowskiego. Ci mieli wiêcej szczê¶cia, wyroku nie wykonano. W
przypadku p³k. Chojeckiego zadecydowa³o to, ¿e wiceminister MBP Romkowski chcia³
wykorzystaæ Chojeckiego jako ¶wiadka w innym procesie. Dziêki temu Chojecki
do¿y³ 1956 r., a 28 marca 1956 r. jego sprawa zosta³a umorzona z powodu
ca³kowitego braku dowodów winy. 8 grudnia 1954 r. zmar³, nieca³y miesi±c po
udzieleniu mu przerwy w odbywaniu kary wiêzienia, skazany przez Michnika na 13
lat wiêzienia p³k Stanis³aw Wecki, by³y wyk³adowca Akademii Sztabu Generalnego,
przez dwa lata wiêzienia torturowany, po¶miertnie uniewinniony (por. J.
Poksiñski, TUN, Warszawa 1992 r.). Ciê¿kie przej¶cia wiêzienne przyspieszy³y
¶mieræ innego skazanego przez Michnika (na 12 lat wiêzienia) p³k. Romualda
Sidorskiego, by³ego naczelnego redaktora "Przegl±du Kwatermistrzowskiego". W
marcu 1955 r. ze wzglêdu na bardzo z³y stan zdrowia udzielono mu przerwy w
odbywaniu kary; zmar³ wkrótce. Zosta³ po¶miertnie zrehabilitowany 25 kwietnia
1956 r. Wyroki ¶mierci w g³o¶nych sprawach wysokich oficerów z grupy genera³a
Tatara wcale nie by³y jedynymi wyrokami ¶mierci, które orzek³ Stefan Michnik.
Tylko ¿e te inne wyroki - w sprawach oficerów podziemia niepodleg³o¶ciowego, s±
du¿o mniej znane. Tak jak podpisany przez Stefana Michnika wyrok ¶mierci na
majora Karola Sêka, który mia³em mo¿liwo¶æ ogl±daæ w listopadzie 1994 r. na
wystawie na UMCS w Lublinie, uczestnicz±c tam w panelu na temat "¯o³nierzy
wyklêtych" (tj. ¿o³nierzy polskiego niepodleg³o¶ciowego podziemia po 1944 r.).
Major Karol Sêk, artylerzysta spod Radomia, przedwojenny oficer, potem oficer
Narodowych Si³ Zbrojnych, zosta³ stracony z wyroku sêdziego wojskowego Stefana
Michnika w 1952 r. Stefan Michnik "niewiele rozumia³, ale podpisywa³ wyroki
¶mierci i czuwa³ nad ich wykonaniem". A by³y to wyroki godz±ce w najlepszych
polskich patriotów. Tak jak w przypadku kierowanego przez Stefana Michnika
wykonania wyroku ¶mierci na wspania³ym polskim patriocie Andrzeju Czaykowskim,
cichociemnym, powstañcu warszawskim, zastêpcy dowódcy po³±czonych baonów
"Oaza-Ry¶" na Mokotowie i Czerniakowie. Odznaczonym za bohaterstwo w walce z
Niemcami Krzy¿em Virtuti Militari. Zamordowano go na Mokotowie 10 paŒdziernika
1953 r. pod nadzorem porucznika Stefana Michnika (por. opis tej tragedii pióra
P. Jakuckiego, "Zamordowany za patriotyzm", "Gazeta Polska", 20 paŒdziernika
1994 r.). Hañba domowa My¶lê, ¿e sprawa brata - stalinowskiego zbrodniarza,
stanowi jeden z kluczy, wyja¶niaj±cych ci±g³y flirt Adama Michnika z komunistami
po czerwcu 1989 r. Chodzi³o o ³±cz±cy go z nimi równie g³êboki strach przed
rozliczeniami i pe³nym pokazaniem "hañby domowej" czy "hañby rodzinnej". Maj±c
stalinowskiego kata w rodzinie, Michnik robi³ wszystko, aby nie dosz³o do
prawdziwych rozliczeñ ze zbrodniami komunizmu, opublikowania ksi±g hañby, bo
uzna³ to za niezwykle groŒne dla w³asnej legendy. Przypomnê tu, ¿e Adam Michnik
usprawiedliwia³ wyroki wydawane przez swego brata (nigdzie nie podaj±c jednak,
¿e chodzi³o o wyrok ¶mierci) tym, ¿e: "Kiedy zapada³y najgorsze wyroki, Stefan
by³ dwudziestoparoletnim cz³owiekiem, który niewiele rozumia³ z tego, co siê
dzia³o" ("Miêdzy panem...", s. 48). Wyja¶nijmy wiêc, ¿e m³ody porucznik Stefan
Michnik gor±czkowo rwa³ siê do s±dzenia w sfabrykowanych procesach wojskowych
nad du¿o wy¿szymi od niego stopniem majorami czy pu³kownikami, bo widzia³ w tym
szansê b³yskawicznego przyspieszenia swojej kariery. I rzeczywi¶cie uleg³a ona
radykalnemu przyspieszeniu - ju¿ w wieku 27 lat awansowa³ na kapitana. Przy
obrazie rodowodu Adama Michnika warto wspomnieæ równie¿ o roli jego matki,
zaanga¿owanej komunistki sprzed wojny - Heleny Michnik. Po wojnie ws³awi³a siê
g³ównie dogmatycznymi podrêcznikami, zalecaj±cymi m.in. jak najskuteczniej
walczyæ z religi± katolick±. Oto przyk³adowy fragment jej zaleceñ zamieszczony w
"Komentarzu metodycznym dla klasy IX ogólnokszta³c±cej szko³y korespondencyjnej
stopnia licealnego" do podrêczników: E. Kosiñski "Historia wieków ¶rednich",
A.W. Jefimow "Historia nowo¿ytna", S. Missalowa i J. Schoenbrenner "Historia
Polski", Warszawa 1953 r.: "(...) Nie wystarczy np. powiedzieæ, ¿e Ko¶ció³ by³
g³ówn± podpor± feudalizmu, lecz trzeba to udowodniæ. Udowadniaæ bêdziecie w ten
sposób: Ko¶ció³ by³ g³ówn± podpor± feudalizmu, poniewa¿: 1) g³osi³, ¿e w³adza
królewska pochodzi od Boga, a wiêc poddanym nie wolno siê buntowaæ; 2) g³osi³
wieczno¶æ feudalizmu i zasady nierówno¶ci spo³ecznej; 3) stosowa³ kl±twê
ko¶cieln± i kara³ wszystkich wystêpuj±cych przeciwko nierówno¶ci spo³ecznej; 4)
urz±dza³ krucjaty przeciwko ruchom ludowym, np. przeciwko albigensom we Francji,
husytom w Czechach itd.; 5) zwalcza³ postêpow± naukê, gdy¿ podwa¿a³a ona
panuj±cy ustrój (np. potêpienie nauki Kopernika, Galileusza itd.); 6) przez
has³o 'b³ogos³awieni maluczcy duchem' utrwala³ ciemnotê i zacofanie mas
ludowych; 7) g³osz±c, ¿e ci, którzy cierpi± na tym ¶wiecie, bêd± zbawieni po
¶mierci, rozbraja³ rewolucyjn± walkê mas ludowych" itd. Adam Michnik twierdzi³,
¿e jego matka wywodzi³a siê z "ca³kowicie spolonizowanej ¿ydowskiej rodziny",
pisa³ o jej "ca³kowitej identyfikacji z polsko¶ci±" ("Miêdzy panem...", s.
46-47). Nie wyja¶ni³ tylko, jak pod opiek± takich patriotycznych rodziców -
ojca jakoby absolutnie "polskiego Polaka" i matki "ca³kowicie identyfikuj±cej
siê z polsko¶ci±" - on sam ju¿ w m³odo¶ci sta³ siê narodowym nihilist± ("Miêdzy
panem...", s. 91). Pisa³ sam o sobie, ¿e by³ narodowym nihilist± i rzekomo
przesta³ nim byæ po marcu 1968 r. Komunistycznemu rodowodowi Michnika
towarzyszy³y odpowiednie splendory - wielkie, eleganckie mieszkanie w gêsto
obsadzonej przez zaufanych towarzyszy z partyjnej i bezpieczniackiej elity Alei
Przyjació³ w Warszawie, dok³adnie w tym samym domu, w którym mieszka³ by³y
stalinowski minister bezpieczeñstwa Stanis³aw Radkiewicz (por. "Wprost", 22
listopada 1991 r.). Adam Michnik „Euro³garz"W maju 1995 roku dosz³o do
otwartego, bezpo¶redniego starcia Adama Michnika z przedstawicielami ¶l±skich
górników. Michnik przyby³ wówczas, by zeznawaæ w obronie by³ego szefa MSW - gen.
Czes³awa Kiszczaka, oskar¿onego o przyczynienie siê do ¶mierci 9 górników z
kopalni „Wujek" i zranienie 25 górników z kopalni „Manifest
Lipcowy". Widz±c Michnika przyjacielsko witaj±cego siê z Kiszczakiem, zwi±zkowcy
¶l±skiej „Solidarno¶ci" zapytali go jak mo¿e podawaæ rêkê mordercy
górników z „ Wujka"? Górników, którzy strajkowali po to, by wypuszczono
internowanych w stanie wojennym, takich jak Michnik. I dodali: Mamy prawo
s±dziæ, ¿e jest pan kupiony. Pó³tora roku póŒniej w Gazecie Wyborczej z 17 XII
1996 r. Michnik gwa³townie zaatakowa³ o¶wiadczenie Komisji Krajowej
„Solidarno¶ci", domagaj±cej siê, by wreszcie sta³o siê zado¶æ tak d³ugo
oczekiwanej sprawiedliwo¶ci w sprawie zamordowania górników z kopalni
„Wujek". Dla Michnika ¿±danie Nadzwyczajnego Trybuna³u rozliczenia stanu
wojennego jest czym¶ wyj±tkowo niegodziwym, jest drwieniem z cierpieñ tych,
którzy zginêli. Za to nie jest dla niego drwieniem dotychczasowa parodia wymiaru
sprawiedliwo¶ci i bezkarno¶æ zbrodniarzy, odpowiedzialnych za ¶mieræ górników z
„Wujka" i jak¿e wiele innych PRL-owskich zbrodni. Jak zrozumieæ ten tak
nikczemny komentarz cz³owieka, który kiedy¶ by³ jednym z idoli dla wielu osób ze
¶rodowisk „Solidarno¶ci"? Prezentowany ni¿ej tekst jest prób± pokazania
uwarunkowañ, które wp³ynê³y na tak± postawê Michnika, prawdziwego homo
sovieticus, który nigdy faktycznie nie wyzwoli³ siê spod ducha skrajnej
komunistycznej nietolerancji wobec wszystkich inaczej my¶l±cych.Niewiele osób w
Polsce mo¿e siê „poszczyciæ" takim, jak Michnik zafa³szowaniem swego
¿yciorysu, równie starannym przemilczaniem rzeczy wstydliwych i eksponowaniem
„blasków". Czy¿ mo¿na siê jednak temu dziwiæ w przypadku osoby przez ponad
osiem i pó³ roku kieruj±cej najpotê¿niejsz± trybun± prasow±, jak± jest GW i
korzystaj±cej z ci±g³ej reklamy, robionej mu przez wdziêcznych podw³adnych?
Dziennikarka Irena Lasota, niegdy¶ bardzo bojowa towarzyszka Michnika w ruchu
marcowym 1968 roku, w listopadzie 1991 r. w obszernym, udokumentowanym artykule
wyrazi³a ca³e swe obrzydzenie nieustaj±cym reklamowaniem Michnika na ³amach jego
w³asnej gazety (I. Lasota: Niewidzialny redaktor, Tygodnik Solidarno¶æ l XI 1991
r.). Niewiele siê odt±d zmieni³o. Uznany w swoim czasie przez ¯ydów
amerykañskich za „¯yda roku" i super-Europejczyka przez polskie lobby
filosemickie, Michnik wci±¿ cieszy siê wyj±tkow± klak± w najbardziej wp³ywowych
mediach. By przypomnieæ choæby seriê o¶miu czy dziewiêciu audycji telewizyjnych
Jerzego Markuszewskiego, puszczanych wieczorami ku skrajnemu zanudzeniu
telewidzów. Sam Michnik doszed³ wrêcz do krañców pró¿no¶ci i samouwielbienia, i
potrafi ju¿ tylko zapewniaæ, i¿ nie ma cienia w±tpliwo¶ci, ¿e Jezus go umi³owa³
(GW24-26 XII 1994 r.).Pochodzê z ¿ydokomunyŠrodowisko G W od lat z niezwyk³±
zaciêto¶ci± zwalcza wszelkie przejawy stosowania pojêcia „¿ydokomuna",
piêtnuj±c je jako przejaw antysemityzmu. Có¿, komunizm sta³ siê rzecz± bardzo
wstydliw± i teraz ju¿ nikt nie chce siê do niego przyznaæ ani Jaruzelski, ani
Kwa¶niewski czy Rakowski. Bardzo wstydliwe sta³o siê te¿ pojêcie ¿ydokomuny. Tym
ciekawsze na tym tle mo¿e byæ wiêc przypomnienie wypowiedzi Michnika z 1988
roku, a wiêc jeszcze przed ¶wiatowym za³amaniem siê komunizmu. W nowej sytuacji
Michnik potrafi³ jeszcze szczerze wyznawaæ w katolickim pi¶mie Pow¶ci±gliwo¶æ i
Praca (nr 6, 1988 r.): (...) Jak na pewno wiecie, ¶rodowiskiem, z którego
pochodzê, jest liberalna ¿ydokomuna. To jest ¿ydokomuna w sensie ¶cis³ym, bo moi
rodzice wywodzili siê ze ¶rodowisk ¿ydowskich i byli przed wojn± komunistami.
Byæ komunist± znaczy³o wtedy co¶ wiêcej ni¿ przynale¿no¶æ do partii to oznacza³o
przynale¿no¶æ do pewnego jêzyka, do pewnej kultury, fobii, namiêtno¶ci.
Niejednokrotnie spieraj±c siê z moimi kolegami, którzy wywodzili siê z podobnego
¶rodowiska w³a¶nie w kontek¶cie dyskusji o mojej ksi±¿ce — mówi³em im:
zastanówcie siê, jak trudno jest wam wzi±æ siê za ³eb z syndromem ¿ydokomuny l
Dlaczego? Dlatego, ¿e widzicie nie tylko paskudztwo jego skutków, ale te¿
wszystkie ¿eby tak rzec realne warto¶ci motywacyjne, które niesie: nadziejê na
sprawiedliwo¶æ spo³eczn±, przekonanie d³u¿ników, ¿e trzeba siê anga¿owaæ po to,
aby zmieniaæ ¶wiat i czyniæ go lepszym... Do tego wszystkiego jeste¶cie
przywi±zani i nie godzicie siê na zniszczenie ca³ej tej tradycji en
bloc(...).Trzeba przyznaæ, ¿e w tym cytacie Michnik jawi³ siê ju¿ jako kto¶
znacz±co wyprzedzaj±cy my¶lowo swoje ¶rodowisko, ci±gle jeszcze (w 1988 roku!)
przekonane o warto¶ci tradycji ¿ydokomuny i jej broni±ce. I dopiero Michnik
musia³ je przekonywaæ o tym, ¿e tradycja ta jest bardzo niewygodna i konieczna
do odciêcia. Oczywi¶cie do odciêcia tylko s³ownego, na pokaz, bo sam komunizm
pozosta³ dla Michnika czym¶, co dalej jak¿e uparcie lubi idealizowaæ. Z jakim¿
rozczuleniem wspomina³ w pocz±tkach 1992 roku w rozmowie z genera³em
Jaruzelskim, fa³szywie generalizuj±c: Naj¶wiatlejsze umys³y na Zachodzie
popiera³y komunizm (G W25-26 IV 1992 r.).Fa³szywie generalizuj±c, bo mo¿na
wyliczyæ ca³y szereg naj¶wiatlejszych umys³ów na Zachodzie od Camusa po Orwella,
Dos Passosa i Steinbecka, które nie tylko, ¿e nie popiera³y komunizmu, ale go
gor±co zwalcza³y. Nie mówi±c o traktuj±cych komunizm z odraz± naj¶wiatlejszych
umys³ach na Wschodzie od Pasternaka, Bu³hakowa i So³¿enicyna, poprzez
Tatarkiewicza i Herberta po Kodalya.Komunistyczna zaprawa w m³odo¶ciW kierowanym
przez Kuronia „czerwonym harcerstwie" m³ody Michnik prze¿ywa³ nastrój
komsomolskich idealistów. Wspomina³ jeszcze w 1984 roku: Bez sentymentu nie
umiem my¶leæ o tej gromadce ch³opców i dziewcz±t, która latem 1958 roku w
czerwonych chustach nawiedza³a ch³opskie zagrody, ¶piewaj±c piosenki po rosyjsku
i ¿ydowsku. Ksi±dz Tischner, komentuj±c wspomnienie Michnika, zauwa¿y³: Jestem
trochê zdziwiony. Kiedy wyobra¿am sobie to lato 1958 roku i tych biednych
ch³opów, którzy dopiero co odzyskali ziemiê, dopiero siê podnie¶li, bo jeszcze
dwa lata wcze¶niej byli zrównani z ziemi±, i pewnie po prostu bali siê przegnaæ
was kijami, to mam uczucie mieszane (Miêdzy Panem..., op. cit., s. 56). Michnik
t³umaczy siê w odpowiedzi: Ale¿ ja o tym piszê. Czytaj dalej „By³o w tym
bezczelne wyzwanie, rzucone potocznej ¶wiadomo¶ci, by³o te¿ g³êbokie
niezrozumienie pokaleczonej narodowej pamiêci"... Tylko, ¿e my tego wówczas nie
rozumieli¶my(...).Pod bokiem czerwonego inkwizytoraPo kilku latach
„czerwonego harcerstwa" Michnik prze¿ywa kolejny etap wtajemniczenia w
politykê, tym razem w rozkrêcanym pod patronatem dawnego stalinowskiego
inkwizytora nauki Adama Schaffa Klubie Poszukiwaczy Sprzeczno¶ci przy sto³ecznym
ZMS. Klub skupi³ dzieci ró¿nych komunistycznych prominentów, miêdzy innymi syna
ówczesnego I sekretarza KW PZPR Andrzeja Titkowa. Klub w koñcu zosta³
rozwi±zany, ale Michnik ju¿ coraz ambitniej przechodzi do pierwszego szeregu
„intemacjonalistycznego" nurtu studentów UW. Nurtu, który krytykuje ró¿ne
oficjalne rozwi±zania z pozycji trockistowskich (popularyzuj±c g³ównie
trockistowski List otwarty Kuronia i Modzelewskiego).Komunistyczna Polska to
moja PolskaW rozmowie z Danielem Cohn Benditem w czerwcu 1988 Michnik
stwierdzi³: Nie bêdê ukrywa³, ¿e co¶ mieli¶my wspólnego z trockizmem. I dodawa³:
Nale¿a³em do komunistów w sze¶ædziesi±tych latach. Uwa¿a³em, ¿e komunistyczna
Polska to moja Polska (por. L. ¯ebrowski: op. cit., ss. 25, 26). Jeszcze w 1995
roku przyznawa³ w rozmowie z ksiêdzem Tischnerem: "Normalny cz³owiek z
normalnego domu kiedy koñczy³ szko³±, wiedzia³, ¿e ci rz±dz±cy komuni¶ci to s±
oprawcy, zbrodniarze, ¿e mog± zabiæ, z³amaæ ¿ycie. To rodzi³o strach. Ja
uwa¿a³em, ¿e komuni¶ci wprawdzie pope³niaj± pewne b³êdy ideologiczne, bo nie
do¶æ uwa¿nie przeczytali Marksa oraz Lenina, ale, ¿e to da siê naprostowaæ.
Wystarczy ich trochê o¶wieciæ, przekonaæ, zmusiæ do czytania (...) (Miêdzy
Panem..., op. cit., s. 91).Przeciw Narodom i Ko¶cio³owiOd przewa¿aj±cej
wiêkszo¶ci Polaków ró¿ni³a Michnika i jego otoczenie równie¿ skrajna, absolutna
niechêæ do patriotyzmu i Ko¶cio³a katolickiego. Mówienie o narodzie i polsko¶ci
by³o dla Michnika czym¶ jak mówienie do ¶lepego o kolorach. Bardzo wymowna pod
tym wzglêdem by³a jego reakcja na stanowcze potêpienie przez Prymasa Tysi±clecia
Stefana Wyszyñskiego w styczniu 1963 roku nihilistyczno-kolaboranckiego artyku³u
Stanis³awa Stommy. Przedstawi³ on na ³amach TP Powstanie Styczniowe i inne
powstania polskie jako niepotrzebne i chore wytwory polskich kompleksów
antyrosyjskich. Oburzony Prymas Polski powiedzia³ we wspania³ym kazaniu 27
stycznia 1963 roku, ¿e nie chodzi³o w tych powstaniach ¿aden narodowy kompleks,
ale o niezbywalne prawa Narodu do wolno¶ci samostanowienia o sobie. Michnik
dos³ownie niczego z tego nie zrozumia³. Przyznawa³ w ksi±¿ce Miêdzy Panem a
Plebanem (s. 168): Nikt z nas nie potrafi³ wówczas zrozumieæ, co siê Prymasowi
sta³o. Wyszyñski mia³ jednak lepsz± intuicjê ni¿ warszawscy inteligenci. Czu³
ju¿, ¿e rodzi siê jaka¶ nowa to¿samo¶æ, ¿e s³owo „naród" odzyskuje swoje
miejsce w politycznym my¶leniu Polaków. Jak widaæ Michnik dalej niewiele rozumie
z postawy Prymasa Tysi±clecia. W rzeczywisto¶ci kardyna³ Wyszyñski nie musia³
siê bowiem wcale przystosowywaæ do nowej sytuacji, bo zawsze g³êboko odczuwa³
takie s³owa, jak Polska i Naród w przeciwieñstwie do antynarodowych
„michnikowców". Wszak pierwszy powiedzia³, na dwadzie¶cia lat przed s³ynn±
pie¶ni± Pietrzaka ¯eby Polska... - w kazaniu na Jasnej Górze w czerwcu 1958
roku: Aby Polska Polsk± by³a! Aby w Polsce po polsku siê my¶la³o.Có¿ z tego móg³
poj±æ Michnik, który w rzeczywisto¶ci nigdy nie przesta³ byæ narodowym nihilist±
(przynajmniej w odniesieniu do historii Polski), w ostatnich latach wrêcz
wyspecjalizowanym w zagranicznych donosach na Polskê. Nie móg³ poj±æ polsko¶ci
cz³owiek wychowany od kolebki na luksemburgizmie (vide obrona przez Michnika pod
pseudonimem A. Zagozda pogl±dów Ró¿y Luksemburg na ³amach Wiêzi w 1975 r., nr
9).Szczególnie skrajne by³o zacietrzewienie Michnika i jego ¶rodowiska przeciw
Ko¶cio³owi katolickiemu i kardyna³owi Wyszyñskiemu. Przedstawiali go jako
skrajnego wstecznika i popierali ideologiczn± wojnê PZPR przeciw Ko¶cio³owi.
Tak¿e i w najostrzejszym punkcie tej wojny po og³oszeniu Listu biskupów w 1965
roku. Michnik ws³awi³ siê wówczas gwa³townym atakiem na kardyna³a Wyszyñskiego
na ³amach Argumentów, atakiem odzwierciedlaj±cym, jak przyznawa³ po latach,
g³êbiê my¶li kompletnego troglodyty (Miêdzy Panem..., op. cit., s. 73). Ju¿ w
1977 roku „samokrytycznie" ocenia³ w wydanej w Pary¿u ksi±¿ce Ko¶ció³,
lewica, dialog (s. 61) swój udzia³ w potêpianiu listu biskupów polskich z 1965
roku: (...) w tym nieprzyzwoitym spektaklu sam wzi±³em udzia³ i na samo
wspomnienie rumieniê siê ze wstydu. Wstydzê siê swojej g³upoty (...). W innych
czê¶ciach tej ksi±¿ki (s. 31 i 139) Michnik tak pisa³ o swoim ¶rodowisku lewicy
laickiej: (...) Popierali¶my politykê represji, czêsto okrutnych, widz±c w niej
drog± do „ nowego wspania³ego ¶wiata ", oskar¿ali¶my Ko¶ció³ o reakcyjno¶æ
i wszystkie inne grzechy g³ówne, nie bacz±c na to, ¿e w atmosferze totalitarnego
zniewolenia Ko¶ció³ broni³ prawdy, godno¶ci i wolno¶ci cz³owieka (...).
Tradycyjnie przywykli¶my s±dziæ, ¿e religijno¶æ i Ko¶ció³ to synonimy
wstecznictwa i têpego Ciemnogrodu. Z tej perspektywy wzrost indyferentyzmu
religijnego traktowany by³ przez nas jako naturalny sojusznik umys³owego i
moralnego postêpu. Pogl±d taki sam by³em jego wyznawc± uwa¿am za fa³szywy (...).
Warto uwa¿nie przeczytaæ tê „samokrytykê" Michnika, gdy¿ ca³a linia GW w
sprawach religii i Ko¶cio³a od 1989 roku by³a i jest faktycznym bardzo zrêcznym
rozwiniêciem tej samej postawy antyko¶cielnej, za któr± tak siê kaja³ na pokaz w
powy¿szej wypowiedzi. Faktem jest, ¿e w po³owie lat sze¶ædziesi±tych Michnik
jeszcze nawet nie próbowa³ ukrywaæ tego, i¿ uwa¿a, ¿e wszystko, co pochodzi od
episkopatu katolickiego, jest reakcyjne, nacjonalistyczne i perfidne (jak
przypomnia³ w interesuj±cym szkicu o Michniku Adam Krzemiñski na ³amach Polityki
z 18 maja 1989 roku).Oderwanie Michnika i jego ¶rodowiska od przewa¿aj±cej
czê¶ci polskiego spo³eczeñstwa przynios³o fatalne skutki w 1968 roku.
„Michnikowcy" dali siê wówczas wci±gn±æ w perfidn± pu³apkê
„moczarowców" i nie¶wiadomie u³atwili ich grê dla umocnienia polityki
„twardej rêki" w Polsce. Najgorsze skutki przyniós³ fakt, ¿e pochodz±cy z
prominenckich rodzin „michnikowcy" nie umie¶cili w swym programie z 1968
r. ¿adnych postulatów gospodarczych i spo³ecznych, które by mog³y rzeczywi¶cie
poci±gn±æ polskie spo³eczeñstwo, zmêczone wyrzeczeniami okresu póŒnego Gomu³ki
(na zaledwie dwa lata przed wybuchem spo³ecznym na Wybrze¿u!). Tragicznie
rozbity ruch studencki „owocowa³" represjami, w tym pierwszym paroletnim
wiêzieniem Michnika.Z daleka od Radomia i UrsusaWydarzenia 1976 roku, czas
Radomia i Ursusa, Michnik spêdza daleko od Polski. Przebywa rok we Francji na
zaproszenie Jeana Paula Sartre'a, akurat wówczas prze¿ywaj±cego jeden z
najbardziej fanatycznych okresów ultralewicowo¶ci. Michnik jest wielokrotnym
go¶ciem paryskiej Kultury, s³ynnego Maisons Laffitte, poznaje ogromn± liczbê
ludzi, zdobywa znajomo¶ci, które oka¿± siê póŒniej wprost bezcenne dla
nag³a¶niania poza Polsk± ludzi zwi±zanych z opozycj± z tzw. lewicy laickiej.
Wiele podró¿uje. Zygmunt Hertz w li¶cie do Mi³osza z 30 XI 1976 r. wspomina, ¿e
Michnik w³a¶nie narozrabia³ jak pijany zaj±c we W³oszech, i podziwia jego
rozmach.Po powrocie do Polski Michnik odgrywa znacz±c± rolê w o¿ywieniu
zwi±zanego z KORem ruchu prasowego i ksi±¿kowego (NOWA), wyk³adach Lataj±cego
Uniwersytetu, ale tak¿e i w nasileniu konfliktu ze ¶rodowiskami
niepodleg³o¶ciowymi (grup± G³osu etc.). W tym czasie Michnik bardzo mocno
deklaruje chêæ dialogu z Ko¶cio³em katolickim w Polsce, jego wydana w 1977 roku
w Pary¿u ksi±¿ka Ko¶ció³, lewica, dialog przynosi tony pe³nego pokory
samobiczowania za dawny antyklerykalizm w³asny i swojego ¶rodowiska. Sw±
samokrytyczn± ekspiacj± Michnik umie utorowaæ sobie drogê do licznych ¶rodowisk
katolickich. Nie zdaj± one sobie bowiem sprawy, ¿e chodzi wy³±cznie o manewr
taktyczny, by zyskaæ poparcie Ko¶cio³a dla ci±gle jeszcze czuj±cych sw± s³abo¶æ
„Europejczyków" z opozycji.Na uboczu (1980-1981)Wbrew upowszechnianym
czêsto na Zachodzie legendom roli Michnika jako jednego z „bohaterów"
„Solidarno¶ci" w latach 1980-1981, faktycznie odegra³ niewielk± rolê w
ci±gu 16 posierpniowych miesiêcy. Same wydarzenia sierpniowe ca³kowicie go
zaskoczy³y. Akurat wyjecha³ w góry, by pisaæ esej o taktyce opozycji, gdy dosz³o
do wybuchu strajków.Napisany w tej sytuacji tekst nadawa³ siê tylko na papier
toaletowy. Zaniepokojony wraz z Kuroniem awanturnicz± i nieodpowiedzialn±, jak
im siê wtedy wydawa³o, ide± niezale¿nych i samorz±dnych zwi±zków zawodowych,
któr± wysuniêto w Gdañsku, mia³ zamiar pojechaæ do stoczni i wyt³umaczyæ
robotnikom, by siê nie upierali przy takim ¿±daniu. Zanim zd±¿y³ dotrzeæ do
Gdañska, zosta³ aresztowany (por.: A. Krzemiñski: Zadra, Polityka 20 V 1989 r.).
W 1981 roku postawi³ na „z³ego konia" Andrzeja Gwiazdê, w opozycji do
Wa³êsy, i zosta³ faktycznie zepchniêty na margines wydarzeñ. Nie wybrano go do
¿adnych w³adz „Solidarno¶ci". Raz tylko przelotnie zyska³ szerszy poklask
po b³yskotliwym spacyfikowaniu zaj¶æ przed posterunkiem milicji w Otwocku. Z
dzisiejszej perspektywy wrêcz szokuj±cy mo¿e wydawaæ siê fakt, ¿e Michnik, dzi¶
zape³niaj±cy swymi tekstami i wywiadami ca³e p³achty GW, w 1981 roku nie by³
jako¶ autorem szczególnie po¿±danym w prasie solidarno¶ciowej. Uskar¿a³ siê po
latach w rozmowie z ks. Tischnerem (Miêdzy Panem... op. cit., s. 376), ¿e w 1981
roku: Nikt z redaktorów „ TySola " ani Mazowiecki, ani Cywiñski, ani
Kuczyñski nie proponowa³ mi napisania dla nich artyku³u (...). Tadeusz
Mazowiecki (...) nigdy nie zaproponowa³ mi napisania artyku³u do „
Tygodnika Solidarno¶æ ".Ostatnie miesi±ce 1981 roku prze¿ywa³ w nastroju
ogromnego rozczarowania. Nie móg³ pogodziæ siê z faktem, ¿e w
„Solidarno¶ci" coraz bardziej dominowa³ nurt patriotyczno-narodowy, tzw.
prawdziwi Polacy, których póŒniej niejednokrotnie szkalowa³.Dopiero po stanie
wojennym nadchodzi prawdziwy czas Michnika. Decyduj± o tym bardzo umocnione w
miêdzyczasie wp³ywy dawnych marcowych kolegów w Radiu Wolna Europa, polskiej
sekcji BBC (domena Smolara), zdecydowanie najlepszy dostêp ludzi z opozycji,
zwi±zanych z tzw. lewic± laick±, do zachodnich mediów i do zachodnich
funduszy...Michnik siedzi w wiêzieniu w warunkach o wiele dogodniejszych ni¿
ogromna czê¶æ innych postaci opozycji (opisywa³ to szczegó³owo Rozp³ochowski).
I, o dziwo, z jego celi swobodnie wychodz± na ¶wiat kolejne listy, artyku³y i
ksi±¿ki, podczas gdy pozostali wspó³wiêŒniowie nie mog± siê doprosiæ nawet
o³ówka. Czy wszystko to dzieje siê rzeczywi¶cie przypadkowo, dziêki wyj±tkowej
zrêczno¶ci Michnika, której nie umia³ przeciwdzia³aæ ca³y personel MSW, jak to
przedstawia³ sam Michnik?! A mo¿e by³o tak dlatego, ¿e o wyj±tkowym
uprzywilejowaniu Michnika w wiêzieniu decydowa³y pewne wp³ywowe krêgi partyjne,
te same, które tak zabiega³y o poparcie zagranicznych ¯ydów dla WRONu (¿ydowski
publicysta Abel Kainer pisa³ w 15 numerze podziemnej Krytyki z 1983r., ¿e: WRON
grata rolê wielkiej opiekunki ¯ydów).Wiosn± 1985 r. Michnik otwarcie opowiada
siê za kompromisem z komunistami jako rzecz± nieodzown± w ksi±¿ce Takie czasy...
Rzecz o kompromisie (por. uwagi J. Skórzyñskiego: Ugoda i rewolucja, Warszawa
1995 r., s. 9-11). Rêkopis ksi±¿ki, sugeruj±cej dogadanie siê z komunistami, bez
przeszkód wydostaje siê za mury wiêzienia. Kilka miesiêcy póŒniej Michnik stanie
siê jedn± z czo³owych postaci przy „okr±g³ym stole". Ujawni siê tak typowa
dlañ cecha absolutnej nielojalno¶ci wobec najbardziej nawet bliskich mu w
przesz³o¶ci osób.Niewdziêczno¶æ to jego hobbyMichnik nie rozumie, czym jest
lojalno¶æ czy proste uczucie wdziêczno¶ci wobec osób, które mu bardzo znacz±co
pomog³y w ró¿nych okresach ¿ycia. Oto kilka jak¿e wymownych przyk³adów.
Redaktorowi naczelnemu paryskiej Kultury Jerzemu Giedroyciowi zawdziêcza³
wieloletnie polityczne wsparcie i nag³o¶nienie oraz pomoc materialn± i
finansow±. Michnik „odwdziêczy³ siê" Giedroyciowi prób± przejêcia od niego
Kultury z pomoc± Barbary Toruñczyk. Jak wspomina³ z niesmakiem Giedroyc:
(...)Toruñczyk nie ukrywa³a, ¿e chce robiæ samodzielne pismo, ¿eby opanowaæ
„Kulturê ". By³a nies³ychanie oddana Michnikowi, przewidywa³a, ¿e on
bêdzie moim nastêpc±. Bardzo mnie zaskakuje, gdy s³yszê od pani, ¿e on mnie
ceni. Demonstrowa³ co¶ zupe³nie odmiennego, odwiedzaj±c tu¿ przed ¶mierci± Józia
(Czapskiego - J.R.N.). Starannie mnie unika³, mimo otwartych jak zawsze drzwi.
Nie umiem pani nic wiêcej powiedzieæ o przyczynach tej animozji(...)(E.
Berberyusz: Ksi±¿ê z Maisons Laffitte, Gdañsk 1995 r., s.
170).Herlingowi-Grudziñskiemu Michnik „odwdziêczy³ siê" za dawn± pomoc
pe³n± lekcewa¿enia wypowiedzi± o jego s³ynnej ³agrowej ksi±¿ce Inny ¶wiat: Nikt
tego nie przeczyta³ (w rozmowie z Jaruzelskim). Kiedy za¶ Jaruzelski sprostowa³:
By³ t³umaczony na jedena¶cie jêzyków Michnik odparowa³: Co z tego. Drukowa³y to
antykomunistyczne oficyny, to siê nie liczy³o. Komentuj±c te uwagi Michnika,
Herling-Grudziñski pisa³: „Inny ¶wiat" ukaza³ siê najpierw w wielkim
londyñskim wydawnictwie William Heinemann, które trudno doprawdy nazwaæ
„antykomunistyczn± oficyn±". I mia³, prócz doskona³ych recenzji, dwa
wydania w ci±gu bardzo krótkiego czasu.Ca³a sprawa dobrze ilustruje ogromn±
ma³ostkowo¶æ Michnika. Kiedy z kim¶ siê pok³óci, to zawsze potem jest gotów do
jego maksymalnego oczerniania i pomniejszania, bez wzglêdu na to, jak wiele
tamten kto¶ zrobi³ kiedy¶ dla niego.Šrodowiskom Ko¶cio³a katolickiego Michnik
te¿ „siê odwdziêczy³". Póki obronny puklerz Ko¶cio³a by³ mu potrzebny,
kadzi³ Ko¶cio³owi, jak móg³ i bi³ siê w piersi za swe dawne antyko¶cielne
wyzwiska, wo³aj±c o potrzebie dialogu. Jak zosta³ naczelnym G W, robi³ wszystko
dla maksymalnego dyskredytowania Ko¶cio³a i warto¶ci chrze¶cijañskich. Nawet
Jaros³aw Gowin, redaktor naczelny Znaku, j eden z czo³owych przedstawicieli
katolewicy, którego Michnik tylekroæ nag³a¶nia³ na ³amach G W, w pewnej chwili
nie móg³ ju¿ d³u¿ej ukryæ irytacji z powodu ci±g³ych uszczypliwo¶ci G W w
stosunku do Ko¶cio³a. I uzna³ postêpowanie Michnika za przejaw zepsucia
obyczajów i pora¿ki rozumu (G W z 17 lipca 1996 r). Gowin skrytykowa³ Michnika
za próby przedstawiania Ko¶cio³a jako instytucji, która próbuje zaj±æ
monopolistyczn± pozycjê partii komunistycznej (w Polityce, nr 47 z 1993 roku,
Michnik stwierdzi³, ¿e biskupi jakoby próbowali zast±piæ marksizmleninizm
ideologi± katolick±). Nawet najwiêkszy Polak XX wieku, Jan Pawe³ II
niejednokrotnie pada³ ofiar± mniej lub bardziej zawoalowanych uprzedzeñ
Michnika, który go w pewnym momencie nazwa³ by³ym autorytetem naszych czasów.
D³ugi czas ho³ubi±cy Michnika biskup Józef ¯yciñski nie móg³ ukryæ swej irytacji
przeczytawszy w wywiadzie Michnika dla L 'Actualite religieuse, ¿e po upadku
komunizmu Jan Pawe³ II wyznaczy³ nowego wroga liberalizm. Krytykuje go w
kategoriach, które zdaj± siê pochodziæ z Soboru trydenckiego (...). Boi siê on
przede wszystkim potwrotu Polski do Europy (cyt. za: Bp Józef ¯yciñski:
Straszenie liberalizmem, Rzeczpospolita z 20 lipca 1996). Biskup ¯yciñski
porówna³ te stwierdzenia Michnika z uwagami Miliona Friedmana, „papie¿a
amerykañskiego liberalizmu" o elementach bliskich liberalizmowi w nauczaniu Jana
Paw³a II. Je¶li tak deformowana jest przez Michnika postaæ i nauczanie Ojca
Šwiêtego, to có¿ mówiæ o sposobie traktowania przez niego i jego gazetê ró¿nych
mniejszych postaci Ko¶cio³a. Pocz±wszy od Prymasa Polski Józefa Glempa po
licznych biskupów, oskar¿anych o rzekomy konserwatyzm i pochlebianie
Ciemnogrodowi.Swoiste, do¶æ szczególne poczucie wdziêczno¶ci demonstrowa³ Adam
Michnik w stosunku do ksiêdza pra³ata Henryka Jankowskiego, który
niejednokrotnie udziela³ mu u siebie schronienia w trudnych chwilach lat 80.,
pomaga³ mu materialnie i stwarza³ mo¿liwo¶ci publicznych wyst±pieñ, nara¿aj±c
siê za to wci±¿ na szykany genera³ów stanu wojennego i esbecji. Jak¿e wymowne
pod tym wzglêdem s± zapiski na kartach drugiego tomu wydanych przez Petera Rainê
Rozmów z w³adzami PRL. Arcybiskup D±browski w s³u¿bie Ko¶cio³a i Narodu,
Warszawa 1995. Na s. 133-134 czytamy tam, jak gen. W. Jaruzelski uskar¿a siê do
kardyna³a Jana Króla 10 wrze¶nia 1986: (...) Niedawno ks. Jankowski zaprosi³
Michnika do ¶w. Brygidy i ten ¯yd zaw³adn±³ ca³ym ko¶cio³em, wydawa³o siê, ¿e
przyst±pi do o³tarza i bêdzie odprawia³ Mszê. Na s. 254 z kolei czytamy
uskar¿ania siê przewodnicz±cego Rady Pañstwa Kazimierza Barcikowskiego do
ksiêdza Alojzego Orszulika 24 sierpnia 1988. Przekaza³ on pro¶bê swego
„szefostwa", które (...) chcia³oby, aby kierownictwo Episkopatu
zainteresowa³o siê tym, co dzieje siê w ko¶ciele ¶w. Brygidy. Usadowi³ siê tam
sztab kierowania strajkami. Co ³±czy z tym ko¶cio³em p. Michnika? (...) Nieraz
stawiamy sobie pytanie —ci±gn±³ Barcikowski — kto wam tego
Jankowskiego podrzuci³ (...) Parê lat temu przegl±daj±c bogaty ksiêgozbiór
ksiêdza pra³ata Jankowskiego znalaz³em tam dwie ksi±¿ki Adama Michnika z
wymownymi dedykacjami. Na ksi±¿ce Z dziejów honoru w Polsce dedykacja Michnika:
Kochanemu ks. kanonikowi Henrykowi Jankowskiemu z przyjaŒni± oraz wdziêczno¶ci±,
marzec 1987'r., Gdañsk, Adam. Na ksi±¿ce Szanse polskiej demokracji jeszcze
bardziej entuzjastyczna dedykacja: Kochanemu ks. Henrykowi Jankowskiemu, memu
przyjacielowi i Mentorowi z pogañsk± pokor±, maj 1988 r., Gdañsk, Adam Michnik.
Siedem lat póŒniej Michnik, „odpowiednio" odp³aci³ siê „kochanemu
ks. Henrykowi Jankowskiemu", „swemu Przyjacielowi i Mentorowi" przez
prawdziw± kampaniê napa¶ci i dezinformacji za rzekomy „antysemityzm".
Peter Raina wyja¶ni³ w ksi±¿ce Ksi±dz Jankowski nie ma za co przepraszaæ, ¿e
Michnikowska Gazeta Wyborcza ¶wiadomie jako pierwsza zmanipulowa³a tekst
kazania, dezinformuj±c czytelników i rozpoczynaj±c kampaniê przeciw ks.
Jankowskiemu, która daleko wysz³a poza granice Polski. Jak dot±d nie zauwa¿y³em,
by Gazeta Wyborcza i sam Michnik wyt³umaczyli swe dezinformacje i przeprosili
„kochanego ksiêdza Jankowskiego" za krzywdê wyrz±dzon± j ego dobremu
imieniu.Dialog z UrbanemCzas „okr±g³ego sto³u" przynosi szczególne
wzmocnienie pozycji Michnika. Staje siê jednym z g³ównych uczestników cichych
„dogadañ" w Magdalence. I gor±co fraternizuje siê przy alkoholowych
biesiadach z Kiszczakiem, Kwa¶niewskim i innymi towarzyszami (piêknie
zilustrowa³ to Kiszczak na koñcu swej ksi±¿ki). Michnik odnawia stare zwi±zki z
Urbanem z czasów dawnych wspólnych popijañ w koktajlbarze w ,Bristolu"
(wspomnianych przez Kuronia w ksi±¿ce Wiara i wina). Jan Skórzyñski ujawni³ w
wydanej przez Rzeczpospolita ksi±¿ce Ugoda i rewolucja (Warszawa 1995, s.
227-228) dot±d nieznan± sprawê poufnego i owocnego dialogu pary Michnik-Urban w
czasie „okr±g³ego sto³u", prowadzonego w porozumieniu z gen. Jaruzelskim.
W czasie tych rozmów Michnik wystêpowa³ z niezwyk³ymi w ustach opozycjonisty
deklaracjami lojalno¶ci wobec PZPR (tam¿e, s. 228). Zaskoczony przedziwnym
zbli¿eniem miêdzy ministrem Urbanem a Michnikiem Ciosek zwierza³ siê ksiêdzu
Orszulikowi, i¿: Zauwa¿a siê tworzenie swoistego lobby ¿ydowskiego (cyt. za P.
Raina: Rozmowy z w³adzami PRL. Arcybiskup D±browski, Warszawa 1995, t. 2, s.
440).Fraternizacja przynosi efekty. W wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego z 10
I 1989 r. Michnik stara³ siê jak móg³ wybieliæ postaæ najbardziej
znienawidzonego cz³owieka doby jaruzelszczyzny, akcentuj±c, ¿e Jerzy Urban by³
konstruktorem ogromnej wiêkszo¶ci posuniêæ liberalizacyjnych ze strony
ówczesnych w³adz i ubolewaj±c, ¿e ten jeden z inteligentniejszych analityków
polityki polskiej marnuje siê jako publicysta Trybuny Ludu. Potem przysz³y
dalsze bratania i zbli¿enia, wspólne fetowania imienin „Olka"
Kwa¶niewskiego etc. I przychodzenie sobie nawzajem w sukurs (vide np. atak
zastêpcy Urbana P. Gadzinowskiego w jednym z NIE na moje krytyki Michnika w
NP)Dziêki Wa³êsie Michnik obejmuje kierownictwo pierwszego dziennika
solidarno¶ciowego „GW", ciesz±cego siê od pocz±tku ogromnym zaufaniem
spo³eczeñstwa. Przez lata z ca³ym cynizmem wykorzystuje to zaufanie do skrajnego
przyhamowania i zdeformowania polskich przemian.Ju¿ w pierwszych miesi±cach
kierowania Wyborcz±, w 1989 roku Michnik doprowadzi³ do perfekcji sw± ulubion±
taktykê mimikry. Jeszcze nie czu³ siê dostatecznie mocny, jeszcze odczuwa³
potrzebê przyczajenia siê ze swymi prawdziwymi pogl±dami, jeszcze ba³ siê
zra¿enia potencjalnych czytelników. Jego Gazeta Wyborcza w tym czasie wci±¿
stroi³a siê w piórka gazety zdecydowanie antykomunistycznej, patriotycznej, a
nawet przepe³nionej sympati± do Ko¶cio³a katolickiego i samego Prymasa Polski
Józefa Glempa. By³a pod tym wzglêdem wrêcz redagowana „na klêczkach" w
stosunku do hierarchii Ko¶cio³a katolickiego w Polsce. Kto¶, kto dobrze zna
póŒniejsze, nie przebieraj±ce w ¶rodkach, ataki Michnika i GW na Prymasa Polski
i rozliczne zatrute strza³y wysy³ane pod adresem innych postaci Ko¶cio³a, nie
móg³by wprost uwierzyæ w³asnym oczom, gdyby spojrza³ na tê szczególn±
„adoracjê" ludzi Ko¶cio³a, prezentowan± w pierwszych numerach G W. Ju¿ w
pierwszym numerze Wyborczej z 8 maja 1989 na centralnym miejscu numeru
maksymalnie wyeksponowano informacjê: Prymas Polski (oba s³owa pisane
ogromniastymi literami) rozmawia z Wa³ês± o przysz³ych wyborach. Na górze 2
numeru „GW" uwypuklono, jako zdecydowanie najwa¿niejsz± sprawê, wywiad
gdañskiego biskupa Tadeusza Goc³owskiego dla Gazety.Podobna stylistyka, pe³na
pozorowanego, nabo¿nego wrêcz szacunku dla Ko¶cio³a, wype³nia licznie inne
numery Wyborczej w pierwszych paru miesi±cach jej ukazywania siê. W numerze 15 z
29 maja 1989 na pierwszej stronie informacja o po¶wiêceniu lokalu redakcji G W
przez arcybiskupa Bronis³awa D±browskiego. Po³owê pierwszej strony tego numeru
Wyborczej wype³ni³ obszerny tekst arcybiskupa D±browskiego O Prymasie
Tysi±clecia (znaj±c star± niechêæ Michnika do Prymasa Stefana Wyszyñskiego jako
polskiego „nacjonalisty" i „anachronicznego" konserwatysty mo¿na
tylko podziwiaæ rozmiary po¶wiêcenia, jakie wykaza³ w ramach udawanej wówczas
proko¶cielnej mimikry). Dodajmy, ¿e Gazeta Wyborcza w tym czasie jest ogromnie
ostro¿na we wszelkich uwagach o aborcji, stara siê o jak najprecyzyjniejsze
przedstawianie stanowiska Ko¶cio³a katolickiego w tej sprawie (por. tekst Ewy
Milewicz: Ochrona dziecka poczêtego, Gazeta Wyborcza, nr 5 z 12 maja 1989).W tym
czasie organ Michnika stara siê równie¿ zyskaæ maksimum czytelników radykalnych
antykomunizmem. Zdecydowanie krytykuje Urbana (w numerze l i 5), demaskuje dawne
zbrodnie UB w Otwocku (nr 2 i 15), piêtnuje brutalno¶æ milicji (nr 3), etc.
Stara siê te¿ przyci±gaæ czytelników pe³nym patosu patriotyzmem, wys³awianiem
etosu AK (por. np. Wspomnienie o Stefanie Korboñskim nr 3, Z. Machowski:
„Pistolet" Polski Podziemnej, nr 9, ¯o³nierze z AK, nr 11). Robi to ten
sam dziennik Michnika, w którym parê lat póŒniej uka¿± siê najskrajniejsze,
plugawe wrêcz, potwarze pod adresem AK i Powstania Warszawskiego. Wtedy jednak,
w pocz±tkach G W, wiosn± 1989 ci±gle jeszcze chodzi³o o jak najlepsze
zamaskowanie prawdziwych intencji Wyborczej i przedstawienie jej jako jedynego
prawdziwego polskiego dziennika opozycyjnego, organu polskich patriotów i
antykomunistów. Najpierw zdobyæ jak najwiêcej czytelników, a potem stopniowo i
wyrafinowanie dzia³aæ na rzecz gruntownego przekszta³cenia ich pod¶wiadomo¶ci.
Aby zatracili dawn± katolick± i patriotyczn± wra¿liwo¶æ i zniechêcili siê do
wyznawanych wcze¶niej warto¶ci.Obroñca komunyMichnik wyrz±dzi³ Polsce ogromne
szkody przez swoje dzia³ania dla wybronienia i wybielenia komunizmu,
przyhamowania autentycznych przemian dekomunizacyjnych i lustracji. Ju¿ 24
paŒdziernika 1989 roku Michnik postulowa³ na ³amach Gazety Wyborczej
doprowadzenie do sojuszu wszystkich si³ reformatorskich, tych z
„Solidarno¶ci" i tych z PZPR, dodaj±c, ¿e: W pozytywnym u³o¿eniu stosunków
Polski i ZSRR skrzyd³o reformatorskie z PZPR, tacy ludzie jak gen. Wojciech
Jaruzelski czy pierwszy sekretarz KC Mieczys³aw Rakowski mog± odegraæ zasadnicz±
rolê. I rzeczywi¶cie M.F. Rakowski ju¿ j± odegra³, jad±c póŒniej do Moskwy, by
przestrzec towarzyszy z Kremla przed przemianami w polskim stylu! Przypomnijmy
tu równie¿, niestety zbyt ma³o znan± w Polsce i st±d odpowiednio „nie
docenion±", wypowiedŒ A. Michnika z wywiadu dla Komsomolskiej Prawdy z 29
wrze¶nia 1989 r., gdy wypowiadaj±c siê na temat systemu, który by odpowiada³
wymogom ¿ycia, stwierdzi³ miêdzy innymi: Niekiedy s³yszy siê opinie, ¿e powinien
to byæ system kapitalistyczny. Dla mnie jest to absurdalne. Obecnie w niektórych
ko³ach w Polsce powsta³ kult s³owa „prywatyzacja". Co to znaczy? Co
prywatyzowaæ? Koleje, samoloty? Przecie¿ to bajki, absurd.Czy to nie wskutek
tych socjalistycznych iluzji prywatyzacja w Polsce ugrzêz³a za czasów T.
Mazowieckiego na tyle miesiêcy? W czasie debaty sejmowej w pocz±tkach wrze¶nia
1989 r. A. Michnik wyst±pi³ przeciw wysuniêtemu przez pos³a Kazimierza
Ujazdowskiego postulatowi rozliczenia siê z ludobójcami w togach, tj. sêdziami,
którzy w czasach stalinowskich skazywali ludzi na ¶mieræ. Pó³ roku póŒniej 28
kwietnia 1990 r. Michnik stanowczo wypowiedzia³ siê w debacie sejmowej przeciwko
nacjonalizacji mienia PZPR. Wystêpuj±c na rzecz kompromisowego rozwi±zania tej
sprawy, Michnik powiedzia³ miêdzy innymi: Przepraszam za osobiste wyznanie: 25
lat temu zosta³em po raz pierwszy aresztowany przez komunistyczn± policjê. Wtedy
mia³em 18 lat. Od tego czasu by³em aresztowany i zatrzymywany wiele razy. Mnie
nie trzeba t³umaczyæ, ¿e komunizm to nic dobrego... Ale w³a¶nie z tej
perspektywy chcê powiedzieæ, ¿e w niektórych g³osach, o czym mówiê z bólem,
us³ysza³em co¶, co bym nazwa³ antykomunizmem jaskiniowym. ..Inie chcê
powiedzieæ, ¿e dzi¶ z popisywaniem siê tymi deklaracjami, gdzie siê PZPR miesza
z b³otem, przyrównuje do katyñskich morderców... ja nic wspólnego nie mam i nie
chcê mieæ... I chcê do tego jeszcze dodaæ, ¿e w stanie wojennym, po 13 grudnia i
siedz±c w kryminale ja nie by³em a¿ tak ostro¿ny, ¿ebym dzisiaj musia³ byæ a¿
tak odwa¿ny... Wyst±pienie Michnika przeciw nacjonalizacji mienia PZPR, choæ
jedna z jego najbardziej udanych oratorsko wypowiedzi, wywo³a³o bardzo ostre
sprzeciwy w wielu ¶rodowiskach solidarno¶ciowych. Sprowokowa³o te¿ falê listów
protestacyjnych do Gazety Wyborczej. Najbardziej dramatyczny by³ publikowany w G
W4 maja list dziennikarza Jana Sêka (jego ojciec zosta³ stracony w 1952 r. po
wyroku ¶mierci wydanym przez s±d wojskowy z udzia³em brata Adama Michnika -
Stefana). Jan Sêk pisa³: .. .Pan Adam Michnik niepotrzebnie martwi³ siê w Sejmie
o stosunek narodu polskiego do komunistów, którzy sprawili tu po wojnie
niejeden, a dziesiêæ Katyniów. Zabili w polskich wiêzieniach ponad 40 ty¶.
ludzi. My komunistów nie nienawidzimy. My nimi gardzimy. Równie¿ podporucznikiem
Stefanem Michnikiem, stalinowskim sêdzi±morderc±, pojêtnym uczniem katyñskich
oprawców. Przypominanie w takim kontek¶cie rodzinnym w³asnego uwiêzienia jest
grubym nietaktem. A co do maj±tku partii: gdyby od pana Adama zale¿a³a decyzja,
czy pozostawi³by maj±tek i NKWD? Jego namiêtne okre¶lenia, ,jaskiniowy
antykomunizm" przypominaj± „zoologiczny antykomunizm " Przymanowskiego i
KoŒniewskiego.Jan Sêk t³umaczy³ mi kiedy¶ w rozmowie, ¿e nigdy nie mia³ ¿adnych
pretensji do A. Michnika z powodu jego brata, bo trudno, ¿eby kto¶ odpowiada³ za
to, co zrobi³ inny cz³onek rodziny. Nie mia³ pretensji a¿ do chwili, gdy A.
Michnik wyst±pi³ w Sejmie przeciw rozliczaniu stalinowskich ludobójców. W tej
akurat sprawie powinien, przynajmniej ze wzglêdów rodzinnych, zachowaæ ca³kowit±
pow¶ci±gliwo¶æ.10 maja 1990 r. na ³amach Gazety Wyborczej ukaza³ siê list
Stefana Kruka z Lublina do Adama Michnika. Autor listu pisa³ miêdzy innymi:..
.Powiada Pan dramatycznie, ¿e nie ma nic wspólnego z tez± pos³a Borowskiego, i¿
rz±dy PZPR w Polsce wyros³y na trupach ofiar Katynia. To jest Pañskie credo
polityczne. A jaka jest prawda historyczna? Taka, ¿e Stalin zerwa³ stosunki
dyplomatyczne z rz±dem gen. W. Sikorskiego po ujawnieniu prawdziwych sprawców
zbrodni katyñskiej. By³ to wy godny pretekst... Kto tu wiêc rozmija siê z prawd±
pose³ Borowski czy Pan?... Dodajmy, ¿e w³a¶nie zerwanie stosunków z rz±dem gen.
W. Sikorskiego stworzy³o póŒniej podstawy radzieckiej polityki powo³ania
samozwañczego PKWN w Lublinie, prekursora s³u¿alczej polityki PZPR wobec
ZSRR.Zdzis³aw Najder tak skomentowa³ wyst±pienie Michnika w obronie maj±tku
PZPR: ...Adam Michnik w p³omiennym przemówieniu 28 kwietnia odcina³ siê od tych,
którzy kieruj± siê nienawi¶ci±. Ale trzeba odró¿niæ nienawi¶æ do ludzi (rzecz
dla chrze¶cijanina naganna) od nienawi¶ci do instytucji. I tolerancja wobec
ludzi nie jest tym samym, co równouprawnienie organizacyjne. Tym, którzy
domagaj± siê upañstwowienia spu¶cizny po PZPR, nie chodzi przecie¿ o odebranie
schedy wdowom i sierotom po sekretarzach...Ciekawe argumenty do powy¿szego sporu
wniós³ g³os Romana Bieliñskiego, publikowany na ³amach katolickiego £adu z l O
czerwca 1990 r. R. Bieliñski pisa³ miêdzy innymi: ...Spora czê¶æ naszych
parlamentarzystów na czele z Adamem Michnikiem broni praw spadkobierców PZPR.
Bardzo to chwalebne, nale¿y broniæ rzeczywi¶cie praw wszystkich, ale wydaje mi
siê, ¿e pos³owie powinni broniæ najpierw moich praw, bo bardziej (chyba) s±
moimi pos³ami ni¿ PZPR. Otó¿ przez wiele lat wyjmowano mi i wielu milionom
bezpartyjnych z kieszeni pieni±dze via bud¿et na rzecz PZPR bez pytania nas o
zgodê. Dlaczego nie bêd±c cz³onkiem partii przez wiele lat musia³em finansowaæ,
a obecnie mam godziæ siê z tym, ¿e to, co zosta³o mi zabrane ma dalej s³u¿yæ
tym, którzy mnie ograbili?(...)Michnik lubi akcentowaæ jako wzorzec swoj±
postawê wobec komunistów. On przecie¿ siedzia³ w wiêzieniach i oto teraz
wszystko wybacza; jak na tym tle wygl±daj± m¶ciwi antykomuni¶ci, zw³aszcza ci,
którzy nigdy nie cierpieli w wiêzieniu tak jak Michnik. Nieuczciwo¶æ Michnika
polega na tym, ¿e starannie milczy o tym, ¿e wybaczanie komunistom oznacza³oby
przebaczenie równie¿ tym, którzy tysi±com Polaków zgotowali o wiele ciê¿sze
cierpienia ni¿ Michnikowi. Jak to akcentowa³ kiedy¶ by³y wiêzieñ komunizmu w
czasach stalinowskich Stanis³aw Murzañski: (...) Jedni jak Adam Michnik pisali w
wiêzieniu ksi±¿ki, drudzy zbierali na posadzce zêby (...) (S. Murzañski: Jak
kryminalista z kryminalist± Tygodnik Solidarno¶æ 27 marca 1998).Wybielacz
leninizmuKomunizuj±cy od m³odo¶ci Michnik obci±¿a³ win± za to, co siê sta³o w
Zwi±zku Sowieckim wy³±cznie stalinizm. Tego typu pogl±d wyrazi³ m.in. na ³amach
sowieckiego tygodnika politycznego „Nowoje Wriemia" z 10II 1990 r.
Stanowisko Michnika wywo³a³o protest redaktora naczelnego niezale¿nego
moskiewskiego tygodnika informacyjnego Express-Kronika Aleksandra Podrabinka. W
li¶cie otwartym do Michnika, opublikowanym w tym pi¶mie (nr l O z 1990 r.)
Podrabinek przypomnia³, ¿e istota terroru stalinowskiego terroryzm, znalaz³a
odbicie ju¿ w leninowskim dekrecie o czerwonym terrorze (5 IX 1918 r.) i
stworzeniu w latach 1918-1920 systemu obozów koncentracyjnych. Podrabinek
stwierdzi³: Dla w³adz teza o winie stalinizmu za katastrofê naszego ¿ycia
spo³ecznego jest wygodna. Wyrzekaj±c siê Stalina maj± jeszcze nadziejê uratowaæ
Lenina, wyrzekaj±c siê stalinizmu d±¿± do uratowania socjalizmu (...). Na tym
tle, Panie Michnik, Pañskie wypowiedzi o stalinizmie nie wygl±daj± zbyt
poci±gaj±co (...) (cyt. za t³umaczeniem listu otwartego A. Podrabinka, £ad'23 W
1990 r.).Michnik - totalitarystaPo zdobyciu w³adzy przez „Solidarno¶æ" w
1989 r. i utworzeniu rz±du T. Mazowieckiego coraz wyraŒniej zaczê³o siê
ods³aniaæ najprawdziwsze oblicze Michnika cz³owieka apodyktycznego i
zacietrzewionego. Teraz ju¿ nie musia³ zabiegaæ o poparcie ró¿nych ¶rodowisk, w
tym Ko¶cio³a, a znajdowa³ siê w pozycji wyrokuj±cego sêdziego, rozdaj±cego
pochwa³y i kuksañce jako naczelny najbardziej wp³ywowego polskiego dziennika,
ciesz±cego siê od pocz±tku wyj±tkowym poparciem spo³eczeñstwa jako pisma
„Solidarno¶ci". Tê wyj±tkow± pozycjê wykorzystywa³ w duchu skrajnie
tendencyjnym dla umacniania monopolistycznej pozycji warszawskiej lewicowej
„elitki" i obrzucania b³otem „inaczej my¶l±cych", wyszydzania
patriotyzmu i przywi±zania do warto¶ci. Jak¿e znamienna by³a pod tym wzglêdem
ewolucja pogl±dów Stefana Kisielewskiego, który prze¿y³ skrajne rozczarowanie
tym nowym ods³aniaj±cym siê obliczem Michnika z lat 1989-1990. Kisielewskiego,
którego nawet po ¶mierci Michnik próbuje sobie przyw³aszczaæ, powo³uj±c siê na
niego jako najwiêkszy autorytet (Z jego zdaniem liczy³em siê najbardziej
wyznawa³ Michnik w wywiadzie dla Filipinki z 27 VI1993 r.). Oto opinia
Kisielewskiego o Michniku, wyra¿ona pod koniec ¿ycia na ³amach gdañskiej M³odej
Polski: (...) Ostatnio nie bardzo przyjaŒniê siê z Michnikiem. Widujemy siê raz
na pó³ roku i raczej siê k³ócimy. Kocha³em go niemal w okresie KOR-u, to by³o
wspania³e. Natomiast to, co on teraz mówi i pisze, jest bardzo czêsto bez sensu.
Te manifesty krakowskie, deklaracje „praw cz³owieka " rozsy³ane po ca³ym
¶wiecie! Jak w Polsce naprawdê wybuchnie jaki¶ rasizm, szowinizm, a to bêdzie
ju¿ kompletna patologia, to najbardziej przys³u¿y siê do tego w³a¶nie takie
denerwuj±ce pseudo szlachetne gadanie. Przecie¿ ten dzisiejszy Michnik to
totalitarysta. Demokrat± jest ten, kto jest po mojej stronie. Kto ze mn± siê nie
zgadza, jest faszyst± i nie mo¿na mu podaæ rêki. A tylko Michnik wie, na czym
polega demokracja i tolerancja. On jest tutaj sêdzi± alf± i omeg± (...).
Szczególnie ostro napiêtnowa³ „ewolucjê" Michnika Zbigniew Herbert w
wywiadzie dla Tygodnika Solidarno¶æ z 11 listopada 1994. Herbert uzna³ Michnika
za klasyczny przyk³ad kariery komunistycznego Dyzmy. Smutna historia wyj±tkowo
uzdolnionego, pe³nego talentu ch³opca, który doszed³ do lat, kiedy to ludzie
natarczywie pytaj± „ co on w³a¶ciwie zrobi³ z ca³± swoj± heroiczn±
m³odo¶ci±?" A on stacza siê po równi pochy³ej, w gor±czkowy aktywizm. Cynizm
godny admiratora „ Ksiêcia " i najpospolitszy nihilizm. Zawiód³ niemal
wszystkich swoich przyjació³.Michnik - „nienawistnik"Zdumiewa wprost, do
jakiego stopnia Adam Michnik potrafi dzi¶ „twórczo" rozwijaæ pe³n± jadu i
nienawi¶ci stylistykê marcowej propagandy 1968 r., tyle ¿e w imiê fanatyzmu
odwrotnego typu. Przypomnijmy tylko niektóre z rozlicznych michnikowskich
wyskoków jadu i nienawi¶ci w stylu s³ów ¶winie pod adresem oponentów z OKP,
kurwiosum pod adresem grupy profesorów z KUL, bestiarium w telewizji (o
programie Bez znieczulenia z udzia³em Parysa, Kaczyñskiego i Macierewicza). Czy
epitety Michnika o m³odocianych, g³upawych o³szewikach, wyzywanie £ysiakowi jako
trzeciorzêdnemu grafomanowi i insynuatorowi, etc. etc. Nie mówi±c o jego ataku
na Herberta, za rzekome opluwanie Mi³osza, o napa¶ciach na ojca Józefa M.
Bocheñskiego, Bogdana Cywiñskiego, o zatrutych strza³ach posy³anych przez
Michnika i jego podw³adnych pod adresem Ojca Šwiêtego.Celnie scharakteryzowa³
metody Michnika ju¿ w 1992 r. Lech Kaczyñski, pisz±c w Nowym Šwiecie (nr z 8 V
1992 r): (...) Michnik (...) przyjmuje postaw± chuligana, który napada na
przechodnia i jednocze¶nie krzyczy „ ratunku! Policja!" (...) niewielu
ludzi ma taki udzia³ w szerzeniu nienawi¶ci w ¿yciu publicznym, jak Adam
Michnik. Na pewno za¶ nikt nie potrafi ³±czyæ jej krzewienia z zapewnieniami o
w³asnej szlachetno¶ci.Adam Michnik jest przede wszystkim godnym politowania
wiêŒniem stereotypów i uprzedzeñ, przykutym jak galernik do statku swoich
w³asnych fobii. Jest jeñcem skrajnego ¿ydowskiego fanatyzmu, nie mog±ce go za
nic wczuæ siê w polski patriotyzm, zrozumieæ narodu, w¶ród którego ¿yje.
Nienawidz±c go, posuwa siê do takich nikczemno¶ci, jak poparcie ataku
znies³awiaj±cego Powstanie Warszawskie.W wydanej w tym¿e 1991 roku, cytowanej
ju¿ ksi±¿ce Interpelacje Jana Marii Jackowskiego i Szczepana ¯aryna autorzy
t³umaczyli straszn± s³abo¶æ Michnika jako polityka jego skrajnym
zacietrzewieniem, nieumiejêtno¶ci± dialogu z osobami inaczej my¶l±cymi:
...Michnik potrafi kopaæ swoich przeciwników politycznych i ideowych
bezwzglêdnie, z dzik± zaciêto¶ci±. Gdy mu nie staje argumentów rzuca inwektywy,
nie elegancko przerywa, nie odpowiada napytania, zmienia temat, krzyczy i
wychodzi z niego jaka¶ zapiek³a agresja w stosunku do tych, którzy siê z nim nie
zgadzaj±. Jak to siê ma do programowo g³oszonej przez niego europejsko¶ci,
poszanowania pogl±dów innego cz³owieka, tolerancji i godno¶ci-nie wiadomo...
(J.M. Jackowski, S. Zaryn: Interpelacje. Kulisy manipulacji Warszawa 1991, s.
93).Michnik - „czekista publicystyki"' Rodzinne przesi±kniêcie star±
komunistyczn± ideologi± wychodzi z Michnika wci±¿ przy ró¿nych niespodziewanych
okazjach, znajduje wyraz w jego do¶æ szczególnej stylistyce. Na przyk³ad w
Gazecie Wyborczej (1996, nr 302) napisa³: Zwracam siê do premiera Oleksego jak
czekista do czekisty. Michnik nie dostrzeg³ ¿adnej niestosowno¶ci w tego typu
zwrocie, mog±cym mieæ ró¿ne odmiany typu: „jak gestapowiec do gestapowca".
Nawet w postkomunistycznej Polityce ukaza³a siê tym razem polemika z
„mocnym" porównaniem Michnika. Jej autor, profesor Józef Kozielecki,
pisa³: Dla nas, starych ludzi, przywo³ywania upiorów czekistów czy enkawudzistów
we wspó³czesnym wstêpniaku nie mo¿na niczym usprawiedliwiæ. Dla nas te s³owa
ociekaj± krwi± Polaków, Rosjan, Litwinów... Gdy je s³yszê, uginaj± mi siê kolana
i „ wcale mi mówi±c s³owami artyku³u - nie jest do ¶miechu ". Szczególnie,
gdy Polska chamieje. (J. Kozielecki: Jak czekista do czekisty, Polityka 20
stycznia 1996). M³odszym czytelnikom przypomnijmy, ¿e Czeka (Czeriezwyczajka) -
sowiecka bezpieka w czasach Lenina i pierwszym okresie rz±dów Stalina, zas³ynê³a
ogromnie krwawym terrorem wobec wszystkich „niebolszewicko" my¶l±cych.
Zdumiewaj±ce jak bardzo Michnik lubi siêgaæ do bolszewickich porównañ. W
wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego w 1989 roku powiedzia³, i¿ w Gazecie
Wyborczej odgrywa rolê kogo¶ w rodzaju komisarza politycznego. Jak¿e silnie
odbija siê na Michniku wp³yw starych rodzinnych indoktrynacji. Dla ogromnej
czê¶ci Polaków s³owo komisarz polityczny budzi jak najgorsze asocjacje z
Dzier¿yñskim, Jagod± czy Je¿owem. Dla Michnika za¶ to termin chlubny, warty
na¶ladowania.Chamstwo wobec inaczej my¶l±cychSkrajne, fanatyczne wrêcz,
zacietrzewienie Michnika, popycha³o go niejednokrotnie do szokuj±cych przejawów
niechêci wobec ka¿dego, kto o¶mieli siê inaczej my¶leæ ni¿ on w poszczególnych
sprawach. Szczególnie oburzaj±ce by³o zachowanie Michnika wobec znanej
dysydentki rosyjskiej Natalii Gorbaniewskiej. Michnik odmówi³ udzielenia jej
wywiadu, motywuj±c to brakiem zaufania. Gorbaniewska powiedzia³a: ...Dla mnie
jest to miernik z³ych obyczajów. Krytykowanie linii politycznej nie mo¿e spychaæ
osoby na pozycjê osobistego wroga, a co gorsza zaliczyæ go do grona ludzi
nieuczciwych. Michnik i wielu innych ludzi wie, ¿e nie podzielam ich zachwytu
dla Gorbaczowa (...) (wg Puls nr 48 z 1991 r).Przypomnijmy, ¿e Gorbaniewska,
niestrudzona bojowniczka o prawa cz³owieka w ZSRR, by³a wiêŒniarka, wybitna
poetka rosyjska nale¿y do najbardziej zas³u¿onych przyjació³ Polski za granic±,
jest znawczyni± polskiej literatury, i t³umaczk± polskiej poezji. W Kulturze
Niezale¿nej z 1985 roku (nr 11-12, s. 144) pisano o Gorbamewskiej: (...) Nie
potrafimy wymieniæ za granic± nikogo drugiego z tak serdeczn± uwag± i
kompetencj± ws³uchanego w nasz± dzisiejsz± historiê, w nasz ból, opór i
tworzenie niezale¿nej kultury. Jako zastêpca redaktora naczelnego paryskiego
,,Kontynentu" Gorbaniewska dba o to, ¿eby w ka¿dym numerze tego
najpowa¿niejszego kwartalnika emigracji rosyjskiej Polska istnia³a, ¿yta,
przemawia³a do przyjació³ Moskali i ca³ego ¶wiata. Dziêki jej te¿ staraniom
odkilku lat Polska nie schodzi z pierwszych stron poczytnego tygodnika
„Russkaja mysi" (...) Ostatnio za¶ ukaza³a siê w Pary¿u, po rosyjsku,
zredagowana przez Gorbaniewsk± ksi±¿ka „Niez³omna Polska na ³amach
„Russkoj my¶li" (...). I tak± osobê, tak gor±co zwi±zan± z Polsk±,
potraktowa³ Michnik jako kogo¶ niegodnego zaufania, tylko dlatego, ¿e ró¿ni³a
siê od niego podej¶ciem wobec Gorbaczowa.Nietolerancja na eksportCi±gle zbyt
ma³o znamy szkody, jakie Michnik wyrz±dzi³ w innych krajach Europy Šrodkowej,
poprzez odpowiednie wykorzystywanie swego dawnego nimbu jako przeciwnika
komunizmu dla wrêcz odmiennych celów. Wykorzystywa³ go do wspierania czeskich,
wêgierskich czy bu³garskich odmian polskiej Unii Demokratycznej, a wiêc si³ w
gruncie rzeczy d±¿±cych do zdobycia w³adzy dziêki odpowiednim uk³adom
„czerwonych" z „ró¿owymi". Wszêdzie stara³ siê maksymalnie
oddzia³ywaæ na rzecz przyhamowania lustracji i dekomunizacji. W rozmowie z
prezydentem Havlem wylewa³ krokodyle ³zy z powodu sukcesu czeskiej
dekomunizacji, na Wêgrzech bardzo aktywnie uczestniczy³ w kampanii na rzecz
Zwi±zku Wolnych Demokratów, odpowiednika polskiej Unii Demokratycznej, tylko
znacznie bardziej na lewo od niej, w duchu ROAD. A przy tym zdominowanego przez
skrajnych radyka³ów antyreligijnych, ró¿ne takie wêgierskie „Labudy". To z
inicjatywy tego Zwi±zku Wolnych Demokratów zorganizowano w swoim czasie bardzo
nieudan± sk±din±d manifestacjê przeciw wizycie Jana Paw³a II na Wêgrzech, jako
rzekomo zbyt kosztownej. Na Wêgrzech .dosz³o zreszt± do tego, co stanowi
wymarzony idea³ Michnika - powsta³a rz±dowa koalicja „czerwonych" i
„ró¿owych". Tworzono j± w oparciu o pakt wynegocjowany przez przywódcê
postkomunistów Gyulê Horna, by³ego wêgierskiego ZOMO-wca z 1957 roku i Ivana
Pêto „mózg" Zwi±zku Wolnych Demokratów, syna awosza (tj. ubeckiego speca
od tortur). Inna sprawa, ¿e koalicja z komunistami okaza³a siê ogromnie
kosztowna dla wêgierskich „ró¿owych". Ponie¶li oni w efekcie straszn±
pora¿kê wyborcz± w 1998 roku.Szczególnie drastyczne formy przybra³o mieszanie
siê Michnika w wewnêtrzne sprawy dawnej opozycji bu³garskiej. W 1992 i 1993 roku
dosz³o tam do wyraŒnego zderzenia g³ównej si³y opozycji Unii Demokratycznej z
wyniesionym przez ni± na prezydenturê ¯eliu ¯elewem, który zdradzi³ ideê
dekomunizacyjnych przemian i je skutecznie zablokowa³. ¯elew uniemo¿liwi³
przeprowadzenie lustracji przez antykomunistyczny rz±d Filipa Dymitrowa i
przyczyni³ siê do jego upadku. PóŒniej popar³ powstanie rz±du Berowa, dawnego
doradcy ¯elewa, w oparciu o wiêkszo¶æ postkomunistów i mniejszo¶æ pos³ów
opozycji. Na znak protestu przeciw rekomunizacji Bu³garii poetka B³aga Dymitrowa
ust±pi³a z funkcji wiceprezydenta, ostrzegaj±c, ¿e komunizm zachowuje siêjak
lisica, która udaje martw±, by wykorzystaæ moment i ugryŒæ. Antyprezydencki i
ankomunistyczny zarazem wiec w Sofii zgromadzi³ pó³ miliona osób.I wtedy w
sukurs prokomunistycznemu ¯elewowi przyjecha³ Adam Michnik. Mieszaj±c siê bez
¿enady w sprawy bu³garskie gwa³townie zaatakowa³ manifestantów w oficjalnej
sofijskiej telewizji, nazywaj±c ich „neofaszystami". Po powrocie do Polski
Michnik panegirycznie wychwala³ prezydenta ¯elewa jako tego, który próbuje
prze³amaæ zaklête ko³o dwubiegunowego podzia³u sceny politycznej wbrew
antykomunistom i populistom, którzy d±¿± do dyskryminacji przez dekomunizacjê
(por. A. Michnik: Sofijskie rozmowy, Gazeta Wyborcza z l lipca
1993).Bezprzyk³adne opowiadanie siê Michnika po stronie prezydenta ¯elewa
przeciw opozycji i u¿ycie przezeñ epitetu „neofaszy¶ci" pod adresem
uczestników kilkusettysiêcznych manifestacji wzburzy³o opozycjonistów
bu³garskich. Na ³amach sto³ecznego dziennika Unii Si³ Demokratycznych Demokracja
opublikowano 24 czerwca 1993 r. tekst trzech intelektualistów ostro piêtnuj±cy
wyst±pienie- wybryk Michnika. Trzej znani bu³garscy pisarze: Boris Chritstow,
Dymitr Korud¿ijew i Jordan Wasiliew w artykule zatytu³owanym: Cynizm i
nietolerancja oskar¿yli Michnika o otwart± zdradê idea³ów demokracji i
nietolerancjê, pisz±c miêdzy innymi, i¿ wizyta Michnika g³êboko zrani³a uczucia
wszystkich bu³garskich demokratów. Przyjecha³, ¿eby stan±æ w obronie prezydenta
¯elewa, ale zrobi³ to w sposób powierzchowny, prowokacyjny i butny, bez
spotkania z Edwinem Sugarowem, poet± i deputowanym, który og³osi³ strajk
g³odowy; zrobi³ to bez wyja¶nienia sobie samemu przyczyn antyprezydenckich i
antykomunistycznych manifestacji w naszym kraju (...) jego wypowiedzi w Bu³garii
by³y demagogiczne, nieodpowiedzialne i g³êboko nas rani±ce (...). Jakmo¿na (...)
nazywaæ setki tysiêcy demokratów neofaszystami? (...) Kto mu pozwoli³ tak ciê¿ko
obraziæ najbardziej ¶wiat³ych, najm±drzejszych i najmniej podatnych na
konformizm ludzi w Bu³garii? (...) Michnik przyjecha³ i stan±³ w obronie ¯elewa,
gdy¿ obu ³±czy ten sam los. Ci dawni idole gotowi s± dzisiaj wspieraæ fasadow±
demokracjê, za której kulisami wszystkie sznurki ponownie s± w rêkach komunistów
(...) Michnik okaza³ siê nietolerancyjny wobec bu³garskiej demokracji i dlatego
straci³ nasz szacunek i mi³o¶æ (...) (cyt. za Gazet± Wyborcz± z l lipca 1993).Z
oburzeniem komentowa³a pe³en buty wyskok Michnika w bu³garskiej telewizji
Kristina MetanowaNejman, w 1989 roku za³o¿ycielka Solidarno¶ci
Polsko-Bu³garskiej. W nades³anym do Tygodnika Solidarno¶æ (z 9 lipca 1993)
tek¶cie Z dziejów honoru w Bu³garii pisa³a: (...) Dawne gwiazdy opozycji s±
intelektualnie bezradne wobec ruchów protestu przeciw rekomunizacji. Niczym
dawni marksi¶ci, nazywaj±cy protestuj±cych przeciw totalitaryzmowi chuliganami;
z³o¿ony objaw sprzeciwu wobec recydywy komunizmu Michnik i inni dysydenci
potrafi± opatrzyæ jedynie etykietk± mot³ochu lub neofaszystów.Dla Michnika ruch
protestu w Bu³garii jest sztuczny, bo przecie¿ groŒby recydywy komunistów nie
ma. Jak mo¿na walczyæ z czym¶, czego nie ma? -pyta Michnik. Jak robotnicy mog±
walczyæ z w³adz± robotników? -py



~CZERWONA ZARAZA, 2007-09-22 03:51


Wygl±da na to, ¿e Michnik ma podobny ¿yciorys do Braci Kaczyñskich, st±d takie
ostatnio okazywane przez niego uwielbienie dla prezydenta. Te ich ci±goty w
stronê Ukrainy i rodzinne powi±zania z komunistami...
Zwasze wiedzia³em, ¿e Kaczñscy maj± wspólny jêzyk z UWolami.

boukun
fatso
2008-09-10 19:05:36 UTC
Permalink
Raw Message
Strasznie duzo chlamu powyzej, nie zdolalem sie doczytac czy klamca-
Michnik przyznaje sie tam wreszcie ze nie jest biologicznym synem
Szechtera ani Heleny Michnik. Nie moze wiec byc bratem mordecy sadowego
Stefana Michnika takze. Michnik jest znajda wzietym na wychowanie z
jakiegos domu dziecka. A ze genialny to zapewne Ashkenazi bo i innego,
jakiegos Swinskiego Ryja to szechter by nie przygarnal. Pisze o tym
mlody Zambrowski gdzies polgebkiem.

fatso
boukun
2008-09-10 19:25:40 UTC
Permalink
Raw Message
Strasznie duzo chlamu powyzej, nie zdolalem sie doczytac czy klamca- Michnik
przyznaje sie tam wreszcie ze nie jest biologicznym synem Szechtera ani Heleny
Michnik. Nie moze wiec byc bratem mordecy sadowego
Stefana Michnika takze. Michnik jest znajda wzietym na wychowanie z jakiegos
domu dziecka. A ze genialny to zapewne Ashkenazi bo i innego, jakiegos
Swinskiego Ryja to szechter by nie przygarnal. Pisze o tym mlody Zambrowski
gdzies polgebkiem.
fatso
Tu jest całość, bo to nie była całość i z innej strony :

Adam Michnik "Eurołgarz"
http://www.jerzyrobertnowak.com/ksiazki/czarny_leksykon.htm

boukun
Hreczecha
2018-03-12 18:01:23 UTC
Permalink
Raw Message
Post by boukun
Strasznie duzo chlamu powyzej, nie zdolalem sie doczytac czy klamca- Michnik
przyznaje sie tam wreszcie ze nie jest biologicznym synem Szechtera ani Heleny
Michnik. Nie moze wiec byc bratem mordecy sadowego
Stefana Michnika takze. Michnik jest znajda wzietym na wychowanie z jakiegos
domu dziecka. A ze genialny to zapewne Ashkenazi bo i innego, jakiegos
Swinskiego Ryja to szechter by nie przygarnal. Pisze o tym mlody Zambrowski
gdzies polgebkiem.
fatso
Adam Michnik "Eurołgarz"
http://www.jerzyrobertnowak.com/ksiazki/czarny_leksykon.htm
boukun
A jakiego pochodzenia jest Jerzy Robert Nowak? A scislej: Czy tylko PZPR-owskiego?
u2
2018-03-12 18:04:13 UTC
Permalink
Raw Message
Post by Hreczecha
A jakiego pochodzenia jest Jerzy Robert Nowak? A scislej: Czy tylko PZPR-owskiego?
te fikuś mikuś on jest tego samego pochodzenia co ty:)
--
General Skalski o zydach w UB :

"Rozanski, Zyd, kanalia najgorszego gatunku, razem z Brystigerowa,
Fejginami, to wszystko (...) nie byli ludzie."

prof. PAN Krzysztof Jasiewicz o zydach :

"Zydow gubi brak umiaru we wszystkim i przekonanie, ze sa narodem
wybranym. Czuja sie oni upowaznieni do interpretowania wszystkiego,
takze doktryny katolickiej. Cokolwiek bysmy zrobili, i tak bedzie
poddane ich krytyce - za malo, ze zle, ze zbyt malo ofiarnie. W moim
najglebszym przekonaniu szkoda czasu na dialog z Zydami, bo on do
niczego nie prowadzi... Ludzi, ktorzy uzywają slow 'antysemita',
'antysemicki', nalezy traktowac jak ludzi niegodnych debaty, ktorzy
usiluja niszczyc innych, gdy brakuje argumentow merytorycznych. To oni
tworza mowe nienawisci".
Walidator
2008-09-10 16:34:04 UTC
Permalink
Raw Message
Post by fatso
Strasznie duzo chlamu powyzej, nie zdolalem sie doczytac czy klamca-
Michnik przyznaje sie tam wreszcie ze nie jest biologicznym synem
Szechtera ani Heleny Michnik. Nie moze wiec byc bratem mordecy sadowego
Stefana Michnika takze. Michnik jest znajda wzietym na wychowanie z
jakiegos domu dziecka. A ze genialny to zapewne Ashkenazi bo i innego,
jakiegos Swinskiego Ryja to szechter by nie przygarnal. Pisze o tym mlody
Zambrowski gdzies polgebkiem.
fatso
Panie Sharonie, uprzejmie prosze o *weryfikacje* powyzszej wypowiedzi
niejakiego 'facia'. Mnie interesuje jedynie *prawda*, a nie bel.kot dla
efek.tu.
W.
j***@gmail.com
2018-03-12 19:55:50 UTC
Permalink
Raw Message
Tutaj odcina się od reszty:

https://m.youtube.com/?gl=PL&hl=pl#/watch?v=pFUBDvjhqPw


m***@gmail.com
2018-03-12 14:43:37 UTC
Permalink
Raw Message
"Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust
intelektualny." - Zbigniew Herbert Załgany rodowódJarosław Kaczyński, opisując
kiedyś zachowanie Michnika, podkreślał jego niebywałą skłonność do kłamstwa, to,
że potrafi łżeć w żywe oczy, dosłownie iść w zaparte. Trzeba przyznać, że szczyt
łgarstwa osiąga Michnik już przy najnowszych opisach rodowodu swojej rodziny.
Kiedy na przykład stara się maksymalnie wybielić postać swego ojca Ozjasza
Szechtera, członka Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Zachodniej
Ukrainy. I pisze o nim, że czuł się on jak absolutnie polski Polak (Między Panem
a Plebanem, Kraków 1995, s. 50). Nie wyjaśnia tylko nigdzie, co ten absolutnie
polski Polak szukał w Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy i jak zawędrował
na sam jej wierzchołek z tą swą rzekomą dumą z polskiej tożsamości (tamże, s.
50). Przypomnijmy, że Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy konsekwentnie
dążyła do rozbicia Polski, oderwania wielkiej części jej ziem i przyłączenia do
już rusyfikowanej skrajnym sowieckim terrorem wschodniej Ukrainy. Dodajmy, że
według książki H. Piecucha: Akcje specjalne (Warszawa 1996, s. 76), ten
absolutnie polski Polak Ozjasz Szechter był starym, wypróbowanym agentem Moskwy
w Polsce. I wchodził wraz z Brystygierową, Bermanem, Chajnem, Groszem, Kasmanem
i innymi w skład wydzielonej komórki, bezpośrednio podporządkowanej Moskwie.
Komuniści - konfidenciWedług najlepszego jak dotąd opracowania dziejów
przedwojennych komunistów pióra Jana Alfreda Reguły (Mitzenmachera), Szechter,
bardzo znany działacz KPZU, został aresztowany wraz z grupą innych działaczy
KPZU jesienią 1930 r. Jak pisze Reguła: Oskarżeni sypali innych towarzyszy
partyjnych (...) przodowali w tym komuniści, zajmujący stanowiska kierownicze
Historia Komunistycznej Partii Polski, Warszawa 1934, s. 243). Michnik w
wywiadzie z Danielem Cohn Benditem stwierdził: Mój ojciec byl bardzo znanym
działaczem komunistycznej partii przed wojną, siedział osiem lat w więzieniu. Po
wojnie nie odgrywał żadnej roli. Nie odgrywał, bo nie chciał jej odgrywać (cyt.
za: L. Żebrowski: Paszkwil „ Wyborczej", Warszawa 1995, s. 35). Zdaniem
Żebrowskiego (op. cit., s. 35): Bardziej prawdopodobne jest jednak to, iż z
powodu zaszłości nie powierzono mu wysokich funkcji partyjnych.Według Adama
Michnika kapo wojnie jego ojciec rzekomo już nie wierzył w komunizm, doskonale
wiedział, że cały realny socjalizm to wielkie świństwo i paskudztwo (op. cit.,
s. 53). A nawet według zwierzeń Michnika o ojcu: Miał on poglądy straszliwie
Polityka Polska, grudzień 1990, s. 34). I ten wielki antykomunista Ozjasz
Szechter, który uważał realny socjalizm za wielkie świństwo, po wojnie jednak
wstąpił do PZPR. Gdy ksiądz Tischner zdziwiony zapytał Michnika o to: Zapisał
się, chociaż nie wierzył? Michnik odpowiednio „wyjaśnił": Absolutnie nie
wierzył, ale potem to sobie racjonalizował. Skoro nic się nie da poradzić na
sowiecką przemoc... (Między Panem... op. cit., s. 51). Ze zwierzeń Michnika w
Polityce Polskiej dowiadujemy się również, że od ojca już w pierwszych rozmowach
otrzymał niezwykle mocny zastrzyk myślenia antyreżimowego. Był to rzeczywiście
„mocny" zastrzyk, jeśli nie przeszkodził Michnikowi już w młodości w
działaniu przez lata w komunistycznym „czerwonym harcerstwie" walterowców,
a jeszcze podczas swego procesu w 1969 r. w gromkich zapewnieniach, że jest
komunistą! Brat - morderca sądowy W "Między panem a plebanem" (op. cit., s. 50)
znajdujemy kolejne łgarstwo Michnika o ojcu: "Przez wszystkie lata bardzo
konsekwentnie unikał peerelowskiej kariery". Jak więc wytłumaczyć piastowanie
przez Ozjasza Szechtera w czasach stalinowskich stanowiska zastępcy redaktora
naczelnego skrajnie serwilistycznego organu związków zawodowych - "Głosu Pracy"
(od 1 stycznia 1951 r. do 11 marca 1953 r.). Ciekawe, że szefem Szechtera w tej
gazecie kadłubowych związków zawodowych był Bolesław Gebert, ojciec obecnego
podwładnego Michnika - Dawida Warszawskiego (Geberta). Wpływ wychowawczy
"wielkiego antykomunisty" Ozjasza Szechtera jakoś nie zaszkodził w PRL-owskiej
karierze starszego brata Adama - mordercy sądowego Stefana Michnika. Należy on
do grupy stalinowskich katów, którzy winni odpowiadać przed sądem
Rzeczypospolitej za zbrodnie przeciwko Narodowi Polskiemu. Prezes Sądu
Najwyższego Adam Strzembosz pisał na łamach "Rzeczpospolitej" (z 18 marca 1996
r.) o kapitanie Stefanie Michniku jako członku jednej z dwóch grup sędziów
najbardziej odpowiedzialnych za mordercze wyroki. Był on bowiem członkiem grupy
sędziów, którzy orzekali wyroki śmierci w sprawach, w których doszło później do
pełnej pośmiertnej rehabilitacji osób skazanych na śmierć. Jeszcze jako młody
podporucznik Stefan Michnik został dopuszczony do sądzenia spraw oficerów dużo
wyższych od niego stopniem. Niejednokrotnie wchodził do składów sędziowskich w
warszawskim Wojskowym Sądzie Rejonowym, który miał najwięcej spraw "ciężkiego
kalibru" o wielkim politycznym znaczeniu, oczywiście spraw całkowicie
sfabrykowanych. Wyrokował w tzw. sprawach tatarowskich. Stefan Michnik nie
zawiódł pokładanego w nim zaufania. Sądził tak, jak od niego oczekiwano,
nieuczciwie i bezwzględnie, wydając surowe wyroki, w tym wyroki śmierci na osoby
całkowicie niewinne. I został za to dobrze wynagrodzony, awansując w 1956 r. w
wieku zaledwie 27 lat do stopnia kapitana. Jako podporucznik był sędzią
wydającym wyroki w sfabrykowanych procesach majora Zefiryna Machalli, pułkownika
Maksymiliana Chojeckiego, majora Jerzego Lewandowskiego, pułkownika Stanisława
Weckiego, majora Zenona Tarasiewicza, pułkownika Romualda Sidorskiego,
podpułkownika Aleksandra Kowalskiego (por. "Dokumenty. Mieczysław Szerer.
Komisja do badania odpowiedzialności za łamanie praworządności 10 czerwca 1957",
paryskie "Zeszyty Historyczne", 1979, nr 49, s. 156-157, i J. Poksiński, My
sędziowie, nie od Boga..., Warszawa 1996, s. 276). Wydał w tych procesach
surowe wyroki, w tym kilka wyroków śmierci. Był sędzią między innymi w
procesach:majora Zefiryna Machalli (wyrok śmierci, pośmiertnie rehabilitowany)
· pułkownika Maksymiliana Chojeckiego (niewykonany wyrok śmierci)
· majora Jerzego Lewandowskiego (niewykonany wyrok śmierci) ·
pułkownika Stanisława Weckiego wykładowcy Akademii Sztabu Generalnego (13 lat
więzienia, zmarł torturowany, pośmiertnie zrehabilitowany) · majora
Zenona Tarasiewicza · pułkownika Romualda Sidorskiego redaktora
naczelnego Przeglądu Kwatermistrzowskiego (12 lat więzienia, zmarł wskutek złego
stanu zdrowia, pośmiertnie zrehabilitowany) · podpułkownika Aleksandra
Kowalskiego · majora Karola Sęki, artylerzysty spod Radomia,
przedwojennego oficera, potem oficera Narodowych Sił Zbrojnych (wyrok śmierci,
stracony w 1952 roku) 10 stycznia 1952 r. stracono w wieku 37 lat skazanego na
śmierć przez Michnika majora Zefiryna Machallę (został zrehabilitowany
pośmiertnie 4 maja 1956 r.). Stefan Michnik wydał wyroki śmierci również na
byłego polskiego attaché wojskowego w Londynie, pułkownika M. Chojeckiego i na
majora J. Lewandowskiego. Ci mieli więcej szczęścia, wyroku nie wykonano. W
przypadku płk. Chojeckiego zadecydowało to, że wiceminister MBP Romkowski chciał
wykorzystać Chojeckiego jako świadka w innym procesie. Dzięki temu Chojecki
dożył 1956 r., a 28 marca 1956 r. jego sprawa została umorzona z powodu
całkowitego braku dowodów winy. 8 grudnia 1954 r. zmarł, niecały miesiąc po
udzieleniu mu przerwy w odbywaniu kary więzienia, skazany przez Michnika na 13
lat więzienia płk Stanisław Wecki, były wykładowca Akademii Sztabu Generalnego,
przez dwa lata więzienia torturowany, pośmiertnie uniewinniony (por. J.
Poksiński, TUN, Warszawa 1992 r.). Ciężkie przejścia więzienne przyspieszyły
śmierć innego skazanego przez Michnika (na 12 lat więzienia) płk. Romualda
Sidorskiego, byłego naczelnego redaktora "Przeglądu Kwatermistrzowskiego". W
marcu 1955 r. ze względu na bardzo zły stan zdrowia udzielono mu przerwy w
odbywaniu kary; zmarł wkrótce. Został pośmiertnie zrehabilitowany 25 kwietnia
1956 r. Wyroki śmierci w głośnych sprawach wysokich oficerów z grupy generała
Tatara wcale nie były jedynymi wyrokami śmierci, które orzekł Stefan Michnik.
Tylko że te inne wyroki - w sprawach oficerów podziemia niepodległościowego, są
dużo mniej znane. Tak jak podpisany przez Stefana Michnika wyrok śmierci na
majora Karola Sęka, który miałem możliwość oglądać w listopadzie 1994 r. na
wystawie na UMCS w Lublinie, uczestnicząc tam w panelu na temat "Żołnierzy
wyklętych" (tj. żołnierzy polskiego niepodległościowego podziemia po 1944 r.).
Major Karol Sęk, artylerzysta spod Radomia, przedwojenny oficer, potem oficer
Narodowych Sił Zbrojnych, został stracony z wyroku sędziego wojskowego Stefana
Michnika w 1952 r. Stefan Michnik "niewiele rozumiał, ale podpisywał wyroki
śmierci i czuwał nad ich wykonaniem". A były to wyroki godzące w najlepszych
polskich patriotów. Tak jak w przypadku kierowanego przez Stefana Michnika
wykonania wyroku śmierci na wspaniałym polskim patriocie Andrzeju Czaykowskim,
cichociemnym, powstańcu warszawskim, zastępcy dowódcy połączonych baonów
"Oaza-Ryś" na Mokotowie i Czerniakowie. Odznaczonym za bohaterstwo w walce z
Niemcami Krzyżem Virtuti Militari. Zamordowano go na Mokotowie 10 października
1953 r. pod nadzorem porucznika Stefana Michnika (por. opis tej tragedii pióra
P. Jakuckiego, "Zamordowany za patriotyzm", "Gazeta Polska", 20 października
1994 r.). Hańba domowa Myślę, że sprawa brata - stalinowskiego zbrodniarza,
stanowi jeden z kluczy, wyjaśniających ciągły flirt Adama Michnika z komunistami
po czerwcu 1989 r. Chodziło o łączący go z nimi równie głęboki strach przed
rozliczeniami i pełnym pokazaniem "hańby domowej" czy "hańby rodzinnej". Mając
stalinowskiego kata w rodzinie, Michnik robił wszystko, aby nie doszło do
prawdziwych rozliczeń ze zbrodniami komunizmu, opublikowania ksiąg hańby, bo
uznał to za niezwykle groźne dla własnej legendy. Przypomnę tu, że Adam Michnik
usprawiedliwiał wyroki wydawane przez swego brata (nigdzie nie podając jednak,
że chodziło o wyrok śmierci) tym, że: "Kiedy zapadały najgorsze wyroki, Stefan
był dwudziestoparoletnim człowiekiem, który niewiele rozumiał z tego, co się
działo" ("Między panem...", s. 48). Wyjaśnijmy więc, że młody porucznik Stefan
Michnik gorączkowo rwał się do sądzenia w sfabrykowanych procesach wojskowych
nad dużo wyższymi od niego stopniem majorami czy pułkownikami, bo widział w tym
szansę błyskawicznego przyspieszenia swojej kariery. I rzeczywiście uległa ona
radykalnemu przyspieszeniu - już w wieku 27 lat awansował na kapitana. Przy
obrazie rodowodu Adama Michnika warto wspomnieć również o roli jego matki,
zaangażowanej komunistki sprzed wojny - Heleny Michnik. Po wojnie wsławiła się
głównie dogmatycznymi podręcznikami, zalecającymi m.in. jak najskuteczniej
walczyć z religią katolicką. Oto przykładowy fragment jej zaleceń zamieszczony w
"Komentarzu metodycznym dla klasy IX ogólnokształcącej szkoły korespondencyjnej
stopnia licealnego" do podręczników: E. Kosiński "Historia wieków średnich",
A.W. Jefimow "Historia nowożytna", S. Missalowa i J. Schoenbrenner "Historia
Polski", Warszawa 1953 r.: "(...) Nie wystarczy np. powiedzieć, że Kościół był
główną podporą feudalizmu, lecz trzeba to udowodnić. Udowadniać będziecie w ten
sposób: Kościół był główną podporą feudalizmu, ponieważ: 1) głosił, że władza
królewska pochodzi od Boga, a więc poddanym nie wolno się buntować; 2) głosił
wieczność feudalizmu i zasady nierówności społecznej; 3) stosował klątwę
kościelną i karał wszystkich występujących przeciwko nierówności społecznej; 4)
urządzał krucjaty przeciwko ruchom ludowym, np. przeciwko albigensom we Francji,
husytom w Czechach itd.; 5) zwalczał postępową naukę, gdyż podważała ona
panujący ustrój (np. potępienie nauki Kopernika, Galileusza itd.); 6) przez
hasło 'błogosławieni maluczcy duchem' utrwalał ciemnotę i zacofanie mas
ludowych; 7) głosząc, że ci, którzy cierpią na tym świecie, będą zbawieni po
śmierci, rozbrajał rewolucyjną walkę mas ludowych" itd. Adam Michnik twierdził,
że jego matka wywodziła się z "całkowicie spolonizowanej żydowskiej rodziny",
pisał o jej "całkowitej identyfikacji z polskością" ("Między panem...", s.
46-47). Nie wyjaśnił tylko, jak pod opieką takich patriotycznych rodziców -
ojca jakoby absolutnie "polskiego Polaka" i matki "całkowicie identyfikującej
się z polskością" - on sam już w młodości stał się narodowym nihilistą ("Między
panem...", s. 91). Pisał sam o sobie, że był narodowym nihilistą i rzekomo
przestał nim być po marcu 1968 r. Komunistycznemu rodowodowi Michnika
towarzyszyły odpowiednie splendory - wielkie, eleganckie mieszkanie w gęsto
obsadzonej przez zaufanych towarzyszy z partyjnej i bezpieczniackiej elity Alei
Przyjaciół w Warszawie, dokładnie w tym samym domu, w którym mieszkał były
stalinowski minister bezpieczeństwa Stanisław Radkiewicz (por. "Wprost", 22
listopada 1991 r.). Adam Michnik „Eurołgarz"W maju 1995 roku doszło do
otwartego, bezpośredniego starcia Adama Michnika z przedstawicielami śląskich
górników. Michnik przybył wówczas, by zeznawać w obronie byłego szefa MSW - gen.
Czesława Kiszczaka, oskarżonego o przyczynienie się do śmierci 9 górników z
kopalni „Wujek" i zranienie 25 górników z kopalni „Manifest
Lipcowy". Widząc Michnika przyjacielsko witającego się z Kiszczakiem, związkowcy
śląskiej „Solidarności" zapytali go jak może podawać rękę mordercy
górników z „ Wujka"? Górników, którzy strajkowali po to, by wypuszczono
internowanych w stanie wojennym, takich jak Michnik. I dodali: Mamy prawo
sądzić, że jest pan kupiony. Półtora roku później w Gazecie Wyborczej z 17 XII
1996 r. Michnik gwałtownie zaatakował oświadczenie Komisji Krajowej
„Solidarności", domagającej się, by wreszcie stało się zadość tak długo
oczekiwanej sprawiedliwości w sprawie zamordowania górników z kopalni
„Wujek". Dla Michnika żądanie Nadzwyczajnego Trybunału rozliczenia stanu
wojennego jest czymś wyjątkowo niegodziwym, jest drwieniem z cierpień tych,
którzy zginęli. Za to nie jest dla niego drwieniem dotychczasowa parodia wymiaru
sprawiedliwości i bezkarność zbrodniarzy, odpowiedzialnych za śmierć górników z
„Wujka" i jakże wiele innych PRL-owskich zbrodni. Jak zrozumieć ten tak
nikczemny komentarz człowieka, który kiedyś był jednym z idoli dla wielu osób ze
środowisk „Solidarności"? Prezentowany niżej tekst jest próbą pokazania
uwarunkowań, które wpłynęły na taką postawę Michnika, prawdziwego homo
sovieticus, który nigdy faktycznie nie wyzwolił się spod ducha skrajnej
komunistycznej nietolerancji wobec wszystkich inaczej myślących.Niewiele osób w
Polsce może się „poszczycić" takim, jak Michnik zafałszowaniem swego
życiorysu, równie starannym przemilczaniem rzeczy wstydliwych i eksponowaniem
„blasków". Czyż można się jednak temu dziwić w przypadku osoby przez ponad
osiem i pół roku kierującej najpotężniejszą trybuną prasową, jaką jest GW i
korzystającej z ciągłej reklamy, robionej mu przez wdzięcznych podwładnych?
Dziennikarka Irena Lasota, niegdyś bardzo bojowa towarzyszka Michnika w ruchu
marcowym 1968 roku, w listopadzie 1991 r. w obszernym, udokumentowanym artykule
wyraziła całe swe obrzydzenie nieustającym reklamowaniem Michnika na łamach jego
własnej gazety (I. Lasota: Niewidzialny redaktor, Tygodnik Solidarność l XI 1991
r.). Niewiele się odtąd zmieniło. Uznany w swoim czasie przez Żydów
amerykańskich za „Żyda roku" i super-Europejczyka przez polskie lobby
filosemickie, Michnik wciąż cieszy się wyjątkową klaką w najbardziej wpływowych
mediach. By przypomnieć choćby serię ośmiu czy dziewięciu audycji telewizyjnych
Jerzego Markuszewskiego, puszczanych wieczorami ku skrajnemu zanudzeniu
telewidzów. Sam Michnik doszedł wręcz do krańców próżności i samouwielbienia, i
potrafi już tylko zapewniać, iż nie ma cienia wątpliwości, że Jezus go umiłował
(GW24-26 XII 1994 r.).Pochodzę z żydokomunyŚrodowisko G W od lat z niezwykłą
zaciętością zwalcza wszelkie przejawy stosowania pojęcia „żydokomuna",
piętnując je jako przejaw antysemityzmu. Cóż, komunizm stał się rzeczą bardzo
wstydliwą i teraz już nikt nie chce się do niego przyznać ani Jaruzelski, ani
Kwaśniewski czy Rakowski. Bardzo wstydliwe stało się też pojęcie żydokomuny. Tym
ciekawsze na tym tle może być więc przypomnienie wypowiedzi Michnika z 1988
roku, a więc jeszcze przed światowym załamaniem się komunizmu. W nowej sytuacji
Michnik potrafił jeszcze szczerze wyznawać w katolickim piśmie Powściągliwość i
Praca (nr 6, 1988 r.): (...) Jak na pewno wiecie, środowiskiem, z którego
pochodzę, jest liberalna żydokomuna. To jest żydokomuna w sensie ścisłym, bo moi
rodzice wywodzili się ze środowisk żydowskich i byli przed wojną komunistami.
Być komunistą znaczyło wtedy coś więcej niż przynależność do partii to oznaczało
przynależność do pewnego języka, do pewnej kultury, fobii, namiętności.
Niejednokrotnie spierając się z moimi kolegami, którzy wywodzili się z podobnego
zastanówcie się, jak trudno jest wam wziąć się za łeb z syndromem żydokomuny l
Dlaczego? Dlatego, że widzicie nie tylko paskudztwo jego skutków, ale też
wszystkie żeby tak rzec realne wartości motywacyjne, które niesie: nadzieję na
sprawiedliwość społeczną, przekonanie dłużników, że trzeba się angażować po to,
aby zmieniać świat i czynić go lepszym... Do tego wszystkiego jesteście
przywiązani i nie godzicie się na zniszczenie całej tej tradycji en
bloc(...).Trzeba przyznać, że w tym cytacie Michnik jawił się już jako ktoś
znacząco wyprzedzający myślowo swoje środowisko, ciągle jeszcze (w 1988 roku!)
przekonane o wartości tradycji żydokomuny i jej broniące. I dopiero Michnik
musiał je przekonywać o tym, że tradycja ta jest bardzo niewygodna i konieczna
do odcięcia. Oczywiście do odcięcia tylko słownego, na pokaz, bo sam komunizm
pozostał dla Michnika czymś, co dalej jakże uparcie lubi idealizować. Z jakimż
rozczuleniem wspominał w początkach 1992 roku w rozmowie z generałem
Jaruzelskim, fałszywie generalizując: Najświatlejsze umysły na Zachodzie
popierały komunizm (G W25-26 IV 1992 r.).Fałszywie generalizując, bo można
wyliczyć cały szereg najświatlejszych umysłów na Zachodzie od Camusa po Orwella,
Dos Passosa i Steinbecka, które nie tylko, że nie popierały komunizmu, ale go
gorąco zwalczały. Nie mówiąc o traktujących komunizm z odrazą najświatlejszych
umysłach na Wschodzie od Pasternaka, Bułhakowa i Sołżenicyna, poprzez
Tatarkiewicza i Herberta po Kodalya.Komunistyczna zaprawa w młodościW kierowanym
przez Kuronia „czerwonym harcerstwie" młody Michnik przeżywał nastrój
komsomolskich idealistów. Wspominał jeszcze w 1984 roku: Bez sentymentu nie
umiem myśleć o tej gromadce chłopców i dziewcząt, która latem 1958 roku w
czerwonych chustach nawiedzała chłopskie zagrody, śpiewając piosenki po rosyjsku
i żydowsku. Ksiądz Tischner, komentując wspomnienie Michnika, zauważył: Jestem
trochę zdziwiony. Kiedy wyobrażam sobie to lato 1958 roku i tych biednych
chłopów, którzy dopiero co odzyskali ziemię, dopiero się podnieśli, bo jeszcze
dwa lata wcześniej byli zrównani z ziemią, i pewnie po prostu bali się przegnać
was kijami, to mam uczucie mieszane (Między Panem..., op. cit., s. 56). Michnik
tłumaczy się w odpowiedzi: Ależ ja o tym piszę. Czytaj dalej „Było w tym
bezczelne wyzwanie, rzucone potocznej świadomości, było też głębokie
niezrozumienie pokaleczonej narodowej pamięci"... Tylko, że my tego wówczas nie
rozumieliśmy(...).Pod bokiem czerwonego inkwizytoraPo kilku latach
„czerwonego harcerstwa" Michnik przeżywa kolejny etap wtajemniczenia w
politykę, tym razem w rozkręcanym pod patronatem dawnego stalinowskiego
inkwizytora nauki Adama Schaffa Klubie Poszukiwaczy Sprzeczności przy stołecznym
ZMS. Klub skupił dzieci różnych komunistycznych prominentów, między innymi syna
ówczesnego I sekretarza KW PZPR Andrzeja Titkowa. Klub w końcu został
rozwiązany, ale Michnik już coraz ambitniej przechodzi do pierwszego szeregu
„intemacjonalistycznego" nurtu studentów UW. Nurtu, który krytykuje różne
oficjalne rozwiązania z pozycji trockistowskich (popularyzując głównie
trockistowski List otwarty Kuronia i Modzelewskiego).Komunistyczna Polska to
moja PolskaW rozmowie z Danielem Cohn Benditem w czerwcu 1988 Michnik
Należałem do komunistów w sześćdziesiątych latach. Uważałem, że komunistyczna
Polska to moja Polska (por. L. Żebrowski: op. cit., ss. 25, 26). Jeszcze w 1995
roku przyznawał w rozmowie z księdzem Tischnerem: "Normalny człowiek z
normalnego domu kiedy kończył szkołą, wiedział, że ci rządzący komuniści to są
oprawcy, zbrodniarze, że mogą zabić, złamać życie. To rodziło strach. Ja
uważałem, że komuniści wprawdzie popełniają pewne błędy ideologiczne, bo nie
dość uważnie przeczytali Marksa oraz Lenina, ale, że to da się naprostować.
Wystarczy ich trochę oświecić, przekonać, zmusić do czytania (...) (Między
Panem..., op. cit., s. 91).Przeciw Narodom i KościołowiOd przeważającej
większości Polaków różniła Michnika i jego otoczenie również skrajna, absolutna
niechęć do patriotyzmu i Kościoła katolickiego. Mówienie o narodzie i polskości
było dla Michnika czymś jak mówienie do ślepego o kolorach. Bardzo wymowna pod
tym względem była jego reakcja na stanowcze potępienie przez Prymasa Tysiąclecia
Stefana Wyszyńskiego w styczniu 1963 roku nihilistyczno-kolaboranckiego artykułu
Stanisława Stommy. Przedstawił on na łamach TP Powstanie Styczniowe i inne
powstania polskie jako niepotrzebne i chore wytwory polskich kompleksów
antyrosyjskich. Oburzony Prymas Polski powiedział we wspaniałym kazaniu 27
stycznia 1963 roku, że nie chodziło w tych powstaniach żaden narodowy kompleks,
ale o niezbywalne prawa Narodu do wolności samostanowienia o sobie. Michnik
dosłownie niczego z tego nie zrozumiał. Przyznawał w książce Między Panem a
Plebanem (s. 168): Nikt z nas nie potrafił wówczas zrozumieć, co się Prymasowi
stało. Wyszyński miał jednak lepszą intuicję niż warszawscy inteligenci. Czuł
już, że rodzi się jakaś nowa tożsamość, że słowo „naród" odzyskuje swoje
miejsce w politycznym myśleniu Polaków. Jak widać Michnik dalej niewiele rozumie
z postawy Prymasa Tysiąclecia. W rzeczywistości kardynał Wyszyński nie musiał
się bowiem wcale przystosowywać do nowej sytuacji, bo zawsze głęboko odczuwał
takie słowa, jak Polska i Naród w przeciwieństwie do antynarodowych
„michnikowców". Wszak pierwszy powiedział, na dwadzieścia lat przed słynną
pieśnią Pietrzaka Żeby Polska... - w kazaniu na Jasnej Górze w czerwcu 1958
roku: Aby Polska Polską była! Aby w Polsce po polsku się myślało.Cóż z tego mógł
pojąć Michnik, który w rzeczywistości nigdy nie przestał być narodowym nihilistą
(przynajmniej w odniesieniu do historii Polski), w ostatnich latach wręcz
wyspecjalizowanym w zagranicznych donosach na Polskę. Nie mógł pojąć polskości
człowiek wychowany od kolebki na luksemburgizmie (vide obrona przez Michnika pod
pseudonimem A. Zagozda poglądów Róży Luksemburg na łamach Więzi w 1975 r., nr
9).Szczególnie skrajne było zacietrzewienie Michnika i jego środowiska przeciw
Kościołowi katolickiemu i kardynałowi Wyszyńskiemu. Przedstawiali go jako
skrajnego wstecznika i popierali ideologiczną wojnę PZPR przeciw Kościołowi.
Także i w najostrzejszym punkcie tej wojny po ogłoszeniu Listu biskupów w 1965
roku. Michnik wsławił się wówczas gwałtownym atakiem na kardynała Wyszyńskiego
na łamach Argumentów, atakiem odzwierciedlającym, jak przyznawał po latach,
głębię myśli kompletnego troglodyty (Między Panem..., op. cit., s. 73). Już w
1977 roku „samokrytycznie" oceniał w wydanej w Paryżu książce Kościół,
lewica, dialog (s. 61) swój udział w potępianiu listu biskupów polskich z 1965
roku: (...) w tym nieprzyzwoitym spektaklu sam wziąłem udział i na samo
wspomnienie rumienię się ze wstydu. Wstydzę się swojej głupoty (...). W innych
częściach tej książki (s. 31 i 139) Michnik tak pisał o swoim środowisku lewicy
laickiej: (...) Popieraliśmy politykę represji, często okrutnych, widząc w niej
drogą do „ nowego wspaniałego świata ", oskarżaliśmy Kościół o reakcyjność
i wszystkie inne grzechy główne, nie bacząc na to, że w atmosferze totalitarnego
zniewolenia Kościół bronił prawdy, godności i wolności człowieka (...).
Tradycyjnie przywykliśmy sądzić, że religijność i Kościół to synonimy
wstecznictwa i tępego Ciemnogrodu. Z tej perspektywy wzrost indyferentyzmu
religijnego traktowany był przez nas jako naturalny sojusznik umysłowego i
moralnego postępu. Pogląd taki sam byłem jego wyznawcą uważam za fałszywy (...).
Warto uważnie przeczytać tę „samokrytykę" Michnika, gdyż cała linia GW w
sprawach religii i Kościoła od 1989 roku była i jest faktycznym bardzo zręcznym
rozwinięciem tej samej postawy antykościelnej, za którą tak się kajał na pokaz w
powyższej wypowiedzi. Faktem jest, że w połowie lat sześćdziesiątych Michnik
jeszcze nawet nie próbował ukrywać tego, iż uważa, że wszystko, co pochodzi od
episkopatu katolickiego, jest reakcyjne, nacjonalistyczne i perfidne (jak
przypomniał w interesującym szkicu o Michniku Adam Krzemiński na łamach Polityki
z 18 maja 1989 roku).Oderwanie Michnika i jego środowiska od przeważającej
części polskiego społeczeństwa przyniosło fatalne skutki w 1968 roku.
„Michnikowcy" dali się wówczas wciągnąć w perfidną pułapkę
„moczarowców" i nieświadomie ułatwili ich grę dla umocnienia polityki
„twardej ręki" w Polsce. Najgorsze skutki przyniósł fakt, że pochodzący z
prominenckich rodzin „michnikowcy" nie umieścili w swym programie z 1968
r. żadnych postulatów gospodarczych i społecznych, które by mogły rzeczywiście
pociągnąć polskie społeczeństwo, zmęczone wyrzeczeniami okresu późnego Gomułki
(na zaledwie dwa lata przed wybuchem społecznym na Wybrzeżu!). Tragicznie
rozbity ruch studencki „owocował" represjami, w tym pierwszym paroletnim
więzieniem Michnika.Z daleka od Radomia i UrsusaWydarzenia 1976 roku, czas
Radomia i Ursusa, Michnik spędza daleko od Polski. Przebywa rok we Francji na
zaproszenie Jeana Paula Sartre'a, akurat wówczas przeżywającego jeden z
najbardziej fanatycznych okresów ultralewicowości. Michnik jest wielokrotnym
gościem paryskiej Kultury, słynnego Maisons Laffitte, poznaje ogromną liczbę
ludzi, zdobywa znajomości, które okażą się później wprost bezcenne dla
nagłaśniania poza Polską ludzi związanych z opozycją z tzw. lewicy laickiej.
Wiele podróżuje. Zygmunt Hertz w liście do Miłosza z 30 XI 1976 r. wspomina, że
Michnik właśnie narozrabiał jak pijany zając we Włoszech, i podziwia jego
rozmach.Po powrocie do Polski Michnik odgrywa znaczącą rolę w ożywieniu
związanego z KORem ruchu prasowego i książkowego (NOWA), wykładach Latającego
Uniwersytetu, ale także i w nasileniu konfliktu ze środowiskami
niepodległościowymi (grupą Głosu etc.). W tym czasie Michnik bardzo mocno
deklaruje chęć dialogu z Kościołem katolickim w Polsce, jego wydana w 1977 roku
w Paryżu książka Kościół, lewica, dialog przynosi tony pełnego pokory
samobiczowania za dawny antyklerykalizm własny i swojego środowiska. Swą
samokrytyczną ekspiacją Michnik umie utorować sobie drogę do licznych środowisk
katolickich. Nie zdają one sobie bowiem sprawy, że chodzi wyłącznie o manewr
taktyczny, by zyskać poparcie Kościoła dla ciągle jeszcze czujących swą słabość
„Europejczyków" z opozycji.Na uboczu (1980-1981)Wbrew upowszechnianym
często na Zachodzie legendom roli Michnika jako jednego z „bohaterów"
„Solidarności" w latach 1980-1981, faktycznie odegrał niewielką rolę w
ciągu 16 posierpniowych miesięcy. Same wydarzenia sierpniowe całkowicie go
zaskoczyły. Akurat wyjechał w góry, by pisać esej o taktyce opozycji, gdy doszło
do wybuchu strajków.Napisany w tej sytuacji tekst nadawał się tylko na papier
toaletowy. Zaniepokojony wraz z Kuroniem awanturniczą i nieodpowiedzialną, jak
im się wtedy wydawało, ideą niezależnych i samorządnych związków zawodowych,
którą wysunięto w Gdańsku, miał zamiar pojechać do stoczni i wytłumaczyć
robotnikom, by się nie upierali przy takim żądaniu. Zanim zdążył dotrzeć do
Gdańska, został aresztowany (por.: A. Krzemiński: Zadra, Polityka 20 V 1989 r.).
W 1981 roku postawił na „złego konia" Andrzeja Gwiazdę, w opozycji do
Wałęsy, i został faktycznie zepchnięty na margines wydarzeń. Nie wybrano go do
żadnych władz „Solidarności". Raz tylko przelotnie zyskał szerszy poklask
po błyskotliwym spacyfikowaniu zajść przed posterunkiem milicji w Otwocku. Z
dzisiejszej perspektywy wręcz szokujący może wydawać się fakt, że Michnik, dziś
zapełniający swymi tekstami i wywiadami całe płachty GW, w 1981 roku nie był
jakoś autorem szczególnie pożądanym w prasie solidarnościowej. Uskarżał się po
latach w rozmowie z ks. Tischnerem (Między Panem... op. cit., s. 376), że w 1981
roku: Nikt z redaktorów „ TySola " ani Mazowiecki, ani Cywiński, ani
Kuczyński nie proponował mi napisania dla nich artykułu (...). Tadeusz
Mazowiecki (...) nigdy nie zaproponował mi napisania artykułu do „
Tygodnika Solidarność ".Ostatnie miesiące 1981 roku przeżywał w nastroju
ogromnego rozczarowania. Nie mógł pogodzić się z faktem, że w
„Solidarności" coraz bardziej dominował nurt patriotyczno-narodowy, tzw.
prawdziwi Polacy, których później niejednokrotnie szkalował.Dopiero po stanie
wojennym nadchodzi prawdziwy czas Michnika. Decydują o tym bardzo umocnione w
międzyczasie wpływy dawnych marcowych kolegów w Radiu Wolna Europa, polskiej
sekcji BBC (domena Smolara), zdecydowanie najlepszy dostęp ludzi z opozycji,
związanych z tzw. lewicą laicką, do zachodnich mediów i do zachodnich
funduszy...Michnik siedzi w więzieniu w warunkach o wiele dogodniejszych niż
ogromna część innych postaci opozycji (opisywał to szczegółowo Rozpłochowski).
I, o dziwo, z jego celi swobodnie wychodzą na świat kolejne listy, artykuły i
książki, podczas gdy pozostali współwięźniowie nie mogą się doprosić nawet
ołówka. Czy wszystko to dzieje się rzeczywiście przypadkowo, dzięki wyjątkowej
zręczności Michnika, której nie umiał przeciwdziałać cały personel MSW, jak to
przedstawiał sam Michnik?! A może było tak dlatego, że o wyjątkowym
uprzywilejowaniu Michnika w więzieniu decydowały pewne wpływowe kręgi partyjne,
te same, które tak zabiegały o poparcie zagranicznych Żydów dla WRONu (żydowski
publicysta Abel Kainer pisał w 15 numerze podziemnej Krytyki z 1983r., że: WRON
grata rolę wielkiej opiekunki Żydów).Wiosną 1985 r. Michnik otwarcie opowiada
się za kompromisem z komunistami jako rzeczą nieodzowną w książce Takie czasy...
Rzecz o kompromisie (por. uwagi J. Skórzyńskiego: Ugoda i rewolucja, Warszawa
1995 r., s. 9-11). Rękopis książki, sugerującej dogadanie się z komunistami, bez
przeszkód wydostaje się za mury więzienia. Kilka miesięcy później Michnik stanie
się jedną z czołowych postaci przy „okrągłym stole". Ujawni się tak typowa
dlań cecha absolutnej nielojalności wobec najbardziej nawet bliskich mu w
przeszłości osób.Niewdzięczność to jego hobbyMichnik nie rozumie, czym jest
lojalność czy proste uczucie wdzięczności wobec osób, które mu bardzo znacząco
pomogły w różnych okresach życia. Oto kilka jakże wymownych przykładów.
Redaktorowi naczelnemu paryskiej Kultury Jerzemu Giedroyciowi zawdzięczał
wieloletnie polityczne wsparcie i nagłośnienie oraz pomoc materialną i
finansową. Michnik „odwdzięczył się" Giedroyciowi próbą przejęcia od niego
(...)Toruńczyk nie ukrywała, że chce robić samodzielne pismo, żeby opanować
„Kulturę ". Była niesłychanie oddana Michnikowi, przewidywała, że on
będzie moim następcą. Bardzo mnie zaskakuje, gdy słyszę od pani, że on mnie
ceni. Demonstrował coś zupełnie odmiennego, odwiedzając tuż przed śmiercią Józia
(Czapskiego - J.R.N.). Starannie mnie unikał, mimo otwartych jak zawsze drzwi.
Nie umiem pani nic więcej powiedzieć o przyczynach tej animozji(...)(E.
Berberyusz: Książę z Maisons Laffitte, Gdańsk 1995 r., s.
170).Herlingowi-Grudzińskiemu Michnik „odwdzięczył się" za dawną pomoc
pełną lekceważenia wypowiedzią o jego słynnej łagrowej książce Inny świat: Nikt
Był tłumaczony na jedenaście języków Michnik odparował: Co z tego. Drukowały to
antykomunistyczne oficyny, to się nie liczyło. Komentując te uwagi Michnika,
Herling-Grudziński pisał: „Inny świat" ukazał się najpierw w wielkim
londyńskim wydawnictwie William Heinemann, które trudno doprawdy nazwać
„antykomunistyczną oficyną". I miał, prócz doskonałych recenzji, dwa
wydania w ciągu bardzo krótkiego czasu.Cała sprawa dobrze ilustruje ogromną
małostkowość Michnika. Kiedy z kimś się pokłóci, to zawsze potem jest gotów do
jego maksymalnego oczerniania i pomniejszania, bez względu na to, jak wiele
tamten ktoś zrobił kiedyś dla niego.Środowiskom Kościoła katolickiego Michnik
też „się odwdzięczył". Póki obronny puklerz Kościoła był mu potrzebny,
kadził Kościołowi, jak mógł i bił się w piersi za swe dawne antykościelne
wyzwiska, wołając o potrzebie dialogu. Jak został naczelnym G W, robił wszystko
dla maksymalnego dyskredytowania Kościoła i wartości chrześcijańskich. Nawet
Jarosław Gowin, redaktor naczelny Znaku, j eden z czołowych przedstawicieli
katolewicy, którego Michnik tylekroć nagłaśniał na łamach G W, w pewnej chwili
nie mógł już dłużej ukryć irytacji z powodu ciągłych uszczypliwości G W w
stosunku do Kościoła. I uznał postępowanie Michnika za przejaw zepsucia
obyczajów i porażki rozumu (G W z 17 lipca 1996 r). Gowin skrytykował Michnika
za próby przedstawiania Kościoła jako instytucji, która próbuje zająć
monopolistyczną pozycję partii komunistycznej (w Polityce, nr 47 z 1993 roku,
Michnik stwierdził, że biskupi jakoby próbowali zastąpić marksizmleninizm
ideologią katolicką). Nawet największy Polak XX wieku, Jan Paweł II
niejednokrotnie padał ofiarą mniej lub bardziej zawoalowanych uprzedzeń
Michnika, który go w pewnym momencie nazwał byłym autorytetem naszych czasów.
Długi czas hołubiący Michnika biskup Józef Życiński nie mógł ukryć swej irytacji
przeczytawszy w wywiadzie Michnika dla L 'Actualite religieuse, że po upadku
komunizmu Jan Paweł II wyznaczył nowego wroga liberalizm. Krytykuje go w
kategoriach, które zdają się pochodzić z Soboru trydenckiego (...). Boi się on
Straszenie liberalizmem, Rzeczpospolita z 20 lipca 1996). Biskup Życiński
porównał te stwierdzenia Michnika z uwagami Miliona Friedmana, „papieża
amerykańskiego liberalizmu" o elementach bliskich liberalizmowi w nauczaniu Jana
Pawła II. Jeśli tak deformowana jest przez Michnika postać i nauczanie Ojca
Świętego, to cóż mówić o sposobie traktowania przez niego i jego gazetę różnych
mniejszych postaci Kościoła. Począwszy od Prymasa Polski Józefa Glempa po
licznych biskupów, oskarżanych o rzekomy konserwatyzm i pochlebianie
Ciemnogrodowi.Swoiste, dość szczególne poczucie wdzięczności demonstrował Adam
Michnik w stosunku do księdza prałata Henryka Jankowskiego, który
niejednokrotnie udzielał mu u siebie schronienia w trudnych chwilach lat 80.,
pomagał mu materialnie i stwarzał możliwości publicznych wystąpień, narażając
się za to wciąż na szykany generałów stanu wojennego i esbecji. Jakże wymowne
pod tym względem są zapiski na kartach drugiego tomu wydanych przez Petera Rainę
Rozmów z władzami PRL. Arcybiskup Dąbrowski w służbie Kościoła i Narodu,
Warszawa 1995. Na s. 133-134 czytamy tam, jak gen. W. Jaruzelski uskarża się do
kardynała Jana Króla 10 września 1986: (...) Niedawno ks. Jankowski zaprosił
Michnika do św. Brygidy i ten Żyd zawładnął całym kościołem, wydawało się, że
przystąpi do ołtarza i będzie odprawiał Mszę. Na s. 254 z kolei czytamy
uskarżania się przewodniczącego Rady Państwa Kazimierza Barcikowskiego do
księdza Alojzego Orszulika 24 sierpnia 1988. Przekazał on prośbę swego
„szefostwa", które (...) chciałoby, aby kierownictwo Episkopatu
zainteresowało się tym, co dzieje się w kościele św. Brygidy. Usadowił się tam
sztab kierowania strajkami. Co łączy z tym kościołem p. Michnika? (...) Nieraz
stawiamy sobie pytanie —ciągnął Barcikowski — kto wam tego
Jankowskiego podrzucił (...) Parę lat temu przeglądając bogaty księgozbiór
księdza prałata Jankowskiego znalazłem tam dwie książki Adama Michnika z
Kochanemu ks. kanonikowi Henrykowi Jankowskiemu z przyjaźnią oraz wdzięcznością,
marzec 1987'r., Gdańsk, Adam. Na książce Szanse polskiej demokracji jeszcze
bardziej entuzjastyczna dedykacja: Kochanemu ks. Henrykowi Jankowskiemu, memu
przyjacielowi i Mentorowi z pogańską pokorą, maj 1988 r., Gdańsk, Adam Michnik.
Siedem lat później Michnik, „odpowiednio" odpłacił się „kochanemu
ks. Henrykowi Jankowskiemu", „swemu Przyjacielowi i Mentorowi" przez
prawdziwą kampanię napaści i dezinformacji za rzekomy „antysemityzm".
Peter Raina wyjaśnił w książce Ksiądz Jankowski nie ma za co przepraszać, że
Michnikowska Gazeta Wyborcza świadomie jako pierwsza zmanipulowała tekst
kazania, dezinformując czytelników i rozpoczynając kampanię przeciw ks.
Jankowskiemu, która daleko wyszła poza granice Polski. Jak dotąd nie zauważyłem,
by Gazeta Wyborcza i sam Michnik wytłumaczyli swe dezinformacje i przeprosili
„kochanego księdza Jankowskiego" za krzywdę wyrządzoną j ego dobremu
imieniu.Dialog z UrbanemCzas „okrągłego stołu" przynosi szczególne
wzmocnienie pozycji Michnika. Staje się jednym z głównych uczestników cichych
„dogadań" w Magdalence. I gorąco fraternizuje się przy alkoholowych
biesiadach z Kiszczakiem, Kwaśniewskim i innymi towarzyszami (pięknie
zilustrował to Kiszczak na końcu swej książki). Michnik odnawia stare związki z
Urbanem z czasów dawnych wspólnych popijań w koktajlbarze w ,Bristolu"
(wspomnianych przez Kuronia w książce Wiara i wina). Jan Skórzyński ujawnił w
wydanej przez Rzeczpospolita książce Ugoda i rewolucja (Warszawa 1995, s.
227-228) dotąd nieznaną sprawę poufnego i owocnego dialogu pary Michnik-Urban w
czasie „okrągłego stołu", prowadzonego w porozumieniu z gen. Jaruzelskim.
W czasie tych rozmów Michnik występował z niezwykłymi w ustach opozycjonisty
deklaracjami lojalności wobec PZPR (tamże, s. 228). Zaskoczony przedziwnym
zbliżeniem między ministrem Urbanem a Michnikiem Ciosek zwierzał się księdzu
Orszulikowi, iż: Zauważa się tworzenie swoistego lobby żydowskiego (cyt. za P.
Raina: Rozmowy z władzami PRL. Arcybiskup Dąbrowski, Warszawa 1995, t. 2, s.
440).Fraternizacja przynosi efekty. W wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego z 10
I 1989 r. Michnik starał się jak mógł wybielić postać najbardziej
znienawidzonego człowieka doby jaruzelszczyzny, akcentując, że Jerzy Urban był
konstruktorem ogromnej większości posunięć liberalizacyjnych ze strony
ówczesnych władz i ubolewając, że ten jeden z inteligentniejszych analityków
polityki polskiej marnuje się jako publicysta Trybuny Ludu. Potem przyszły
dalsze bratania i zbliżenia, wspólne fetowania imienin „Olka"
Kwaśniewskiego etc. I przychodzenie sobie nawzajem w sukurs (vide np. atak
zastępcy Urbana P. Gadzinowskiego w jednym z NIE na moje krytyki Michnika w
NP)Dzięki Wałęsie Michnik obejmuje kierownictwo pierwszego dziennika
solidarnościowego „GW", cieszącego się od początku ogromnym zaufaniem
społeczeństwa. Przez lata z całym cynizmem wykorzystuje to zaufanie do skrajnego
przyhamowania i zdeformowania polskich przemian.Już w p...
m***@gmail.com
2018-03-12 14:45:20 UTC
Permalink
Raw Message
"Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust
intelektualny." - Zbigniew Herbert Załgany rodowódJarosław Kaczyński, opisując
kiedyś zachowanie Michnika, podkreślał jego niebywałą skłonność do kłamstwa, to,
że potrafi łżeć w żywe oczy, dosłownie iść w zaparte. Trzeba przyznać, że szczyt
łgarstwa osiąga Michnik już przy najnowszych opisach rodowodu swojej rodziny.
Kiedy na przykład stara się maksymalnie wybielić postać swego ojca Ozjasza
Szechtera, członka Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Zachodniej
Ukrainy. I pisze o nim, że czuł się on jak absolutnie polski Polak (Między Panem
a Plebanem, Kraków 1995, s. 50). Nie wyjaśnia tylko nigdzie, co ten absolutnie
polski Polak szukał w Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy i jak zawędrował
na sam jej wierzchołek z tą swą rzekomą dumą z polskiej tożsamości (tamże, s.
50). Przypomnijmy, że Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy konsekwentnie
dążyła do rozbicia Polski, oderwania wielkiej części jej ziem i przyłączenia do
już rusyfikowanej skrajnym sowieckim terrorem wschodniej Ukrainy. Dodajmy, że
według książki H. Piecucha: Akcje specjalne (Warszawa 1996, s. 76), ten
absolutnie polski Polak Ozjasz Szechter był starym, wypróbowanym agentem Moskwy
w Polsce. I wchodził wraz z Brystygierową, Bermanem, Chajnem, Groszem, Kasmanem
i innymi w skład wydzielonej komórki, bezpośrednio podporządkowanej Moskwie.
Komuniści - konfidenciWedług najlepszego jak dotąd opracowania dziejów
przedwojennych komunistów pióra Jana Alfreda Reguły (Mitzenmachera), Szechter,
bardzo znany działacz KPZU, został aresztowany wraz z grupą innych działaczy
KPZU jesienią 1930 r. Jak pisze Reguła: Oskarżeni sypali innych towarzyszy
partyjnych (...) przodowali w tym komuniści, zajmujący stanowiska kierownicze
Historia Komunistycznej Partii Polski, Warszawa 1934, s. 243). Michnik w
wywiadzie z Danielem Cohn Benditem stwierdził: Mój ojciec byl bardzo znanym
działaczem komunistycznej partii przed wojną, siedział osiem lat w więzieniu. Po
wojnie nie odgrywał żadnej roli. Nie odgrywał, bo nie chciał jej odgrywać (cyt.
za: L. Żebrowski: Paszkwil „ Wyborczej", Warszawa 1995, s. 35). Zdaniem
Żebrowskiego (op. cit., s. 35): Bardziej prawdopodobne jest jednak to, iż z
powodu zaszłości nie powierzono mu wysokich funkcji partyjnych.Według Adama
Michnika kapo wojnie jego ojciec rzekomo już nie wierzył w komunizm, doskonale
wiedział, że cały realny socjalizm to wielkie świństwo i paskudztwo (op. cit.,
s. 53). A nawet według zwierzeń Michnika o ojcu: Miał on poglądy straszliwie
Polityka Polska, grudzień 1990, s. 34). I ten wielki antykomunista Ozjasz
Szechter, który uważał realny socjalizm za wielkie świństwo, po wojnie jednak
wstąpił do PZPR. Gdy ksiądz Tischner zdziwiony zapytał Michnika o to: Zapisał
się, chociaż nie wierzył? Michnik odpowiednio „wyjaśnił": Absolutnie nie
wierzył, ale potem to sobie racjonalizował. Skoro nic się nie da poradzić na
sowiecką przemoc... (Między Panem... op. cit., s. 51). Ze zwierzeń Michnika w
Polityce Polskiej dowiadujemy się również, że od ojca już w pierwszych rozmowach
otrzymał niezwykle mocny zastrzyk myślenia antyreżimowego. Był to rzeczywiście
„mocny" zastrzyk, jeśli nie przeszkodził Michnikowi już w młodości w
działaniu przez lata w komunistycznym „czerwonym harcerstwie" walterowców,
a jeszcze podczas swego procesu w 1969 r. w gromkich zapewnieniach, że jest
komunistą! Brat - morderca sądowy W "Między panem a plebanem" (op. cit., s. 50)
znajdujemy kolejne łgarstwo Michnika o ojcu: "Przez wszystkie lata bardzo
konsekwentnie unikał peerelowskiej kariery". Jak więc wytłumaczyć piastowanie
przez Ozjasza Szechtera w czasach stalinowskich stanowiska zastępcy redaktora
naczelnego skrajnie serwilistycznego organu związków zawodowych - "Głosu Pracy"
(od 1 stycznia 1951 r. do 11 marca 1953 r.). Ciekawe, że szefem Szechtera w tej
gazecie kadłubowych związków zawodowych był Bolesław Gebert, ojciec obecnego
podwładnego Michnika - Dawida Warszawskiego (Geberta). Wpływ wychowawczy
"wielkiego antykomunisty" Ozjasza Szechtera jakoś nie zaszkodził w PRL-owskiej
karierze starszego brata Adama - mordercy sądowego Stefana Michnika. Należy on
do grupy stalinowskich katów, którzy winni odpowiadać przed sądem
Rzeczypospolitej za zbrodnie przeciwko Narodowi Polskiemu. Prezes Sądu
Najwyższego Adam Strzembosz pisał na łamach "Rzeczpospolitej" (z 18 marca 1996
r.) o kapitanie Stefanie Michniku jako członku jednej z dwóch grup sędziów
najbardziej odpowiedzialnych za mordercze wyroki. Był on bowiem członkiem grupy
sędziów, którzy orzekali wyroki śmierci w sprawach, w których doszło później do
pełnej pośmiertnej rehabilitacji osób skazanych na śmierć. Jeszcze jako młody
podporucznik Stefan Michnik został dopuszczony do sądzenia spraw oficerów dużo
wyższych od niego stopniem. Niejednokrotnie wchodził do składów sędziowskich w
warszawskim Wojskowym Sądzie Rejonowym, który miał najwięcej spraw "ciężkiego
kalibru" o wielkim politycznym znaczeniu, oczywiście spraw całkowicie
sfabrykowanych. Wyrokował w tzw. sprawach tatarowskich. Stefan Michnik nie
zawiódł pokładanego w nim zaufania. Sądził tak, jak od niego oczekiwano,
nieuczciwie i bezwzględnie, wydając surowe wyroki, w tym wyroki śmierci na osoby
całkowicie niewinne. I został za to dobrze wynagrodzony, awansując w 1956 r. w
wieku zaledwie 27 lat do stopnia kapitana. Jako podporucznik był sędzią
wydającym wyroki w sfabrykowanych procesach majora Zefiryna Machalli, pułkownika
Maksymiliana Chojeckiego, majora Jerzego Lewandowskiego, pułkownika Stanisława
Weckiego, majora Zenona Tarasiewicza, pułkownika Romualda Sidorskiego,
podpułkownika Aleksandra Kowalskiego (por. "Dokumenty. Mieczysław Szerer.
Komisja do badania odpowiedzialności za łamanie praworządności 10 czerwca 1957",
paryskie "Zeszyty Historyczne", 1979, nr 49, s. 156-157, i J. Poksiński, My
sędziowie, nie od Boga..., Warszawa 1996, s. 276). Wydał w tych procesach
surowe wyroki, w tym kilka wyroków śmierci. Był sędzią między innymi w
procesach:majora Zefiryna Machalli (wyrok śmierci, pośmiertnie rehabilitowany)
· pułkownika Maksymiliana Chojeckiego (niewykonany wyrok śmierci)
· majora Jerzego Lewandowskiego (niewykonany wyrok śmierci) ·
pułkownika Stanisława Weckiego wykładowcy Akademii Sztabu Generalnego (13 lat
więzienia, zmarł torturowany, pośmiertnie zrehabilitowany) · majora
Zenona Tarasiewicza · pułkownika Romualda Sidorskiego redaktora
naczelnego Przeglądu Kwatermistrzowskiego (12 lat więzienia, zmarł wskutek złego
stanu zdrowia, pośmiertnie zrehabilitowany) · podpułkownika Aleksandra
Kowalskiego · majora Karola Sęki, artylerzysty spod Radomia,
przedwojennego oficera, potem oficera Narodowych Sił Zbrojnych (wyrok śmierci,
stracony w 1952 roku) 10 stycznia 1952 r. stracono w wieku 37 lat skazanego na
śmierć przez Michnika majora Zefiryna Machallę (został zrehabilitowany
pośmiertnie 4 maja 1956 r.). Stefan Michnik wydał wyroki śmierci również na
byłego polskiego attaché wojskowego w Londynie, pułkownika M. Chojeckiego i na
majora J. Lewandowskiego. Ci mieli więcej szczęścia, wyroku nie wykonano. W
przypadku płk. Chojeckiego zadecydowało to, że wiceminister MBP Romkowski chciał
wykorzystać Chojeckiego jako świadka w innym procesie. Dzięki temu Chojecki
dożył 1956 r., a 28 marca 1956 r. jego sprawa została umorzona z powodu
całkowitego braku dowodów winy. 8 grudnia 1954 r. zmarł, niecały miesiąc po
udzieleniu mu przerwy w odbywaniu kary więzienia, skazany przez Michnika na 13
lat więzienia płk Stanisław Wecki, były wykładowca Akademii Sztabu Generalnego,
przez dwa lata więzienia torturowany, pośmiertnie uniewinniony (por. J.
Poksiński, TUN, Warszawa 1992 r.). Ciężkie przejścia więzienne przyspieszyły
śmierć innego skazanego przez Michnika (na 12 lat więzienia) płk. Romualda
Sidorskiego, byłego naczelnego redaktora "Przeglądu Kwatermistrzowskiego". W
marcu 1955 r. ze względu na bardzo zły stan zdrowia udzielono mu przerwy w
odbywaniu kary; zmarł wkrótce. Został pośmiertnie zrehabilitowany 25 kwietnia
1956 r. Wyroki śmierci w głośnych sprawach wysokich oficerów z grupy generała
Tatara wcale nie były jedynymi wyrokami śmierci, które orzekł Stefan Michnik.
Tylko że te inne wyroki - w sprawach oficerów podziemia niepodległościowego, są
dużo mniej znane. Tak jak podpisany przez Stefana Michnika wyrok śmierci na
majora Karola Sęka, który miałem możliwość oglądać w listopadzie 1994 r. na
wystawie na UMCS w Lublinie, uczestnicząc tam w panelu na temat "Żołnierzy
wyklętych" (tj. żołnierzy polskiego niepodległościowego podziemia po 1944 r.).
Major Karol Sęk, artylerzysta spod Radomia, przedwojenny oficer, potem oficer
Narodowych Sił Zbrojnych, został stracony z wyroku sędziego wojskowego Stefana
Michnika w 1952 r. Stefan Michnik "niewiele rozumiał, ale podpisywał wyroki
śmierci i czuwał nad ich wykonaniem". A były to wyroki godzące w najlepszych
polskich patriotów. Tak jak w przypadku kierowanego przez Stefana Michnika
wykonania wyroku śmierci na wspaniałym polskim patriocie Andrzeju Czaykowskim,
cichociemnym, powstańcu warszawskim, zastępcy dowódcy połączonych baonów
"Oaza-Ryś" na Mokotowie i Czerniakowie. Odznaczonym za bohaterstwo w walce z
Niemcami Krzyżem Virtuti Militari. Zamordowano go na Mokotowie 10 października
1953 r. pod nadzorem porucznika Stefana Michnika (por. opis tej tragedii pióra
P. Jakuckiego, "Zamordowany za patriotyzm", "Gazeta Polska", 20 października
1994 r.). Hańba domowa Myślę, że sprawa brata - stalinowskiego zbrodniarza,
stanowi jeden z kluczy, wyjaśniających ciągły flirt Adama Michnika z komunistami
po czerwcu 1989 r. Chodziło o łączący go z nimi równie głęboki strach przed
rozliczeniami i pełnym pokazaniem "hańby domowej" czy "hańby rodzinnej". Mając
stalinowskiego kata w rodzinie, Michnik robił wszystko, aby nie doszło do
prawdziwych rozliczeń ze zbrodniami komunizmu, opublikowania ksiąg hańby, bo
uznał to za niezwykle groźne dla własnej legendy. Przypomnę tu, że Adam Michnik
usprawiedliwiał wyroki wydawane przez swego brata (nigdzie nie podając jednak,
że chodziło o wyrok śmierci) tym, że: "Kiedy zapadały najgorsze wyroki, Stefan
był dwudziestoparoletnim człowiekiem, który niewiele rozumiał z tego, co się
działo" ("Między panem...", s. 48). Wyjaśnijmy więc, że młody porucznik Stefan
Michnik gorączkowo rwał się do sądzenia w sfabrykowanych procesach wojskowych
nad dużo wyższymi od niego stopniem majorami czy pułkownikami, bo widział w tym
szansę błyskawicznego przyspieszenia swojej kariery. I rzeczywiście uległa ona
radykalnemu przyspieszeniu - już w wieku 27 lat awansował na kapitana. Przy
obrazie rodowodu Adama Michnika warto wspomnieć również o roli jego matki,
zaangażowanej komunistki sprzed wojny - Heleny Michnik. Po wojnie wsławiła się
głównie dogmatycznymi podręcznikami, zalecającymi m.in. jak najskuteczniej
walczyć z religią katolicką. Oto przykładowy fragment jej zaleceń zamieszczony w
"Komentarzu metodycznym dla klasy IX ogólnokształcącej szkoły korespondencyjnej
stopnia licealnego" do podręczników: E. Kosiński "Historia wieków średnich",
A.W. Jefimow "Historia nowożytna", S. Missalowa i J. Schoenbrenner "Historia
Polski", Warszawa 1953 r.: "(...) Nie wystarczy np. powiedzieć, że Kościół był
główną podporą feudalizmu, lecz trzeba to udowodnić. Udowadniać będziecie w ten
sposób: Kościół był główną podporą feudalizmu, ponieważ: 1) głosił, że władza
królewska pochodzi od Boga, a więc poddanym nie wolno się buntować; 2) głosił
wieczność feudalizmu i zasady nierówności społecznej; 3) stosował klątwę
kościelną i karał wszystkich występujących przeciwko nierówności społecznej; 4)
urządzał krucjaty przeciwko ruchom ludowym, np. przeciwko albigensom we Francji,
husytom w Czechach itd.; 5) zwalczał postępową naukę, gdyż podważała ona
panujący ustrój (np. potępienie nauki Kopernika, Galileusza itd.); 6) przez
hasło 'błogosławieni maluczcy duchem' utrwalał ciemnotę i zacofanie mas
ludowych; 7) głosząc, że ci, którzy cierpią na tym świecie, będą zbawieni po
śmierci, rozbrajał rewolucyjną walkę mas ludowych" itd. Adam Michnik twierdził,
że jego matka wywodziła się z "całkowicie spolonizowanej żydowskiej rodziny",
pisał o jej "całkowitej identyfikacji z polskością" ("Między panem...", s.
46-47). Nie wyjaśnił tylko, jak pod opieką takich patriotycznych rodziców -
ojca jakoby absolutnie "polskiego Polaka" i matki "całkowicie identyfikującej
się z polskością" - on sam już w młodości stał się narodowym nihilistą ("Między
panem...", s. 91). Pisał sam o sobie, że był narodowym nihilistą i rzekomo
przestał nim być po marcu 1968 r. Komunistycznemu rodowodowi Michnika
towarzyszyły odpowiednie splendory - wielkie, eleganckie mieszkanie w gęsto
obsadzonej przez zaufanych towarzyszy z partyjnej i bezpieczniackiej elity Alei
Przyjaciół w Warszawie, dokładnie w tym samym domu, w którym mieszkał były
stalinowski minister bezpieczeństwa Stanisław Radkiewicz (por. "Wprost", 22
listopada 1991 r.). Adam Michnik „Eurołgarz"W maju 1995 roku doszło do
otwartego, bezpośredniego starcia Adama Michnika z przedstawicielami śląskich
górników. Michnik przybył wówczas, by zeznawać w obronie byłego szefa MSW - gen.
Czesława Kiszczaka, oskarżonego o przyczynienie się do śmierci 9 górników z
kopalni „Wujek" i zranienie 25 górników z kopalni „Manifest
Lipcowy". Widząc Michnika przyjacielsko witającego się z Kiszczakiem, związkowcy
śląskiej „Solidarności" zapytali go jak może podawać rękę mordercy
górników z „ Wujka"? Górników, którzy strajkowali po to, by wypuszczono
internowanych w stanie wojennym, takich jak Michnik. I dodali: Mamy prawo
sądzić, że jest pan kupiony. Półtora roku później w Gazecie Wyborczej z 17 XII
1996 r. Michnik gwałtownie zaatakował oświadczenie Komisji Krajowej
„Solidarności", domagającej się, by wreszcie stało się zadość tak długo
oczekiwanej sprawiedliwości w sprawie zamordowania górników z kopalni
„Wujek". Dla Michnika żądanie Nadzwyczajnego Trybunału rozliczenia stanu
wojennego jest czymś wyjątkowo niegodziwym, jest drwieniem z cierpień tych,
którzy zginęli. Za to nie jest dla niego drwieniem dotychczasowa parodia wymiaru
sprawiedliwości i bezkarność zbrodniarzy, odpowiedzialnych za śmierć górników z
„Wujka" i jakże wiele innych PRL-owskich zbrodni. Jak zrozumieć ten tak
nikczemny komentarz człowieka, który kiedyś był jednym z idoli dla wielu osób ze
środowisk „Solidarności"? Prezentowany niżej tekst jest próbą pokazania
uwarunkowań, które wpłynęły na taką postawę Michnika, prawdziwego homo
sovieticus, który nigdy faktycznie nie wyzwolił się spod ducha skrajnej
komunistycznej nietolerancji wobec wszystkich inaczej myślących.Niewiele osób w
Polsce może się „poszczycić" takim, jak Michnik zafałszowaniem swego
życiorysu, równie starannym przemilczaniem rzeczy wstydliwych i eksponowaniem
„blasków". Czyż można się jednak temu dziwić w przypadku osoby przez ponad
osiem i pół roku kierującej najpotężniejszą trybuną prasową, jaką jest GW i
korzystającej z ciągłej reklamy, robionej mu przez wdzięcznych podwładnych?
Dziennikarka Irena Lasota, niegdyś bardzo bojowa towarzyszka Michnika w ruchu
marcowym 1968 roku, w listopadzie 1991 r. w obszernym, udokumentowanym artykule
wyraziła całe swe obrzydzenie nieustającym reklamowaniem Michnika na łamach jego
własnej gazety (I. Lasota: Niewidzialny redaktor, Tygodnik Solidarność l XI 1991
r.). Niewiele się odtąd zmieniło. Uznany w swoim czasie przez Żydów
amerykańskich za „Żyda roku" i super-Europejczyka przez polskie lobby
filosemickie, Michnik wciąż cieszy się wyjątkową klaką w najbardziej wpływowych
mediach. By przypomnieć choćby serię ośmiu czy dziewięciu audycji telewizyjnych
Jerzego Markuszewskiego, puszczanych wieczorami ku skrajnemu zanudzeniu
telewidzów. Sam Michnik doszedł wręcz do krańców próżności i samouwielbienia, i
potrafi już tylko zapewniać, iż nie ma cienia wątpliwości, że Jezus go umiłował
(GW24-26 XII 1994 r.).Pochodzę z żydokomunyŚrodowisko G W od lat z niezwykłą
zaciętością zwalcza wszelkie przejawy stosowania pojęcia „żydokomuna",
piętnując je jako przejaw antysemityzmu. Cóż, komunizm stał się rzeczą bardzo
wstydliwą i teraz już nikt nie chce się do niego przyznać ani Jaruzelski, ani
Kwaśniewski czy Rakowski. Bardzo wstydliwe stało się też pojęcie żydokomuny. Tym
ciekawsze na tym tle może być więc przypomnienie wypowiedzi Michnika z 1988
roku, a więc jeszcze przed światowym załamaniem się komunizmu. W nowej sytuacji
Michnik potrafił jeszcze szczerze wyznawać w katolickim piśmie Powściągliwość i
Praca (nr 6, 1988 r.): (...) Jak na pewno wiecie, środowiskiem, z którego
pochodzę, jest liberalna żydokomuna. To jest żydokomuna w sensie ścisłym, bo moi
rodzice wywodzili się ze środowisk żydowskich i byli przed wojną komunistami.
Być komunistą znaczyło wtedy coś więcej niż przynależność do partii to oznaczało
przynależność do pewnego języka, do pewnej kultury, fobii, namiętności.
Niejednokrotnie spierając się z moimi kolegami, którzy wywodzili się z podobnego
zastanówcie się, jak trudno jest wam wziąć się za łeb z syndromem żydokomuny l
Dlaczego? Dlatego, że widzicie nie tylko paskudztwo jego skutków, ale też
wszystkie żeby tak rzec realne wartości motywacyjne, które niesie: nadzieję na
sprawiedliwość społeczną, przekonanie dłużników, że trzeba się angażować po to,
aby zmieniać świat i czynić go lepszym... Do tego wszystkiego jesteście
przywiązani i nie godzicie się na zniszczenie całej tej tradycji en
bloc(...).Trzeba przyznać, że w tym cytacie Michnik jawił się już jako ktoś
znacząco wyprzedzający myślowo swoje środowisko, ciągle jeszcze (w 1988 roku!)
przekonane o wartości tradycji żydokomuny i jej broniące. I dopiero Michnik
musiał je przekonywać o tym, że tradycja ta jest bardzo niewygodna i konieczna
do odcięcia. Oczywiście do odcięcia tylko słownego, na pokaz, bo sam komunizm
pozostał dla Michnika czymś, co dalej jakże uparcie lubi idealizować. Z jakimż
rozczuleniem wspominał w początkach 1992 roku w rozmowie z generałem
Jaruzelskim, fałszywie generalizując: Najświatlejsze umysły na Zachodzie
popierały komunizm (G W25-26 IV 1992 r.).Fałszywie generalizując, bo można
wyliczyć cały szereg najświatlejszych umysłów na Zachodzie od Camusa po Orwella,
Dos Passosa i Steinbecka, które nie tylko, że nie popierały komunizmu, ale go
gorąco zwalczały. Nie mówiąc o traktujących komunizm z odrazą najświatlejszych
umysłach na Wschodzie od Pasternaka, Bułhakowa i Sołżenicyna, poprzez
Tatarkiewicza i Herberta po Kodalya.Komunistyczna zaprawa w młodościW kierowanym
przez Kuronia „czerwonym harcerstwie" młody Michnik przeżywał nastrój
komsomolskich idealistów. Wspominał jeszcze w 1984 roku: Bez sentymentu nie
umiem myśleć o tej gromadce chłopców i dziewcząt, która latem 1958 roku w
czerwonych chustach nawiedzała chłopskie zagrody, śpiewając piosenki po rosyjsku
i żydowsku. Ksiądz Tischner, komentując wspomnienie Michnika, zauważył: Jestem
trochę zdziwiony. Kiedy wyobrażam sobie to lato 1958 roku i tych biednych
chłopów, którzy dopiero co odzyskali ziemię, dopiero się podnieśli, bo jeszcze
dwa lata wcześniej byli zrównani z ziemią, i pewnie po prostu bali się przegnać
was kijami, to mam uczucie mieszane (Między Panem..., op. cit., s. 56). Michnik
tłumaczy się w odpowiedzi: Ależ ja o tym piszę. Czytaj dalej „Było w tym
bezczelne wyzwanie, rzucone potocznej świadomości, było też głębokie
niezrozumienie pokaleczonej narodowej pamięci"... Tylko, że my tego wówczas nie
rozumieliśmy(...).Pod bokiem czerwonego inkwizytoraPo kilku latach
„czerwonego harcerstwa" Michnik przeżywa kolejny etap wtajemniczenia w
politykę, tym razem w rozkręcanym pod patronatem dawnego stalinowskiego
inkwizytora nauki Adama Schaffa Klubie Poszukiwaczy Sprzeczności przy stołecznym
ZMS. Klub skupił dzieci różnych komunistycznych prominentów, między innymi syna
ówczesnego I sekretarza KW PZPR Andrzeja Titkowa. Klub w końcu został
rozwiązany, ale Michnik już coraz ambitniej przechodzi do pierwszego szeregu
„intemacjonalistycznego" nurtu studentów UW. Nurtu, który krytykuje różne
oficjalne rozwiązania z pozycji trockistowskich (popularyzując głównie
trockistowski List otwarty Kuronia i Modzelewskiego).Komunistyczna Polska to
moja PolskaW rozmowie z Danielem Cohn Benditem w czerwcu 1988 Michnik
Należałem do komunistów w sześćdziesiątych latach. Uważałem, że komunistyczna
Polska to moja Polska (por. L. Żebrowski: op. cit., ss. 25, 26). Jeszcze w 1995
roku przyznawał w rozmowie z księdzem Tischnerem: "Normalny człowiek z
normalnego domu kiedy kończył szkołą, wiedział, że ci rządzący komuniści to są
oprawcy, zbrodniarze, że mogą zabić, złamać życie. To rodziło strach. Ja
uważałem, że komuniści wprawdzie popełniają pewne błędy ideologiczne, bo nie
dość uważnie przeczytali Marksa oraz Lenina, ale, że to da się naprostować.
Wystarczy ich trochę oświecić, przekonać, zmusić do czytania (...) (Między
Panem..., op. cit., s. 91).Przeciw Narodom i KościołowiOd przeważającej
większości Polaków różniła Michnika i jego otoczenie również skrajna, absolutna
niechęć do patriotyzmu i Kościoła katolickiego. Mówienie o narodzie i polskości
było dla Michnika czymś jak mówienie do ślepego o kolorach. Bardzo wymowna pod
tym względem była jego reakcja na stanowcze potępienie przez Prymasa Tysiąclecia
Stefana Wyszyńskiego w styczniu 1963 roku nihilistyczno-kolaboranckiego artykułu
Stanisława Stommy. Przedstawił on na łamach TP Powstanie Styczniowe i inne
powstania polskie jako niepotrzebne i chore wytwory polskich kompleksów
antyrosyjskich. Oburzony Prymas Polski powiedział we wspaniałym kazaniu 27
stycznia 1963 roku, że nie chodziło w tych powstaniach żaden narodowy kompleks,
ale o niezbywalne prawa Narodu do wolności samostanowienia o sobie. Michnik
dosłownie niczego z tego nie zrozumiał. Przyznawał w książce Między Panem a
Plebanem (s. 168): Nikt z nas nie potrafił wówczas zrozumieć, co się Prymasowi
stało. Wyszyński miał jednak lepszą intuicję niż warszawscy inteligenci. Czuł
już, że rodzi się jakaś nowa tożsamość, że słowo „naród" odzyskuje swoje
miejsce w politycznym myśleniu Polaków. Jak widać Michnik dalej niewiele rozumie
z postawy Prymasa Tysiąclecia. W rzeczywistości kardynał Wyszyński nie musiał
się bowiem wcale przystosowywać do nowej sytuacji, bo zawsze głęboko odczuwał
takie słowa, jak Polska i Naród w przeciwieństwie do antynarodowych
„michnikowców". Wszak pierwszy powiedział, na dwadzieścia lat przed słynną
pieśnią Pietrzaka Żeby Polska... - w kazaniu na Jasnej Górze w czerwcu 1958
roku: Aby Polska Polską była! Aby w Polsce po polsku się myślało.Cóż z tego mógł
pojąć Michnik, który w rzeczywistości nigdy nie przestał być narodowym nihilistą
(przynajmniej w odniesieniu do historii Polski), w ostatnich latach wręcz
wyspecjalizowanym w zagranicznych donosach na Polskę. Nie mógł pojąć polskości
człowiek wychowany od kolebki na luksemburgizmie (vide obrona przez Michnika pod
pseudonimem A. Zagozda poglądów Róży Luksemburg na łamach Więzi w 1975 r., nr
9).Szczególnie skrajne było zacietrzewienie Michnika i jego środowiska przeciw
Kościołowi katolickiemu i kardynałowi Wyszyńskiemu. Przedstawiali go jako
skrajnego wstecznika i popierali ideologiczną wojnę PZPR przeciw Kościołowi.
Także i w najostrzejszym punkcie tej wojny po ogłoszeniu Listu biskupów w 1965
roku. Michnik wsławił się wówczas gwałtownym atakiem na kardynała Wyszyńskiego
na łamach Argumentów, atakiem odzwierciedlającym, jak przyznawał po latach,
głębię myśli kompletnego troglodyty (Między Panem..., op. cit., s. 73). Już w
1977 roku „samokrytycznie" oceniał w wydanej w Paryżu książce Kościół,
lewica, dialog (s. 61) swój udział w potępianiu listu biskupów polskich z 1965
roku: (...) w tym nieprzyzwoitym spektaklu sam wziąłem udział i na samo
wspomnienie rumienię się ze wstydu. Wstydzę się swojej głupoty (...). W innych
częściach tej książki (s. 31 i 139) Michnik tak pisał o swoim środowisku lewicy
laickiej: (...) Popieraliśmy politykę represji, często okrutnych, widząc w niej
drogą do „ nowego wspaniałego świata ", oskarżaliśmy Kościół o reakcyjność
i wszystkie inne grzechy główne, nie bacząc na to, że w atmosferze totalitarnego
zniewolenia Kościół bronił prawdy, godności i wolności człowieka (...).
Tradycyjnie przywykliśmy sądzić, że religijność i Kościół to synonimy
wstecznictwa i tępego Ciemnogrodu. Z tej perspektywy wzrost indyferentyzmu
religijnego traktowany był przez nas jako naturalny sojusznik umysłowego i
moralnego postępu. Pogląd taki sam byłem jego wyznawcą uważam za fałszywy (...).
Warto uważnie przeczytać tę „samokrytykę" Michnika, gdyż cała linia GW w
sprawach religii i Kościoła od 1989 roku była i jest faktycznym bardzo zręcznym
rozwinięciem tej samej postawy antykościelnej, za którą tak się kajał na pokaz w
powyższej wypowiedzi. Faktem jest, że w połowie lat sześćdziesiątych Michnik
jeszcze nawet nie próbował ukrywać tego, iż uważa, że wszystko, co pochodzi od
episkopatu katolickiego, jest reakcyjne, nacjonalistyczne i perfidne (jak
przypomniał w interesującym szkicu o Michniku Adam Krzemiński na łamach Polityki
z 18 maja 1989 roku).Oderwanie Michnika i jego środowiska od przeważającej
części polskiego społeczeństwa przyniosło fatalne skutki w 1968 roku.
„Michnikowcy" dali się wówczas wciągnąć w perfidną pułapkę
„moczarowców" i nieświadomie ułatwili ich grę dla umocnienia polityki
„twardej ręki" w Polsce. Najgorsze skutki przyniósł fakt, że pochodzący z
prominenckich rodzin „michnikowcy" nie umieścili w swym programie z 1968
r. żadnych postulatów gospodarczych i społecznych, które by mogły rzeczywiście
pociągnąć polskie społeczeństwo, zmęczone wyrzeczeniami okresu późnego Gomułki
(na zaledwie dwa lata przed wybuchem społecznym na Wybrzeżu!). Tragicznie
rozbity ruch studencki „owocował" represjami, w tym pierwszym paroletnim
więzieniem Michnika.Z daleka od Radomia i UrsusaWydarzenia 1976 roku, czas
Radomia i Ursusa, Michnik spędza daleko od Polski. Przebywa rok we Francji na
zaproszenie Jeana Paula Sartre'a, akurat wówczas przeżywającego jeden z
najbardziej fanatycznych okresów ultralewicowości. Michnik jest wielokrotnym
gościem paryskiej Kultury, słynnego Maisons Laffitte, poznaje ogromną liczbę
ludzi, zdobywa znajomości, które okażą się później wprost bezcenne dla
nagłaśniania poza Polską ludzi związanych z opozycją z tzw. lewicy laickiej.
Wiele podróżuje. Zygmunt Hertz w liście do Miłosza z 30 XI 1976 r. wspomina, że
Michnik właśnie narozrabiał jak pijany zając we Włoszech, i podziwia jego
rozmach.Po powrocie do Polski Michnik odgrywa znaczącą rolę w ożywieniu
związanego z KORem ruchu prasowego i książkowego (NOWA), wykładach Latającego
Uniwersytetu, ale także i w nasileniu konfliktu ze środowiskami
niepodległościowymi (grupą Głosu etc.). W tym czasie Michnik bardzo mocno
deklaruje chęć dialogu z Kościołem katolickim w Polsce, jego wydana w 1977 roku
w Paryżu książka Kościół, lewica, dialog przynosi tony pełnego pokory
samobiczowania za dawny antyklerykalizm własny i swojego środowiska. Swą
samokrytyczną ekspiacją Michnik umie utorować sobie drogę do licznych środowisk
katolickich. Nie zdają one sobie bowiem sprawy, że chodzi wyłącznie o manewr
taktyczny, by zyskać poparcie Kościoła dla ciągle jeszcze czujących swą słabość
„Europejczyków" z opozycji.Na uboczu (1980-1981)Wbrew upowszechnianym
często na Zachodzie legendom roli Michnika jako jednego z „bohaterów"
„Solidarności" w latach 1980-1981, faktycznie odegrał niewielką rolę w
ciągu 16 posierpniowych miesięcy. Same wydarzenia sierpniowe całkowicie go
zaskoczyły. Akurat wyjechał w góry, by pisać esej o taktyce opozycji, gdy doszło
do wybuchu strajków.Napisany w tej sytuacji tekst nadawał się tylko na papier
toaletowy. Zaniepokojony wraz z Kuroniem awanturniczą i nieodpowiedzialną, jak
im się wtedy wydawało, ideą niezależnych i samorządnych związków zawodowych,
którą wysunięto w Gdańsku, miał zamiar pojechać do stoczni i wytłumaczyć
robotnikom, by się nie upierali przy takim żądaniu. Zanim zdążył dotrzeć do
Gdańska, został aresztowany (por.: A. Krzemiński: Zadra, Polityka 20 V 1989 r.).
W 1981 roku postawił na „złego konia" Andrzeja Gwiazdę, w opozycji do
Wałęsy, i został faktycznie zepchnięty na margines wydarzeń. Nie wybrano go do
żadnych władz „Solidarności". Raz tylko przelotnie zyskał szerszy poklask
po błyskotliwym spacyfikowaniu zajść przed posterunkiem milicji w Otwocku. Z
dzisiejszej perspektywy wręcz szokujący może wydawać się fakt, że Michnik, dziś
zapełniający swymi tekstami i wywiadami całe płachty GW, w 1981 roku nie był
jakoś autorem szczególnie pożądanym w prasie solidarnościowej. Uskarżał się po
latach w rozmowie z ks. Tischnerem (Między Panem... op. cit., s. 376), że w 1981
roku: Nikt z redaktorów „ TySola " ani Mazowiecki, ani Cywiński, ani
Kuczyński nie proponował mi napisania dla nich artykułu (...). Tadeusz
Mazowiecki (...) nigdy nie zaproponował mi napisania artykułu do „
Tygodnika Solidarność ".Ostatnie miesiące 1981 roku przeżywał w nastroju
ogromnego rozczarowania. Nie mógł pogodzić się z faktem, że w
„Solidarności" coraz bardziej dominował nurt patriotyczno-narodowy, tzw.
prawdziwi Polacy, których później niejednokrotnie szkalował.Dopiero po stanie
wojennym nadchodzi prawdziwy czas Michnika. Decydują o tym bardzo umocnione w
międzyczasie wpływy dawnych marcowych kolegów w Radiu Wolna Europa, polskiej
sekcji BBC (domena Smolara), zdecydowanie najlepszy dostęp ludzi z opozycji,
związanych z tzw. lewicą laicką, do zachodnich mediów i do zachodnich
funduszy...Michnik siedzi w więzieniu w warunkach o wiele dogodniejszych niż
ogromna część innych postaci opozycji (opisywał to szczegółowo Rozpłochowski).
I, o dziwo, z jego celi swobodnie wychodzą na świat kolejne listy, artykuły i
książki, podczas gdy pozostali współwięźniowie nie mogą się doprosić nawet
ołówka. Czy wszystko to dzieje się rzeczywiście przypadkowo, dzięki wyjątkowej
zręczności Michnika, której nie umiał przeciwdziałać cały personel MSW, jak to
przedstawiał sam Michnik?! A może było tak dlatego, że o wyjątkowym
uprzywilejowaniu Michnika w więzieniu decydowały pewne wpływowe kręgi partyjne,
te same, które tak zabiegały o poparcie zagranicznych Żydów dla WRONu (żydowski
publicysta Abel Kainer pisał w 15 numerze podziemnej Krytyki z 1983r., że: WRON
grata rolę wielkiej opiekunki Żydów).Wiosną 1985 r. Michnik otwarcie opowiada
się za kompromisem z komunistami jako rzeczą nieodzowną w książce Takie czasy...
Rzecz o kompromisie (por. uwagi J. Skórzyńskiego: Ugoda i rewolucja, Warszawa
1995 r., s. 9-11). Rękopis książki, sugerującej dogadanie się z komunistami, bez
przeszkód wydostaje się za mury więzienia. Kilka miesięcy później Michnik stanie
się jedną z czołowych postaci przy „okrągłym stole". Ujawni się tak typowa
dlań cecha absolutnej nielojalności wobec najbardziej nawet bliskich mu w
przeszłości osób.Niewdzięczność to jego hobbyMichnik nie rozumie, czym jest
lojalność czy proste uczucie wdzięczności wobec osób, które mu bardzo znacząco
pomogły w różnych okresach życia. Oto kilka jakże wymownych przykładów.
Redaktorowi naczelnemu paryskiej Kultury Jerzemu Giedroyciowi zawdzięczał
wieloletnie polityczne wsparcie i nagłośnienie oraz pomoc materialną i
finansową. Michnik „odwdzięczył się" Giedroyciowi próbą przejęcia od niego
(...)Toruńczyk nie ukrywała, że chce robić samodzielne pismo, żeby opanować
„Kulturę ". Była niesłychanie oddana Michnikowi, przewidywała, że on
będzie moim następcą. Bardzo mnie zaskakuje, gdy słyszę od pani, że on mnie
ceni. Demonstrował coś zupełnie odmiennego, odwiedzając tuż przed śmiercią Józia
(Czapskiego - J.R.N.). Starannie mnie unikał, mimo otwartych jak zawsze drzwi.
Nie umiem pani nic więcej powiedzieć o przyczynach tej animozji(...)(E.
Berberyusz: Książę z Maisons Laffitte, Gdańsk 1995 r., s.
170).Herlingowi-Grudzińskiemu Michnik „odwdzięczył się" za dawną pomoc
pełną lekceważenia wypowiedzią o jego słynnej łagrowej książce Inny świat: Nikt
Był tłumaczony na jedenaście języków Michnik odparował: Co z tego. Drukowały to
antykomunistyczne oficyny, to się nie liczyło. Komentując te uwagi Michnika,
Herling-Grudziński pisał: „Inny świat" ukazał się najpierw w wielkim
londyńskim wydawnictwie William Heinemann, które trudno doprawdy nazwać
„antykomunistyczną oficyną". I miał, prócz doskonałych recenzji, dwa
wydania w ciągu bardzo krótkiego czasu.Cała sprawa dobrze ilustruje ogromną
małostkowość Michnika. Kiedy z kimś się pokłóci, to zawsze potem jest gotów do
jego maksymalnego oczerniania i pomniejszania, bez względu na to, jak wiele
tamten ktoś zrobił kiedyś dla niego.Środowiskom Kościoła katolickiego Michnik
też „się odwdzięczył". Póki obronny puklerz Kościoła był mu potrzebny,
kadził Kościołowi, jak mógł i bił się w piersi za swe dawne antykościelne
wyzwiska, wołając o potrzebie dialogu. Jak został naczelnym G W, robił wszystko
dla maksymalnego dyskredytowania Kościoła i wartości chrześcijańskich. Nawet
Jarosław Gowin, redaktor naczelny Znaku, j eden z czołowych przedstawicieli
katolewicy, którego Michnik tylekroć nagłaśniał na łamach G W, w pewnej chwili
nie mógł już dłużej ukryć irytacji z powodu ciągłych uszczypliwości G W w
stosunku do Kościoła. I uznał postępowanie Michnika za przejaw zepsucia
obyczajów i porażki rozumu (G W z 17 lipca 1996 r). Gowin skrytykował Michnika
za próby przedstawiania Kościoła jako instytucji, która próbuje zająć
monopolistyczną pozycję partii komunistycznej (w Polityce, nr 47 z 1993 roku,
Michnik stwierdził, że biskupi jakoby próbowali zastąpić marksizmleninizm
ideologią katolicką). Nawet największy Polak XX wieku, Jan Paweł II
niejednokrotnie padał ofiarą mniej lub bardziej zawoalowanych uprzedzeń
Michnika, który go w pewnym momencie nazwał byłym autorytetem naszych czasów.
Długi czas hołubiący Michnika biskup Józef Życiński nie mógł ukryć swej irytacji
przeczytawszy w wywiadzie Michnika dla L 'Actualite religieuse, że po upadku
komunizmu Jan Paweł II wyznaczył nowego wroga liberalizm. Krytykuje go w
kategoriach, które zdają się pochodzić z Soboru trydenckiego (...). Boi się on
Straszenie liberalizmem, Rzeczpospolita z 20 lipca 1996). Biskup Życiński
porównał te stwierdzenia Michnika z uwagami Miliona Friedmana, „papieża
amerykańskiego liberalizmu" o elementach bliskich liberalizmowi w nauczaniu Jana
Pawła II. Jeśli tak deformowana jest przez Michnika postać i nauczanie Ojca
Świętego, to cóż mówić o sposobie traktowania przez niego i jego gazetę różnych
mniejszych postaci Kościoła. Począwszy od Prymasa Polski Józefa Glempa po
licznych biskupów, oskarżanych o rzekomy konserwatyzm i pochlebianie
Ciemnogrodowi.Swoiste, dość szczególne poczucie wdzięczności demonstrował Adam
Michnik w stosunku do księdza prałata Henryka Jankowskiego, który
niejednokrotnie udzielał mu u siebie schronienia w trudnych chwilach lat 80.,
pomagał mu materialnie i stwarzał możliwości publicznych wystąpień, narażając
się za to wciąż na szykany generałów stanu wojennego i esbecji. Jakże wymowne
pod tym względem są zapiski na kartach drugiego tomu wydanych przez Petera Rainę
Rozmów z władzami PRL. Arcybiskup Dąbrowski w służbie Kościoła i Narodu,
Warszawa 1995. Na s. 133-134 czytamy tam, jak gen. W. Jaruzelski uskarża się do
kardynała Jana Króla 10 września 1986: (...) Niedawno ks. Jankowski zaprosił
Michnika do św. Brygidy i ten Żyd zawładnął całym kościołem, wydawało się, że
przystąpi do ołtarza i będzie odprawiał Mszę. Na s. 254 z kolei czytamy
uskarżania się przewodniczącego Rady Państwa Kazimierza Barcikowskiego do
księdza Alojzego Orszulika 24 sierpnia 1988. Przekazał on prośbę swego
„szefostwa", które (...) chciałoby, aby kierownictwo Episkopatu
zainteresowało się tym, co dzieje się w kościele św. Brygidy. Usadowił się tam
sztab kierowania strajkami. Co łączy z tym kościołem p. Michnika? (...) Nieraz
stawiamy sobie pytanie —ciągnął Barcikowski — kto wam tego
Jankowskiego podrzucił (...) Parę lat temu przeglądając bogaty księgozbiór
księdza prałata Jankowskiego znalazłem tam dwie książki Adama Michnika z
Kochanemu ks. kanonikowi Henrykowi Jankowskiemu z przyjaźnią oraz wdzięcznością,
marzec 1987'r., Gdańsk, Adam. Na książce Szanse polskiej demokracji jeszcze
bardziej entuzjastyczna dedykacja: Kochanemu ks. Henrykowi Jankowskiemu, memu
przyjacielowi i Mentorowi z pogańską pokorą, maj 1988 r., Gdańsk, Adam Michnik.
Siedem lat później Michnik, „odpowiednio" odpłacił się „kochanemu
ks. Henrykowi Jankowskiemu", „swemu Przyjacielowi i Mentorowi" przez
prawdziwą kampanię napaści i dezinformacji za rzekomy „antysemityzm".
Peter Raina wyjaśnił w książce Ksiądz Jankowski nie ma za co przepraszać, że
Michnikowska Gazeta Wyborcza świadomie jako pierwsza zmanipulowała tekst
kazania, dezinformując czytelników i rozpoczynając kampanię przeciw ks.
Jankowskiemu, która daleko wyszła poza granice Polski. Jak dotąd nie zauważyłem,
by Gazeta Wyborcza i sam Michnik wytłumaczyli swe dezinformacje i przeprosili
„kochanego księdza Jankowskiego" za krzywdę wyrządzoną j ego dobremu
imieniu.Dialog z UrbanemCzas „okrągłego stołu" przynosi szczególne
wzmocnienie pozycji Michnika. Staje się jednym z głównych uczestników cichych
„dogadań" w Magdalence. I gorąco fraternizuje się przy alkoholowych
biesiadach z Kiszczakiem, Kwaśniewskim i innymi towarzyszami (pięknie
zilustrował to Kiszczak na końcu swej książki). Michnik odnawia stare związki z
Urbanem z czasów dawnych wspólnych popijań w koktajlbarze w ,Bristolu"
(wspomnianych przez Kuronia w książce Wiara i wina). Jan Skórzyński ujawnił w
wydanej przez Rzeczpospolita książce Ugoda i rewolucja (Warszawa 1995, s.
227-228) dotąd nieznaną sprawę poufnego i owocnego dialogu pary Michnik-Urban w
czasie „okrągłego stołu", prowadzonego w porozumieniu z gen. Jaruzelskim.
W czasie tych rozmów Michnik występował z niezwykłymi w ustach opozycjonisty
deklaracjami lojalności wobec PZPR (tamże, s. 228). Zaskoczony przedziwnym
zbliżeniem między ministrem Urbanem a Michnikiem Ciosek zwierzał się księdzu
Orszulikowi, iż: Zauważa się tworzenie swoistego lobby żydowskiego (cyt. za P.
Raina: Rozmowy z władzami PRL. Arcybiskup Dąbrowski, Warszawa 1995, t. 2, s.
440).Fraternizacja przynosi efekty. W wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego z 10
I 1989 r. Michnik starał się jak mógł wybielić postać najbardziej
znienawidzonego człowieka doby jaruzelszczyzny, akcentując, że Jerzy Urban był
konstruktorem ogromnej większości posunięć liberalizacyjnych ze strony
ówczesnych władz i ubolewając, że ten jeden z inteligentniejszych analityków
polityki polskiej marnuje się jako publicysta Trybuny Ludu. Potem przyszły
dalsze bratania i zbliżenia, wspólne fetowania imienin „Olka"
Kwaśniewskiego etc. I przychodzenie sobie nawzajem w sukurs (vide np. atak
zastępcy Urbana P. Gadzinowskiego w jednym z NIE na moje krytyki Michnika w
NP)Dzięki Wałęsie Michnik obejmuje kierownictwo pierwszego dziennika
solidarnościowego „GW", cieszącego się od początku ogromnym zaufaniem
społeczeństwa. Przez lata z całym cynizmem wykorzystuje to zaufanie do skrajnego
przyhamowania i zdeformowania polskich przemian.Już w p...
Szmaciany paszkwil szmacianego prostaka
u2
2018-03-12 14:50:05 UTC
Permalink
Raw Message
Post by m***@gmail.com
Michnik starał się jak mógł wybielić postać najbardziej
znienawidzonego człowieka doby jaruzelszczyzny, akcentując, że Jerzy Urban był
konstruktorem ogromnej większości posunięć liberalizacyjnych ze strony
ówczesnych władz i ubolewając, że ten jeden z inteligentniejszych analityków
polityki polskiej marnuje się jako publicysta Trybuny Ludu. Potem przyszły
dalsze bratania i zbliżenia, wspólne fetowania imienin „Olka"
Kwaśniewskiego etc. I przychodzenie sobie nawzajem w sukurs (vide np. atak
zastępcy Urbana P. Gadzinowskiego w jednym z NIE na moje krytyki Michnika w
NP)Dzięki Wałęsie Michnik obejmuje kierownictwo pierwszego dziennika
solidarnościowego „GW", cieszącego się od początku ogromnym zaufaniem
społeczeństwa. Przez lata z całym cynizmem wykorzystuje to zaufanie do skrajnego
przyhamowania i zdeformowania polskich przemian.Już w p...
Szmaciany paszkwil szmacianego prostaka
a wiesz ilu oficerów żydowskiego pochodzenia zdegradował Jaruzel ? masz
choć odrobinę godności i honoru ?
--
General Skalski o zydach w UB :

"Rozanski, Zyd, kanalia najgorszego gatunku, razem z Brystigerowa,
Fejginami, to wszystko (...) nie byli ludzie."

prof. PAN Krzysztof Jasiewicz o zydach :

"Zydow gubi brak umiaru we wszystkim i przekonanie, ze sa narodem
wybranym. Czuja sie oni upowaznieni do interpretowania wszystkiego,
takze doktryny katolickiej. Cokolwiek bysmy zrobili, i tak bedzie
poddane ich krytyce - za malo, ze zle, ze zbyt malo ofiarnie. W moim
najglebszym przekonaniu szkoda czasu na dialog z Zydami, bo on do
niczego nie prowadzi... Ludzi, ktorzy uzywają slow 'antysemita',
'antysemicki', nalezy traktowac jak ludzi niegodnych debaty, ktorzy
usiluja niszczyc innych, gdy brakuje argumentow merytorycznych. To oni
tworza mowe nienawisci".
Loading...